Menu

Statystycznie głównie reportaże

Prawdopodobnie najdłużej działający i najbogatszy w recenzje polski blog literacki o reportażach i czasami innych książkach.

Transsyberyjska

rbuciak

Transsyberyjska - okładkaJest wiele słynnych linii kolejowych na świecie. Kolej „Transsyberyjska” jest najdłuższą z nich i przez to zapewne najsłynniejszą. Piotr Milewski zabiera czytelników w podróż przez całą Rosję. Pojedźmy razem z nim.

W książce przeplatają się dwa wątki. Nazwijmy je historycznym i krajoznawczym. Ten pierwszy dotyczy czasów, gdy budowano drogi żelazne przez całą Syberię. Opowieści o trudach budowy mostów przez ogromne rzeki, rozważania nad wyborem najdogodniejszej trasy i biografie konstruktorów składają się na fascynującą przygodę po miejscu i czasie, o których mało kto w Polsce pamięta. Podbój Syberii wydaje się równie romantyczny, co zdobywanie dzikiego zachodu. Szukanie analogii pomiędzy oboma procesami ekspansji stanowi nie lada gratkę.

Wątek krajoznawczy wzbudził u mnie mniej entuzjazmu. Piotr Milewski odwiedza właściwie tylko sześć miast wraz z ich okolicami. Porusza się po miejscach dobrze znanych i często opisywanych. W trakcie czytania części opisów miałem wrażenie, że czytam streszczenie przewodnika turystycznego. W sumie niewiele można się z książki dowiedzieć o współczesnej Rosji. Autor nie zahacza szerzej ani o politykę, ani o sprawy społeczne i ekonomiczne. Na dodatek wielokrotnie w tekście mylony jest Omsk z Tomskiem, co może wielu czytelnikom mniej zaznajomionym z geografią Syberii sporo namieszać. „Transsyberyjska” to raczej lekka pozycja.

Lekkość wynika także ze stylu. Piotr Milewski pisze prostymi zdaniami. Nie używa wyszukanych słów. O bogactwo języka książki posądzać nie można. Czytelnicy nie mogą liczyć na przygody językowe. Dla mnie styl był nużący. Podejrzewam, że niektórych może prosta mowa zrazić, ale z drugiej strony to może być dobra lektura dla obcokrajowców.

Warto poświęcić kilka zdań na układ książki. Składa się ona na przemian z rozdziałów o miastach i o odcinkach trasy. Jedne są zatytułowane kilometrami trasy, zaś drugie czasem podróży. Z jednej strony widać wahadłowy rytm tekstu, zaś z drugiej postępujący bieg ku Oceanowi Spokojnemu. Ten pomysł na książkę warto docenić. Nie jest może najbardziej oryginalny, ale dobrze buduje całą opowieść o drodze.

„Transsyberyjska” posiada także dwie ważne zalety, na które zawsze zwracam uwagę. W książce jest mapa z zaznaczoną trasą podróży i miejscami opisanymi w tekście. Zawiera także liczne zdjęcia dobrze wpasowujące się w treść. Trzeba przyznać, że te elementy zostały dopracowane.

„Transsyberyjska” ma kilka pozytywów i kilka przywar. Niestety odnoszę wrażenie, że poza drobnymi szczegółami szybko o lekturze zapomnę. Jest to książka dla miłośników historii kolei, ale wielu znajdzie w niej coś dla siebie. Moja ocena: 3,5/5.

© Statystycznie głównie reportaże
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci