Menu

Statystycznie głównie reportaże

Prawdopodobnie najdłużej działający i najbogatszy w recenzje polski blog literacki o reportażach i czasami innych książkach.

Indie. Miliony zbuntowanych

rbuciak

źródło: Wydawnictwo Czarne

Wczoraj ogłoszono, że „Indie. Miliony zbuntowanych” zdobyły nominację do Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego. V.S. Naipaul napisał tą książkę ćwierć wieku temu. Czy ta nominacja oznacza, że to lektura ponadczasowa?

Noblista jeździ po kraju swoich przodków dość typową trasą – Bombaj, Bangalore, Ćennaj, Kalkuta, Delhi, Amritsar, Śrinagar. Z miejsc mniej oczywistych odwiedza Goa, Lucknow i Czandigarh. Głównym tematem książki i metodą pracy są rozmowy z ludźmi, którzy uczestniczą w rewolucjach. Te bunty przyjmują bardzo różne formy – od sprzeciwu wobec rodziców i kasty do zbrojnej walki politycznej i religijnej. Rozległość tematyki sprzeciwów powoduje, że niemal nikomu nie spodoba się cała książka. Gdy jednego czytelnika będzie pociągać historia scenarzysty filmowego, to inny odnajdzie radość w rozmowie z trwającym przy rygorystycznych regułach postępowania braminie. Mnie najbardziej spodobały się rozmowy z osobami, które trudno znaleźć na stronach innych książek o Indiach – maoistowscy partyzanci, potomkowie muzułmańskich władców z Niziny Gangesu i bankowiec z Bombaju.

Wszystkie te prywatne rewolucje Trynidadczyk łączy w jedno ogólnonarodowe przebudzenie. Stara się dowieść, że od czasów Gandhiego wzrasta świadomość narodowa i społeczna. Książka ma pewne cechy uniwersalnej opowieści o przemianie społeczeństwa klasowego w nowoczesną demokrację. Jednak sposób argumentacji wydaje mi się naciągany i mało przekonujący. Poszczególne bunty kierują się w tak różne strony, że doszukiwanie się ich wspólnego mianownika wygląda na wydumaną teorię. Temat książki jest zbyt szeroki, aby powstał z tego dobry reportaż.

„Indie. Miliony zbuntowanych” liczą 600 stron i zdecydowana większość treści ma jedną formę literacką. Czytając dziesiątą identyczną rozmowę z bohaterem ma się wrażenie monotonii. Ostrzegam jednak, że takich odbitych przez kalkę schematycznych rozmów jest około stu. Bardzo łatwo znudzić się książką na tyle, że przerwie się czytanie i nie skończy.

Wielokrotnie byłem zniesmaczony postawą moralną pisarza. Opisaną w książce podróż odbywał już w czasach, gdy był znanym autorem. Z między wierszy przebija niejednokrotnie uniżone podejście rozmówców, a doprowadzenie walczących o swoje prawa chłopów przed oblicze ważnej osoby czytałem z niesmakiem. Równie nieeleganckie wydało mi się wykłócanie o cenę przewozu łodzią przez jezioro w Kaszmirze. Co to za różnica dla pisarza mieszkającego w Londynie, czy zapłaci za to jednego funta czy 60 pensów?

Mam poważny dylemat, czy polecać innym „Indie. Miliony zbuntowanych”. Z jednej strony zdaję sobie sprawę, że każdy znajdzie w niej coś dla siebie. Dla każdego jednak będzie to coś innego i do tego ukryte w morzu spraw mało pociągających. Moja ocena: 3/5.

© Statystycznie głównie reportaże
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci