Menu

Statystycznie głównie reportaże

Prawdopodobnie najdłużej działający i najbogatszy w recenzje polski blog literacki o reportażach i czasami innych książkach.

Błękitne przestrzenie

rbuciak

źródło: Wydawnictwo WAB

Jeszcze 250 lat temu prawie połowa kuli ziemskiej składała się, z europejskiego punktu widzenia, z białych plam. Kapitan James Cook, wybitny nawigator i kartograf, te pustki w zmaczaj części zapełnił. Czy reportaż śladami jego wypraw mówi nam coś ważnego o świecie?

W taką podróż na przełomie XX i XXI wieku wybrał się amerykański pisarz Tont Horwitz. Wynikiem jego pasji są liczące 600 stron „Błękitne przestrzenie”. Autor wraz z kolegą odwiedzają liczne archipelagi na Pacyfiku od Nowej Zelandii przez Tonga, Hawaje do Aleutów, Australię i Anglię. Wybór celów podróży wiązał się z selekcją miejsc i został rozwiązany dość dobrze. Dziwi mnie jedynie, że nie pojechał na Wyspy Cooka, jedyne samodzielne terytorium, które nosi nazwę bohatera książki.

Tony Horwitz stale przeplata ze sobą trzy opowieści. Pierwsza to skrót odbytych przez bohatera w XVIII wieku wypraw. Ta część napisana jest bardzo umiejętnie. Zawiera nie tylko trasę statku, ale także notatki i zachowania załogi, spotkania z innymi ludami, a nawet budowę okrętu i dietę marynarzy. W tej materii autor jest dociekliwy, pisze interesująco dla czytelnika jednocześnie nie popadając w niepotrzebne szczegóły.

Drugi wątek to porównania między światem współczesnym a życiem w czasach Oświecenia. To nie tylko pokaz, o ile łatwiej i przyjemniej żyje nam się dzisiaj. Sporo miejsca pisarz poświęca upadkowi kultury Polinezyjskiej, utracie śladów materialnych po wyprawach Jamesa Cooka i niszczącej sile poprawności politycznej. Te fragmenty książki mają znaczne wartości edukacyjne.

Ostatni element splotu to opisy podróży autora. Z jednej strony warto wiedzieć, że Tahiti to przereklamowana, brudna imprezowania, a problemem rozwoju turystyki na Tonga jest bałagan i arogancja mieszkańców. Jednak część opisów podróży uważam za żenujące, np. do Cooktown na półwyspie Jork. Niezwykła rozmowa z Aborygenem, który mówi jak jego przodkowie odebrali wizytę statku 230 lat wcześniej, zajmuje trzy strony, zaś opis pijackiego festiwalu, ze szczególnym uwzględnieniem konkursu mokrego podkoszulka kilka razy więcej stron.

„Błękitne przestrzenie” napisane są językiem prostym i lekkim do czytania. Nie ma tu rozbudowanych zdań, ani niepotrzebnie wplatanych rzadkich słów. Jednak mam problem z określeniem, do kogo skierowana jest książka. Z jednej strony poruszone zostają problemy kontaktów międzykulturowych wraz z dyskusją akademicką oceniającą zachowania kapitana na Hawajach, zaś z drugiej stale powtarzają się motywy alkoholowe. Trudno mi wyobrazić sobie czytelnika, któremu spodoba się całość.

Warto poznać historię życia genialnego człowieka, który wyrwał się z plebsu na prowincji w wieki świat. Warto odkurzyć sobie jego wypaczone przez późniejszą historię życie. Warto poczytać o spotkaniach międzykulturowych. Jednak trochę gorzkiego smaku w głowie po lekturze „Błękitnych przestrzeni” pozostaje. Moja ocena: 3,5/5.

© Statystycznie głównie reportaże
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci