Menu

Statystycznie głównie reportaże

Prawdopodobnie najdłużej działający i najbogatszy w recenzje polski blog literacki o reportażach i czasami innych książkach.

Seks, betel i czary

rbuciak

źródło: Wydawnictwo Znak

O wyjeździe na Trobriandy śladami Bronisława Malinowskiego marzy wiele osób. Pragnienie podróży na wyspę miłości zrealizowała Aleksandra Gumowska. Wyjazd zaowocował książką o pociągającym tytule „Seks, betel i czary”. Czy to lektura warta polecenia na tegoroczne lato? Spieszę wam odpowiedzieć.

Dwudziesty wiek zmienił wygląd świata. Cywilizacja wdarła się również na wyspy Melanezji. Niemal 100 lat po wizycie słynnego antropologa Trobriandy muszą wyglądać inaczej. Autorka książki stara się opisać mieszkańców archipelagu i ich kulturę w trwającym pędzie ku nowoczesności. Szuka elementów, które pozostały nie zmienione oraz wyłapuje przejawy dwuznacznie rozumianego postępu. Odnajduje z jednej strony drewniane domy i przydomowe ogrody, zaś z drugiej widzi bawełnianą odzież, samochody i telefony komórkowe. Opisy dzisiejszego życia i ich porównanie z przeszłością to mocny element książki. Gdyby pisarka skupiła się wyłącznie na tym elemencie powstałoby spójne dzieło z jasnym, czytelnym przesłaniem. Niestety między okładkami znalazło się miejsce także na relacje z własnych wycieczek autorki oraz objaśnienia naukowe i historyczne. W ten sposób główny cel książki rozwodnił się do postaci „wszystko, co wiem o Trobriandach.”

Styl książki nie przypadł mi do gustu. Formalnie „Seks, betel i czary” jest podzielony na rozdziały. Jednak treść poszczególnych części tylko w niewielkim zakresie łączy się z ich tytułami. Najczęściej autorka skacze od jednego tematu do drugiego, a zaanonsowany w tytule temat to kilka stron ukrytych w zalewie innych informacji. Aleksandra Gumowska skacze od jednego wątku do kolejnego. Czytając odnosiłem wrażenie, że niewiele z nich zostało wyczerpanych. Odczuwa się podczas lektury manierę wyniesioną z tygodników, że wątki należy skracać do głównych zagadnień. Jest jednak znacząca różnica pomiędzy tekstem do gazety a książką. Skoro jest miejsce na zagłębienie się w konkretne przejawy życia, to warto to zrobić.

„Seks, betel i czary” wygląda na szyty na miarę szerokiego grona odbiorców. Autorka nie używa skomplikowanego słownictwa, ani nie buduje rozwlekłych zdań wypełnionych przymiotnikami. Książkę czyta się w miarę szybko, choć mnie osobiście tekst nie pociągał. Brakowało mi zdań budujących napięcie, czy wartych zapamiętania puent. O ile temat książki jest bardzo interesujący, to jego realizacja pozostawia wiele do życzenia.

Ważnym elementem podnoszącym wartość dzieła są zdjęcia. Aleksandra Gumowska wpadła na genialny pomysł sfotografowania mieszkańców wyspy miłości dokładnie w tych samych sytuacjach, jak ich przodków uwiecznił Bronisław Malinowski. Wyszły z tego zagadki, nad którymi można spędzić wiele czasu na poszukiwaniach elementów identycznych, podobnych i zupełnie różnych. Nawet taki szczegół, jak dzbanek odgrywa na nich ogromne znaczenie. Dla tych fotografii warto kupić papierową wersję książki.

Czy warto zabrać „Seks, betel i czary” na wakacje? Tak, warto. Lektura jest lekka, czytanie można przerwać niemal w każdym miejscu i można zrobić wrażenie na towarzyszach podróży. Niestety ma wrażenie, że książka szybko może wyparować z pamięci. Moja ocena: 3,5/5.

Komentarze (1)

Dodaj komentarz
  • kates1

    Fajna książka na lato, chociaż faktycznie nie zapadnie w pamięci.

© Statystycznie głównie reportaże
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci