Menu

Statystycznie głównie reportaże

Prawdopodobnie najdłużej działający i najbogatszy w recenzje polski blog literacki o reportażach i czasami innych książkach.

Atlas wysp odległych

rbuciak

atlas wysp odleglych - okładka

W niedawnej zabawie internetowej wśród 10 najważniejszych dla mnie książek wymieniłem atlas geograficzny. Tą samą pozycja mogła wybrać Judith Schalansky, autorka „Atlasu wysp odległych”

To najbardziej nietypowy katalog geograficzny, o jakim słyszałem. Książka składa się z szerokiego wstępu, w którym Niemka wyjaśnia historię swojego życia i przyczyny opracowania atlasu, oraz z opisów i map 50 wysp rozsianych po wszystkich zakątkach oceanów. Informacje o każdym małym skrawku lądu zajmują dwie sąsiadujące strony. Po lewej znajdują się nazwa wyspy, koordynaty, dane o odległości od innych lądów i krótka opowieść historyczna. Prawe strony zajmują same mapy. Docenić trzeba istniejący w książce porządek. Dane są podane w sposób jednolity, wszystkie mapy wykonane są w tej samej skali i technice, dzięki czemu możemy je ze sobą porównywać.

Wśród 50 wysp znajdują się te bardzo znane, jak Wyspa Św. Heleny, Iwo-Jima, Pitcairn czy Wyspa Wielkanocna, jak i nieznane codziennym użytkownikom atlasów, jak Socorro, Taongi czy Macquarie. O każdej udało się napisać jedną niezwykłą historię. Czytelnik otrzymuje więc zestaw złożony z biografii poszukiwaczy skarbów, odkrywców i naukowców, a także opisy potężnej przyrody i dziwnych zachowań ludzi żyjących w izolacji. Wiele ciekawostek każe inaczej spojrzeć na krańce świata. Jest to wspaniały przewodnik po rajach i piekłach.

Warto poświęcić uwagę stronie wizualnej publikacji. Widać, że Judith Schalansky studiowała projektowanie graficzne. Liternictwo, rozmieszczenie elementów, kolorystyka doprowadzone są do perfekcji. Dobranie jednego kroju pisma, który dobrze pasuje i do tekstu i do toponimów na mapie to wielka sztuka. Cała książka zawiera jedynie cztery kolory – biały, czarny, pomarańczowy i błękitny. Z tej surowości udało się autorce wycisnąć niemal wszystko, co możliwe. Nie podoba mi się tylko jeden, za to niezwykle ważny, element.

Mapy prezentują się mniej okazale niżbym oczekiwał. Zmienność ogranicza się do wysp, zaś ocean to, poza rafami, jednolite plamy błękitu. Dla ukazania rzeźby użyto cieniowania kropkowego, które wiele wypukłości zamazuje. Spojrzenie na mapy mówi wiele o procesach morfologicznych zachodzących na wyspach czy hydrografii, za to niewiele o pokryciu terenu. Przez to obraz skrępowanej bujną roślinnością Wyspy Kokosowej przybiera bardzo podobny wygląd do kamiennej i trawiastej Wyspy Antypodów. Nie czuję bliskości wysp dzięki obrazom, ale może zachowanie tego dystansu do „wysp odległych” było celowym zabiegiem autorki?

Na końcu wstępu Judith Schalansky proponuje, aby uznać kartografię za rodzaj poezji. Ta śmiała propozycja jest odblaskiem toponomastyki, co uważam za cenne spostrzeżenie. Nie można jednak zapominać, że kartografia to przede wszystkim rodzaj sztuki graficznej, a w tej materii dokonania są wątpliwe. Mimo tego uważam, że „Atlas wysp odległych” powinien znaleźć się na półce każdego miłośnika dobrej literatury i sztuki, a geografów szczególnie. Moja ocena: 4,5/5.

Komentarze (1)

Dodaj komentarz
  • 5000lib

    Dzień dobry. Śledzi mnie ta książka. Natykam się co jakiś czas na nią i co i rusz ktoś mi ją poleca. Ulegnę.

© Statystycznie głównie reportaże
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci