Menu

Statystycznie głównie reportaże

Prawdopodobnie najdłużej działający i najbogatszy w recenzje polski blog literacki o reportażach i czasami innych książkach.

Chyba za nami nie traficie

rbuciak

źródło: Wydawnictwo WABFascynacja umykającą kulturą cygańską przychodzi łatwo. Zrozumienie problemów współczesnych Romów odbywa się dużo trudniej. Jacek Milewski opisuje z powodzeniem tą mniej pociągającą stronę medalu. W kilku akapitach postaram się streścić, jak się za nim wędruje.

Zacznę od tytułu. "Chyba za nami nie traficie" to sentencja świetnie nadająca się na puentę, ale na okładkę pasuje słabo. Zbyt łatwo przekręcić słowa lub zamienić kilka z nich innymi. Utrudnia to dotarcie do lektury osobom zainteresowanym. Nie znajduję w tym zdaniu płynności, melodii języka polskiego.

Przejdźmy jednak do konkretów. Zbiór składa się 14 opowiadań, których forma literacka jest zróżnicowana. Typową konstrukcję posiada mniej niż połowa tekstów. Kilka należałoby raczej określić mianem anegdot lub wspomnień. "Chyba za nami nie traficie" otwiera opowiadanie, które bardziej przypomina sztukę sceniczną, zaś drugie ma formę monologu. Jest także tekst stojący tuż za granicą reportażu. Takie zróżnicowanie form powoduje, że czytelnik się nie nudzi. W miarę czytania książka podobała mi się coraz bardziej. Autor stale zaskakuje pomysłami na sposób ujęcia trudnych tematów. Umiejętność pisania w różny sposób świadczy znakomicie o Jacku Milewskim.

Język opowiadań można bez wątpienia określić jako bogaty. Autor używa wielu słów rzadko używanych w dzisiejszych latach. Nie w tekście także naleciałości nowych wielkomiejskich określeń. Polszczyzna Jacka Milewskiego jest jak wyprawa na prowincję kultywującą piękno języka. Ze względu na tematykę wielokrotnie pojawiają się w tekście zdania zapisane w dialekcie (dialektach?) języka romskiego. Z jednej strony można poznać podstawowe zwroty w mowie, której się nie rozumie, ale czasami słyszy na ulicy lub w tramwaju. Z drugiej w tekście powstaje zamęt. Gdy bohater miesza dwa języki, to czytelnik nie rozumie dlaczego niektóre frazy zapisane zostały po romsku a nie po polsku.

Na koniec sprawa najważniejsza, czyli poruszane wątki. Jacek Milewski porusza współczesne problemy wykluczonej społeczności. Obrazuje niechęć, czy wręcz dyskryminację, ze strony polskiej większości. Prezentuje warunki trwania silnych więzi rodzinnych i przekonań. Przedstawia problemy z analfabetyzmem, przestępczością oraz niezrozumiałą z zewnątrz wzajemną zawiścią. Niektóre opowiadania omawiają wydarzenia radosne, jak niespodziewane ustąpienie miejsca w tramwaju, inne zaś smutne, na przykład pogrzeb i wspominanie zmarłego. Całość zbiera się w wielobarwny, przekonujący, odmitologizowany obraz społeczności żyjącej na ulicach naszych miast, gdzie wielu boi się zaglądać. Nie czytałem poprzedniej książki pisarza "Dym się rozwiewa", która wyszła 5 lat temu i mam ochotę nadrobić tą zaległość.

Jeśli chcecie oswoić się z Romami, to nie ma lepszego przewodnika niż Jacek Milewski. Nawet, gdy nie interesują kogoś sprawy tej mniejszości etnicznej, to dla poszerzenia własnych horyzontów warto poznać kontekst kultury ludzi, na których można trafić choćby jutro na ulicy. Moja ocena: 4/5.

© Statystycznie głównie reportaże
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci