Menu

Statystycznie głównie reportaże

Prawdopodobnie najdłużej działający i najbogatszy w recenzje polski blog literacki o reportażach i czasami innych książkach.

81:1 Opowieści z Wysp Owczych

rbuciak

źródło: Wydawnictwo CzarneWiększość reportaży dotyczy wojen, morderstw, gwałtów albo przynajmniej biedy. Rzadko podmiotem fascynacji są nie tylko sami ludzie, ale cała wytworzona przez nich kultura oraz otaczająca przyroda. "81:1 Opowieści z Wysp Owczych" to całkiem nietypowa książka skierowana do dużej grupy czytelników, którzy nie przepadają za ciężkimi przypadkami ludzkich zbrodni.

Nie często spotyka się, aby autorów reportażu było dwóch młodych debiutantów. Marcin Michalski i Maciej Wasielewski mają po 30 lat i opowiadają o swojej przygodzie z archipelagiem wielkości powiatu znajdującym się pośrodku Północnego Atlantyku. W związku z niedoborem dramatycznych wydarzeń tematyką opowieści są niezwyczajni, przywiązani do tradycji, wycofani i wszechstronni mieszkańcy. Z lubością autorzy opowiadają o poszczególnych elementach kultury, w tym literaturze, malarstwie, polowaniach na grindwale oraz piłce nożnej, piłce ręcznej i żeglarstwie. Zachwycają się niezwyczajną przyrodą wysp, na których deszcz pada przez 360 dni w roku, ściany skalne sięgają kilkuset metrów, do niedostępnych opuszczonych wiosek trzeba iść przez rwące, lodowate strumienie.

"81:1 Opowieści z Wysp Owczych" napisane zostały nietypowym językiem. Autorzy bawią się formą i przekraczają granice wielu stylów. Opowieść o nieformalnym polskim konsulacie przypomina scenariusz telenoweli, kilka rozdziałów ma postać pamiętnika, niektóre są osobistą relacją z odbytej przygody, kilka innych to ledwie jedno-, dwu- akapitowe anegdoty. Majstersztykiem jest opowiedzenie o przetwórni rybnej w konwencji opisu parku rozrywki. Czytelnicy mogą odnieść wrażenie panującego w książce chaosu, jednakże policzyłem rozdziały i opowieści jest 44. Z takiej samej liczby wysp składa się archipelag. Na poziomie samych słów autorzy także pokusili się na oryginalność. Już na początku książki znajdują się wyliczanki, czego nie ma na Wyspach Owczych, a co występuje w liczbie mniejszej lub większej. Większość dziennikarzy stroni od statystyk, a tu autorzy potraktowali je z przymrużeniem oka. Pokazują również, że nie jest niczym niestosownym doszukiwanie się przebiegu meczu piłkarskiego czy przejazdu hulajnogą tunelem pod dnem oceanu.

Wyspy Owcze to nie tylko lekka kraina dumnych, wysportowanych potomków wikingów. To także kraina ludzi z kompleksami prowincji stojącymi w obliczu globalizacji przejawiającej się zanikiem lokalnej kultury. Autorzy opowiadają o próbach ratowania bogatych przejawów odrębności i więzi społecznych w czasach opanowanych przez telefony komórkowe i Internet. Obalają też mity wolnościowe pokazując alkoholizm i uzależnienie od narkotyków wśród młodzieży zabawiającej się sobotnimi wieczorami w stolicy Wysp Owczych - Thorshavn. Bez skrupułów omawiają wstydliwe i kontrowersyjne dla wyspiarzy tematy takie jak np. wysypiska śmieci czy nietolerancja dla mniejszości seksualnych. Z drugiej strony nie boją się docenić pięknych postaw otwartości i umiłowania dla kultury.

Uważam, że "81:1 Opowieści z Wysp Owczych" to najbardziej niedoceniony reportaż, który ukazał się w Polsce w zeszłym roku. Nie tylko dlatego, że na początku jest mapa, ale przede wszystkim dzięki lekkiej, nietypowej narracji. Gdy drugi raz zajrzałem do książki, aby przypomnieć sobie nieco tekst przed pisaniem recenzji, to przeczytałem opowieści od początku do końca ponownie. Moja ocena: 4,5/5.

© Statystycznie głównie reportaże
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci