Menu

Statystycznie głównie reportaże

Prawdopodobnie najdłużej działający i najbogatszy w recenzje polski blog literacki o reportażach i czasami innych książkach.

Białystok - spotkanie autorskie

rbuciak

BIałystok - okładka

Dobre spotkanie autorskie to takie, na którym autor nie opowiada całej książki i przekonuje niezdecydowanych do jej zakupu. Za taki można uznać wczorajszy wieczór z Marcinem Kąckim i jego książką „Białystok” w Faktycznym Domu Kultury.

Zawsze mnie zadziwia, ile osób może wejść do Sali przy Gałczyńskiego 12. Tym razem na widowni zmieściło się około 100 osób, z czego pewnie połowa to obecni i dawni mieszkańcy tytułowego miasta. Oni już byli przekonani do zakupu reportażu w własnego podwórka. Jak autor starał się zachęcić pozostałych? Szczerością i pozytywnym nastawieniem do ciężkich tematów.

Dla porządku dodajmy, że spotkanie prowadził Paweł Smoleński. Mieliśmy więc na scenie interesujące kontrastowe zestawienie pisarzy – gadułę Marcina Kąckiego i znanego ze słuchania w milczeniu doświadczonego reportera.

Autor książki to dla „Białegostoku” osoba z zewnątrz. W spojrzeniu z dystansu miasto trapi wiele chorób. Mieszkańcy są niewolnikami wizerunku. Pamiętają o spotykaniu się kultur jeszcze 80 lat temu, ale nie przerobili jeszcze własnej historii utraty swojej dawnej tożsamości. Mają nową, gdzie za wiodąca markę uznaje się nieznany poza granicami kraju klub piłkarski, a jednocześnie na byłym cmentarzu znajduje się parking. Pytanie o pamięć staje się odwagą i to autor bez skrupułów zrobił. Zadawał proste pytania skierowane do konkretnych ludzi. Wznosząc się na wyżyny abstrakcji Marcin Kącki uznał, że kwestionowanie rzeczywistości stało się kontrowersyjne.

Najciekawszym dla mnie wątkiem poruszonym na spotkaniu był rozwój osobowy nastoletnich chłopców. W pewnym momencie stają oni na rozdrożu życia i jeśli ktoś rzuci im kamizelkę ratunkową, to wyrastają na porządnych ludzi. Gorzej, jeśli zostaną wciągnięci w grupy, dla których najważniejszą wartością jest siła. Wtedy rozwija się nie anonimowa nienawiść, której symbolem jest knajpa neofaszysty na terenie uniwersytetu wprost pod pokojem profesora zajmującego się pogromami Żydów.

Padło też trochę słów o katolicyzmie. Podlasie to region, gdzie występuje kiczowata symboliczna wiara. Jednocześnie silny jest kościół instytucjonalny. O tym też jest w książce.

Ze sceny można było też usłyszeć o warsztacie pisarskim. Marcin Kącki nie sili się na obiektywność. Stara się być filtrem szczerym wobec czytelników. „Białystok” został napisany w ciągu kilku tygodni pobytu autora w szpitalu. Miał tam ciszę i mógł do woli zwierzać się pielęgniarce z wyniesionych z Podlasia wiadomości. W efekcie podczas pisania czuł niewiele emocji. Przyszły one dopiero wraz z listami od czytelników.

„Białystok” wydaje mi się po spotkaniu książką rozgrywającą się na dwóch poziomach. Na powierzchni może być wesołą kpiną z ludzkiej głupoty, ale pod nią czają się poważne problemy nie tylko tego miasta, ale i wszystkich Polaków. Myślę, że warto tę książkę przeczytać.

© Statystycznie głównie reportaże
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci