Menu

Statystycznie głównie reportaże

Prawdopodobnie najdłużej działający i najbogatszy w recenzje polski blog literacki o reportażach i czasami innych książkach.

B. Opowieści z planety prowincja

rbuciak

źródło: Polityka

Obiecałem recenzję „B. Opowieści z planety prowincja”. Oto jest. Tak jak się spodziewałem, książką można się zachwycić, ale nie końca. Szczegóły poniżej.

Marcina Kołodziejczyka opisałem w poprzednim wpisie, więc dzisiejszy odcinek bloga będzie poświęcony wyłącznie książce. Na niecałych 200 stronach zmieściło się 15 opowiadań. Nie sposób dojść sensu kolejności ich ułożenia. Od strony stylu i tematyki wszystkie teksty wyglądają niemal identycznie. Opowieści zachwycają językiem, gdyż autor wyławia z potoku słów prowincjuszy mnóstwo neologizmów rodzących się tu w Polsce, a nie kalkowanych z innych języków. Słownictwo ewoluuje i dzięki „B” zostają wprowadzone w przestrzeń transcendentną wyrażenia, które mogły powstać tylko przez przypadek i ograniczony zasób wiedzy. Gdyby nie świadomość, że zapisane w książce wypowiedzi zdarzyły się naprawdę, można by pomyśleć, że autor bawi się językiem z czytelnikiem.

Opowiadania czyta się błyskawicznie i z licznymi wybuchami śmiechu. Przyczyny szybkości przerzucania stron upatruję w kompozycji utworów. Tekst w znacznej mierze skład się z dialogów obywających się w miejscach publicznych – przedziale pociągu, barze itp. Łatwo sobie wyobrazić jak te rozmowy wyglądały. Teatralna, ale jednak rzeczywistość przypomina od strony tła fikcje Marka Hłaski, zaś gatunkowo afrykańskie opowiadania Wojciecha Albińskiego. „B” to lektura lekka, przyjemna, ale często z głębszą refleksją nad stanem naszego społeczeństwa. Dowiadując się o podejmowanych przez bohaterów zwyczajnie głupich decyzjach czytelnik często ma się ochotę złapać za głowę albo zerwać hamulce emocji i głośno chichotać.

Zarówno tytuł, jak i podtytuł uważam za nie najlepiej dobrane. Polska B to była koncepcja ekonomiczna, którą współcześnie możemy utożsamiać w Polską Wschodnią. Tymczasem otrzymujemy obrazy z całego kraju. Prowincja w podtytule sugeruje skupienie na rzeczywistości pozamiejskiej. Jednak znaczna część opowiadań dzieje się w miastach. Niektóre w swym centrum kompozycyjnym mają ludzi wykształconych. Tytuły poszczególnych opowiadań są smakowicie dobrane. Krótkie, treściwe i trafiające w istotę opisywanych wydarzeń.

Bardzo podoba mi się tematyka poszczególnych opowiadań. Część zawiera historie emigrantów i imigrantów. Niektóre opisują ludzi, którzy po prostu zmarli lub chcieli umrzeć. Jest sporo miejsca na zazdrość, prymitywne kozactwo, pychę, kombinowanie, nisko płatną pracę, wspomnienia z wojska, wyrywanie się z domu i oczywiście alkohol. Ten ostatni na szczęście nie dominuje, co mnie cieszy, bo nadaje opowiadaniom prawdziwości.

Pisanie o prawdziwej Polsce peryferyjnej przeżywa ogromny kryzys, a jednak dzieją się tam bardzo interesujące zjawiska społeczne i kulturowe. Bardzo dobrze, że do obiegu intelektualnego wkracza „B” rzetelnie przedstawiająca współobywateli, z którymi nie rozmawiamy na co dzień. Moja ocena: 4/5.

© Statystycznie głównie reportaże
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci