Menu

Statystycznie głównie reportaże

Prawdopodobnie najdłużej działający i najbogatszy w recenzje polski blog literacki o reportażach i czasami innych książkach.

Czardasz z mangalicą

rbuciak

Czardasz z mangalicą - okładka

Krzysztof Varga jest płodnym pisarzem. Ma na swoim koncie liczne książki i felietony. Po raz kolejny zabiera polskich czytelników do swojej drugiej ojczyzny w „Czardaszu z mangalicą”. Czy warto wraz z pisarzem wybrać się w objazd po Węgrzech?

W trakcie czytania ma się wrażenie, że autor postawił sobie za cel odwiedzić wszystkie miasta i miasteczka w kraju. Pisarz kręci się w myślach i samochodem po Nizinie Panońskiej z północy na południe i ze wschodu na zachód. O każdej napotkanej miejscowości stara się wspomnieć opisem, anegdotą, nawiązaniem, akapitem, zdaniem lub przynajmniej słowem. Podążanie za felietonistą skazującym siebie na syzyfowe zadanie utrudniają dwa fakty. Po pierwsze, Polacy słabo znają wymowę węgierskich nazw i przydałaby się do nich transkrypcja na początku książki. Po drugie, skoro już autor wymienia raz za razem toponimy, to wypadałoby dołączyć mapę kraju. Tych dwóch pomocy bardzo brakuje. Przez to czytelność „Czardasza z mangalicą” dla większości odbiorców będzie zapewne irytująco ograniczona.

Jeżdżąc po Węgrzech autor na szczęście nie stara się opisać wszystkiego. Ma swoje ulubione tematy, inne zaś go nie interesują, więc je pomija. Krzysztofa Vargę pociągają głównie inni pisarze, morderczynie, porozbiorowa trauma narodowa, muzea, pomniki, karczmy i przyroda. Książka zawiera liczne ciekawostki na temat kraju. Mi w pamięć zapadły romantyczna poezja Sándora Petőfiego, opowieść o kąpiącej się w krwi dziewic przedstawicielce rodu Batorych i kościół w Peczu, który został przebudowany z meczetu. Prawie każdy czytelnik znajdzie kilka bliskich sobie zagadnień, które zostaną na dłużej w pamięci.

Naturalnie tematy są ze sobą splecione, ale autor dodatkowo je ze sobą poplątał. Nie ma chyba wątku, który ciągnąłby się przez więcej niż dwie strony. Często przeskoki na inny temat znajdują się w połowie akapitu. Można delektować się bogactwem językowym autora, ale każde smakowanie powinno zawierać pauzy. „Czardasz z mangalicą” przerw nie zawiera. Rozdziały mające po kilkadziesiąt stron nie mają innych podziałów niż na akapity. Spod długopisu pisarza wyszła więc trudna w odbiorze paplanina. Spełnia ona wszystkie kryteria eseju z całym negatywnym bagażem znaczenia tego pojęcia. Autor próbuje napisać coś literacko wartościowego z własnego wnętrza, ale liczne dygresje, nieczytelne hungaryzmy i brak przerw na oddech odbierają przyjemność ze smakowania dzieła. Trudno tą twórczość uznać za taniec, nawet w partnerstwie z dziką świnią, co wyraża tytuł. Mi bardziej przypomina powrót nad ranem do domu z pustą butelką po wysokoprocentowym napoju.

Krzysztof Varga w swojej naturze gawędziarza czasami zapuszcza się za daleko. Gdy przeczytałem, że 5 milionów lat temu żyły dinozaury, to straciłem większość zaufania do autora. Kto wie, kto potrafi sprawdzić, czy w książce nie ma więcej wstydliwych błędów?

Liczyłem na miłą, zwariowaną podróż przez Węgry ze starszym dobrze znającym kraj, oczytanym łasuchem. Otrzymałem ciężką, wymagającą wysiłku żabią skakaninę po mapię. Trochę w pamięci zostało, ale zmęczyłem się. Moja ocena: 2,5/5.

© Statystycznie głównie reportaże
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci