Menu

Statystycznie głównie reportaże

Prawdopodobnie najdłużej działający i najbogatszy w recenzje polski blog literacki o reportażach i czasami innych książkach.

Zapiski na biletach

rbuciak

źródło: Wydawnictwo WABTemat bałaganu w Polskiej przestrzeni został ostatnio nagłośniony dzięki najnowszej książce Filipa Springera "Wanna z kolumnadą", którą recenzowałem kilka dni temu. Jedna z czytelniczek porównała ją do "Zapisków na biletach" Michała Olszewskiego. Miałem w planach nadrobić tą zaległość, a skoro temat został wywołany, to zapraszam do przeczytania moich refleksji.

Mieszkający w Krakowie dziennikarz zabiera nas w podróż po całym kraju. Jeździ autobusami i pociągami od Nowego Warpna do Przemyśla i od Zgorzelca do Wiżajn. Czasami wyprawia się za granicę. Wiedeń opisuje za pomocą surwiwalowego przewodnika polskiego autorstwa. Najwięcej relacji w książce pochodzi jednak z Małopolski, Górnego Śląska i trasy Kraków - Warszawa.

Michał Olszewski pokazuje tą brzydszą stronę kraju. Za typowe nakreśla krajobrazy z listopada i przedwiośnia, gdy ciężkie szare chmury zakrywają niebo. Przez większą część publikacji bije marazm ponurej scenerii połączony z brudem, zapachem niemytych ciał i alkoholowym zamroczeniem. Ten depresyjny obraz rzeczywistości część tubylców stara się nieudolnie przykryć kolorową, pastelową fasadą i egzotycznymi nazwami firm i barów. Te iskierki lepszego, bo dalekiego świata autor jednoznacznie obśmiewa. "Zapiski na biletach" zawierają też sporo nostalgii za latami dzieciństwa, gdy było zdecydowanie biedniej, ale bardziej bezpiecznie. Pisarz stara się pokazać, że obecnie Polacy mają się czym chwalić, ale postępują nieracjonalnie i pożytkują swoje siły twórcze na sprawy mało ważne albo wyjeżdżają za granicę.

Sporo jeździłem w tym roku po kraju pociągami i rowerem. Z problemów, które Michał Olszewski wymienia zauważyłem przesyt reklamowy, niedopasowane kolorystycznie elewacje, brud i śmieszno-głupie nazwy przedsiębiorstw. Pozostałe kłopoty, a zwłaszcza brzydkie zapachy i typowość ponurej aury moim zdaniem autor wyolbrzymił.

"Zapiski na biletach" czytałem z trudem. Książka składa się z około setki krótkich scen i esejów. Jedynie kilka z nich można uznać za reportaże. Mające najczęściej dwie lub trzy strony teksty kończą się najczęściej niespodziewanie i bez wyraźnej puenty, jakby urywały się w połowie. Na dodatek autor stosuje styl bogaty w zdania wielokrotnie złożone. W jednej sentencji potrafią się znaleźć pełne przymiotników i synonimów opisy zjawisk pogodowych i drogowych. W skrajnych przypadkach na kilkanaście słów występują trzy przecinki, choć zdanie można zapisać też bez nich. Język nie jest trudny, bo tekst nie zawiera zbyt wielu skomplikowanych słów. Jednak melancholijny styl spowodował, że podczas czytania bardzo się męczyłem i wielokrotnie zasypiałem.

Książka posiada jednak dwie ważne zalety. Posiada mapę, na której zaznaczone są niemal wszystkie opisywane miejscowości oraz liczne zdjęcia współgrające nastrojem z tekstem. Odradzam kupowanie "Zapisków na biletach" w formie elektronicznej. Wiele zdjęć zajmuje dwie strony i wyświetlają się na czytniku w dwóch fragmentach.

Michał Olszewski swoją książką podjął ważny temat. Dużo wie o problemach polskiej przestrzeni miast i prowincji. Jednak forma, styl i pesymistyczny wydźwięk zniechęcają do podróży po kraju. Myślę. że "Zapiski na biletach" to książka dla odważnych. Moja ocena: 3/5.

Komentarze (2)

Dodaj komentarz
  • katarzyna_napora

    Jak dla mnie nudy, że aż strach. O wiele lepiej obejrzeć jest pis w TV

  • rbuciak

    Katarzyno, masz na myśli, że nudna jest książka czy recenzja? Prosiłbym również nie wchodzić na tematy polityczne, bo nie wolno mi na nie wypowiadać się publicznie.

© Statystycznie głównie reportaże
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci