Menu

Statystycznie głównie reportaże

Prawdopodobnie najdłużej działający i najbogatszy w recenzje polski blog literacki o reportażach i czasami innych książkach.

Księga zachwytów

rbuciak

Księga zachwytów - okładkaZachwyt to pozytywna emocja podparta intelektualnym wywodem. Filip Springer jeżdżąc po Polsce myślał nad budynkami, które wywoływały w nim odczucia, niekoniecznie przyjemne. Ich zbiór złożył się na „Księgę zachwytów”. Czy nią też można się zachwycić?

Geneza dzieła jest prozaiczna i typowa dla obecnych czasów. Książka składa się z felietonów publikowanych co tydzień w Gazecie Wyborczej. Można się zastanawiać, jaki sens ma odcinanie kuponów i sprzedawanie w twardej okładce zestawu miniatur pochodzących z gazety. Z jednej strony łatwo postawić przyziemny zarzut o chęć zysku i kreowanie gwiazdy. Z drugiej strony „Księgę zachwytów” dobrze mieć pod ręką, jeśli chce się pokazać jakiś ważny nurt w powojennej czy współczesnej architekturze.

Autor opisał 100 miejsc, czyli całość powstała w dwa lata systematycznego pisania. Zostały one poukładane według klucza geograficznego. Każdy rozdział to jedno lub dwa województwa. Zaczyna się w Szczecinie i kończy w Przemyślu. To swego rodzaju przewodnik po modernistycznej i najnowszej architekturze kraju. Można się z niej dowiedzieć sporo interesujących wiadomości – od nazwisk architektów do reguł estetyki. Oczywiście wybór budynków zawiera silny pierwiastek autorski. Warto zwrócić uwagę na różnorodność obiektów. Książka zawiera opisy budynków mieszkalnych, użyteczności publicznej, biurowców, domów handlowych i węzłów komunikacyjnych. Nie ma tylko działających fabryk, ale te zniknęły z polskiego krajobrazu miast. Przegląd jest na tyle szeroki, że daje zgrubny obraz całości nowej tkanki architektonicznej.

Książkę z trudem czyta się od początku do końca. Pisarz z ogromną zdolnością do snucia opowieści przycięty przez ramy gazety wydaje się zamknięty w złotej klatce stałego zarobku. „Księdze zachwytów” jako całości brakuje lekkości. Felietony same w sobie są zamkniętymi całościami i postawione w szeregu nie tworzą symfonii. Nie były pisane z myślą o zbiorze. Przez to znacznie różnią się między sobą uwypukleniami w treści. Filip Springer raz więcej miejsca poświęca sylwetce architekta, innym razem formie, czasami historii miejsca albo relacji z otoczeniem i w końcu ideom sztuki projektowania budynków. Powstał więc koktajl bez myśli przewodniej.

Obok treści felietony zawierają też zdjęcia autora. Niestety w każdym przypadku jedno lub dwa. Filip Springer jest znakomitym fotografem, bo wybiera znakomite ujęcia i doskonale operuje światłem. Z tych powodów często chce się zobaczyć więcej jego ujęć. Niestety ich brakuje. Dlatego mam poczucie, że „Księga zachwytów” jest mocno wybrakowana. Gdyby była droższa, bardziej albumowa, to miałaby jeszcze większą siłę przekazu.

Jeśli miałbym komuś polecić książkę, to chyba najbardziej niespecjalistom, którzy interesują się architekturą w Polsce i chcą zabłysnąć wiedzą w kręgach towarzyskich oraz licealistom do nauki. Moja ocena: 3/5.

© Statystycznie głównie reportaże
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci