Menu

Statystycznie głównie reportaże

Prawdopodobnie najdłużej działający i najbogatszy w recenzje polski blog literacki o reportażach i czasami innych książkach.

Szkielet białego słonia

rbuciak

Szkielet białego słonia - okładkaMozambik to kraj, o którym mało kto z nas wie coś więcej niż to, że leży w Afryce. Jego historię i współczesne wyzwania postanowiła nam przybliżyć Iza Klementowska. Dobra książka ma pociągający temat, interesujących bohaterów, przemyślany układ treści, zweryfikowane fakty i wciągający język. W każdym z tych elementów „Szkielet białego słonia” wypada słabo.

O Mozambiku można opowiedzieć na różne sposoby. Przez rajską przyrodę, pociągającą kulturę muzyczną i graficzną, ludzi naznaczonych biedą i wojną albo krwawą i bezmyślną politykę. W książce o przyrodzie i miejscowej kulturze nie ma ani jednego całego akapitu. Ofiary, którym można by współczuć stoją gdzieś na drugim planie, zaś autorka mało z nimi rozmawia. Opisane wydarzenia polityczne nie łączą się w ciąg wydarzeń, ale są wyrywkami z kart historii. Iza Klementowska na pierwszym planie postawiła Portugalczyków, którzy w wyniku dekolonizacji stracili swój dobytek i po latach wracają do Maputo by zobaczyć domu, w których urodzili się ich rodzice. Byłym beneficjentom kolonizacji można współczuć przez pięć minut, ale nie czuję potrzeby, aby wzdychać dłużej.

Jako rozmówców autorka wybrała znacznie więcej białych, którzy szukają swojego szczęścia w Afryce niż czarnych lub mulatów, którzy mają dużo ciekawsze wspomnienia do opowiedzenia. O Niemcu, właścicielu baru nad oceanem, opowiada przez dziesięć stron. Natomiast pracownikowi parku narodowego, który jako nastolatek uciekł przed wojną w góry i przeżył tam pięć lat nie widząc żadnego człowieka oprócz jednego kolegi, poświęca ledwie dwie strony tekstu w środku rozdziału o białych gorszego sortu. Szkoda zmarnowanych opowieści.

Teoretycznie książka dzieli się na rozdziały. Większość z nich przez początkowe ¾ tekstu dotyczy jednego wątku. Po czym w końcówce autorka przeskakuje na zupełnie inne tory. Dlaczego do historii o końcówce XIX wieku autorka dokleiła swoją wizytę na zamkniętym cmentarzu? Wielokrotnie w trakcie czytania przeżywałem dezorientację. Układ treści jest chaotyczny i wymagałby zrobienia porządku przez dobrego redaktora.

Geografia jest bezlitosna. Jeśli Iza Klementowska napisała, że z Maputo do granicy z Zimbabwe jest 1100 km, to da się to sprawdzić. Sprawdziłem. Jest 500 km. W bibliografii nie ma „Chrystusa z karabinem na ramieniu” Ryszarda Kapuścińskiego, choć opisał tam powstanie mozambijskiej partyzantki. Ta luka skutkuje kilkoma błędami w opisie wojny wyzwoleńczej. Takich niedoróbek wyłapałem kilka. Ilu nie znalazłem?

„Szkielet białego słonia” byłby napisany całkiem przyjemnie i wciągająco, gdyby autorka nie próbowała silić się na literackość. W opowieści z narracją informacyjną wplotła komiczne porównania i niezrozumiałe zdania. Moje ulubione znajduje się na str. 35: „Na zewnątrz ponad 35 stopni Cesjusza, w środku o jakieś 10 mniej, jeśli nie więcej”. Koszmary przeżywałem w trakcie czytania rozdziałów o historii kraju. Za dużo w nich mało znaczących nazwisk i nazw miejsc, których nie wskazano na mapie. Dobitnie czuć problem z selekcją treści.

Jestem rozczarowany książką. Jeśli nie interesujecie się konkretnie Mozambikiem, to spokojnie możecie ją pominąć. Moja ocena: 2,5/5.

© Statystycznie głównie reportaże
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci