Menu

Statystycznie głównie reportaże

Prawdopodobnie najdłużej działający i najbogatszy w recenzje polski blog literacki o reportażach i czasami innych książkach.

Widziałam

rbuciak

Widziałam Wiernikowska - okładka

Ostatni tydzień pracy spędziłem w Brukseli na konferencji. Największym zaskoczeniem dla uczestników było tłumaczenie wielu sesji na język ukraiński. Maria Wiernikowska w pierwszym urywku swojej książki „Widziałam” pyta, o co ludzie oddali życie na Majdanie w Kijowie. Widziałem odpowiedź. Bez tej walki nie mogliby pojechać uczyć się, jak uczynić własny kraj bogaty i spokojny.

Autorka książki na początek mnie zdenerwowała, ale nie mam w zwyczaju odkładać lektur w połowie, więc przeczytałem do końca. Poza wtrętem mówiącym o wczorajszej sytuacji reszta książki dotyczy wojen i rewolucji, które wydarzyły się 20 lat temu. „Widziałam” zawiera relacje reporterki spisane podczas rewolucji w Wilnie, wojny domowej w Gruzji, puczu Janajewa w Moskwie, powstawania autonomii kurdyjskiej, wojny w Bośni, pierwszej wojny w Czeczenii i innych.

Zmieszczenie wszystkich tych konfliktów na niespełna 300 stronach wydaje się niemożliwe bez pokazania nie tylko tła, ale często też drugiego planu. To jest największa wada książki. Czytelnik dowiaduje się, co przeżyła Maria Wiernikowska, ale ani opisu przyczyn, ani skutków wydarzeń lektura nie zawiera. Zebrane w jeden tom materiały budzą myśl, że autorka na szybko dała, co miała w szufladzie, bez złożenia materiału w logiczną całość. Wolałbym zamiast „Widziałam” trzy książki: o rozpadzie ZSRR, o wojnie w Bośni i o konfliktach na bliskim wschodzie. Wolałbym trzy, bo relacje reporterki czytałem z zainteresowaniem.

Dziennikarka opisała ludzi, którzy znajdują się w etapie życiowych tragedii. Kieruje spojrzenie na pojedynczych ludzi walczących gołymi rękami z czołgami, śpiących w partyzanckiej kryjówce, martwych na głównej ulicy własnego miasta. Zapisała słowa wypowiedziane przez więźniów w obozach, rannych w szpitalach, wygnanych z domów. Widzi wojnę z bliska, z perspektywy pojedynczego człowieka. Spogląda na konflikty brzydkie, naturalistyczne, przesiąknięte potem i krwią. Jednak opisanie wojen wprost, krótkimi informującymi zdaniami, z opisem pozwalającym na wyobrażenie sobie widoku i zapachu miejsca, wywołuje odczucie prawdy czasu i literackiego piękna. W tym tkwi siła książki.

Metodą oddolnego spojrzenia autorka stara się przekonać czytelników, że nie ma sprawy, za którą warto oddać życie. Stoi ono na szczycie jej hierarchii wartości. Próbuje też wykazać, że wybuch emocji grupy niedojrzałych mężczyzn kończy się tragedią dla dzieci, osób starszych, kobiet i wszystkich innych, którzy chcą żyć w spokoju. Ta lekcja podparta własnymi wnikliwymi obserwacjami wywołuje przemyślenia. Byłoby warto ją odbyć, gdyby miała początek i koniec. Niestety zawarcie między okładkami samego środka, bez szerszego spojrzenia, powoduje wrażenie, że Maria Wiernikowska chce dojść do celu na skróty.

W sumie myślę, że „Widziałam” jest warte przeczytania, ale głównie jako materiał źródłowy dla osób znających kontekst poszczególnych konfliktów. Moja ocena: 3/5.

© Statystycznie głównie reportaże
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci