Menu

Statystycznie głównie reportaże

Prawdopodobnie najdłużej działający i najbogatszy w recenzje polski blog literacki o reportażach i czasami innych książkach.

Pijani Bogiem

rbuciak

źródło: Wydawnictwo WABMyślę, że większość Polaków nie ma z Pakistanem żadnych skojarzeń. Jeśli już mają, to niezbyt pochlebne, typu trzeci świat albo dyktatura. Dobrze, że Max Cegielski o państwie nad Indusem napisał interesującą książkę, bo "Pijani Bogiem" pozwalają poznać inną kulturę, co będę starał się pokazać w recenzji.

Lektura jest efektem wielu wypraw do Azji Południowej, które autor odbył w latach 2000-2004. Choć mógłby zwyczajnie opisać miejsca, które odwiedził, to zdecydował się na znacznie trudniejszą i czasochłonną pracę reporterską. Mniej więcej trzy czwarte książki zajmuje historia bębniarzy z Lahaur, Gungi i Mithu Sainów. Muzycy są gwiazdami na uroczystościach religijnych mistycznego odłamu islamu, czyli sufizmu. Max Cegielski poznał i przedstawił życie ludowych artystów nie tylko od strony zawodowej, ale także rodzinnej, finansowej, społecznej. Poznał też ich tajemnice, marzenia i plany na przyszłość. Osiągnięcie efektu, jaki widzimy na stronach książki był nie lada wyzwaniem i autorowi należy się duża pochwała za przedstawienie muzyków z krwi i kości bez naruszania ich godności.

Tłem oraz lustrem dla głównego wątku są pozostałe rozmowy znajdujące się w książce. Poznajemy młodego informatyka pochodzącego z wyższych sfer, mieszkańców wioski w Karakorum, młodego apostoła ortodoksyjnego islamu oraz bogatego szyitę z Szirazu w Iranie. O ile górale nie mają styczności z muzyką braci Sainów, to pozostali traktują nawiedzonych bębniarzy z góry, zarzucając im prymitywną ludowość lub łamanie reguł religijnych. Reporter przyznaje, że polubił "Pijanych Bogiem" artystów. Prezentując szalonych muzyków oraz prostych górali nie tylko poświadcza ich prawu do wyznawania wiary na swój sposób, ale także pokazuje czytelnikom istnienie pokojowo nastawionych muzułmanów. Max Cegielski nie jest całkiem bezstronny, co jest dla krajowych reporterów nietypowe. Uważam jednak, że w imię tolerancji, własnej ekspresji literackiej itp. wolno pisarzowi opisywać świat po swojemu. Za nie poddawanie się dominującemu stylowi pisania autorowi także należą się ukłony. Z wątkami pobocznymi jest nieco gorzej. Część z nich ma małe związki z głównym. Mogły zostać lepiej umotywowane jako elementy książki.

Od strony językowej "Pijani Bogiem" stale trzymają wysoki poziom. Zdania nie są przeładowane wysublimowanym słownictwem. Trudne terminy, bez których ciężko byłoby się obejść w tekście, zostały zebrane w słowniczek na końcu książki. Najbardziej autor zaimponował mi dokładnymi, rzeczowymi i barwnymi opisami ceremonii religijnych. Ich nakreślenie wymagało sporych umiejętności i autor dowiódł, że takie posiada. Podoba mi się również podział całego tekstu na mające nie więcej niż kilkanaście stron rozdziały. Do czytania w komunikacji idealne. Jeśli coś mi się w książce nie podoba od strony redakcyjnej, to brak mapy. Niektóre miejsca trudno znaleźć nawet w grubym atlasie.

"Pijani Bogiem" to moim zdaniem niedoceniona lektura. Po przeczytaniu czuję się mądrzejszy o odrobinę znajomości kawałka świata, który odgrywa dziś ważna rolę w globalnym układzie sił. Ponadto to doskonała lektura ucząca pozytywnego podejścia do odmienności. Moja ocena: 4,5/5.

© Statystycznie głównie reportaże
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci