Menu

Statystycznie głównie reportaże

Prawdopodobnie najdłużej działający i najbogatszy w recenzje polski blog literacki o reportażach i czasami innych książkach.

Za Chiny ludowe

rbuciak

źródło: Dom Wydawniczy PWNNa blog Katarzyny Pawlak trafiłem kilka lat temu. Jej wrażenia z pobytu w Kraju Środka już wtedy wydały mi się warte publikowania. Oto wypełniło się przeznaczenie i książka "Za Chiny ludowe" ukazała się na rynku.

Zacznę od najnudniejszej części recenzji, czyli tematu książki. Chiny - tym razem podzielone na życie w wielkim mieście i podróże po interiorze. Z wielkich miast Pekin i Szanghaj z perspektywy współczesnej młodej osoby. Rzeczowo opisuje zjawiska podążania za nowoczesnością, masowej turystyki, czy sinocentryzmu. To spojrzenie powinno być dla czytelników o tyle istotne, że w znacznym stopniu może odzwierciedlić wrażenia, jakie sami wyniesiemy z kontaktu z Chinami. Wyprawy po odległych prowincjach jednak są bardziej sztampowe - Junnan, Wielki Mur, granica z Koreą Północną. Szkoda, że w książce nie znalazły się te rzadziej opisywane miejsca przedstawione na blogu.

Przekładanie bloga na wersję papierową niesie za sobą problemy natury formy literackiej. W internetowym pamiętniku notatki muszą być zwięzłe, bo inaczej mało kto je przeczyta. Dlatego rozdziały mają zaledwie kilka stron i zwięźle lub powierzchownie traktują obrany temat. Umiejętne przekazanie w krótkim tekście istotnych, ważnych treści to trudna sztuka. Katarzyna Pawlak wielokrotnie udowadnia, że zdolności w tym kierunku posiada. Jej opis chińskiego systemu opieki zdrowotnej to prawdziwy majstersztyk.

Z drugiej strony blog bez wpisów umiera i nawet, gdy nie ma się nic interesującego do przekazania też trzeba pisać. Wychodzą wtedy nieco bezkształtne reportaże z życia codziennego. Takie w książce też się znajdują. Pomysł na relację lub jego brak odciska się na warstwie literackiej tekstów. Tam, gdzie autorka wiedziała, co chce napisać zapisała zdania krótkie, pełne treści. Jednak między nimi pojawiają się również pozbawione logiki, wielokrotnie złożone językowe stonogi. Do małego załamania doprowadziło mnie zdanie na stronie 179, w którym występują trzy nawiasy i osiem przecinków, w tym jeden w nawiasie. Już w połowie tej piramidalnej konstrukcji nie wiedziałem, o co Katarzynie Pawlak chodzi. Często zdarzają się też zdania, gdzie podmiot został przeniesiony na sam koniec. Takie wywody może dobrze brzmią w języku mówionym, ale na piśmie są trudne do ogarnięcia.

Z pozytywnych stron tekstu wymienić wypada jeszcze próby zabawy stylem. Jeden z rozdziałów zapisany jest formie pytań i odpowiedzi, zaś inny jako dramat sceniczny. Jestem pozytywnie nastawiony do takich prób, bo dzięki nim książka nie jest sztampowa. Czy pomimo tych zabaw literackich można książkę zaliczyć do szeroko rozumianego reportażu? Skłaniam się ku odpowiedzi pozytywnej. W sumie autorka pokazuje, że ma talent literacki, ale szkoda nie do końca wykorzystanej szansy na jego ujawnienie.

"Za Chiny ludowe" zostały wzbogacone o dwie wkładki z kolorowymi zdjęciami zrobionymi przez autorkę. Fotografii jest dużo, ilustrują poszczególne rozdziały, ale Katarzyna Pawlak nie posiada talentu w tej dziedzinie sztuki. Część zdjęć jest nieostrych, dużo nie najlepiej wykadrowanych, sporo przedstawiających właściwie nie wiadomo co. Na końcu książki jest też mapa, ale pomaga ona w niewielkim stopniu. Wolałbym kilka zbliżeń na opisywane prowincje niż mapę całego kraju.

Pomimo zgrzytów w warstwach literackiej i fotograficznej, to myślę, że "Za Chiny ludowe" jest książką wartą przeczytania. Między okładkami znajduje się wiele cennych analiz na temat czasów obecnych Państwa Środka. Moja ocena: 3,5/5.

© Statystycznie głównie reportaże
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci