Menu

Statystycznie głównie reportaże

Prawdopodobnie najdłużej działający i najbogatszy w recenzje polski blog literacki o reportażach i czasami innych książkach.

Ameksyka

rbuciak

Ameksyka - okładka

Pogranicza to obszary budzące ciekawość ze względu na przenikanie się kultur, specyficzne formy handlu, pustkowia w krajobrazie itd. Granica między Ameryką i Meksykiem (jeden i drugi kraj to stany zjednoczone) oprócz ciekawości budzi także grozę. Ed Vulliamy postanowił dociec szczegółów wojny narkotykowej toczącej się regionie, który nazwał „Ameksyką”.

O ile mafijne porachunki są głównym motywem książki, to jej treść nie ogranicza się do opisu przemytu narkotyków i broni oraz pomocy ludziom w przekraczaniu granicy drogami niekontrolowanymi przez władze państwowe. Brytyjski pisarz docieka przyczyn i konsekwencji rozpanoszenia się zbrojnych grup przestępczych. Omawia biedę w Meksyku, wyzysk w przygranicznych fabrykach, popyt na narkotyki i podaż broni w Ameryce. Z drugiej strony pokazuje gangsterską kulturę, mordowanie kobiet, ośrodki odwykowe i heroiczną pracę społeczną. Ponadto opisuje krajobrazy pustyń, gór, slumsów i miast na skrzyżowaniach autostrad. Całość została obleczona w formę podróży od Pacyfiku do Atlantyku. Tytuł, zakres tematyki i konstrukcja książki to prawdziwe mistrzostwo literatury.

„Ameksyka” dzieli się na rozdziały, z których każdy ma jasno sprecyzowany temat. Każdy dzieje się w kolejnych miejscach – przystankach. Każdy otwiera kolejny krąg piekielny, aż do ostatniego, w którym autor ujawnia mechanizmy finansowania wojny. Co więcej, opisane historie układają się logiczną całość. Warto docenić umiejętne i proste przedstawienie skomplikowanych procesów.

Również na poziomie szczegółu książka budzi zachwyt. Ed Vulliamy znakomicie opisał zarówno makabryczne miejsca zbrodni, jak i piękno rzeki Rio Grande. Konsekwentnie i wytrwale cytuje zebraną literaturę. Wyraźnie zaznacza, kiedy słowa pochodzą z licznych przeczytanych książek, a kiedy z własnych doświadczeń. Tych też zgromadził nie mało. „Ameksyka” zawiera dziesiątki rozmów z lokalnymi dziennikarzami, lekarzami, nauczycielami i prostymi członkami mafii. Wydobył z nich esencję, w której trudno doszukać się słów zbędnych z jednej strony, jak i brakujących z drugiej. Nawet gdy rozmówcy milczą, to autor objaśnia znaczenie zamkniętych ust.

W całej książce nie podobały mi się trzy rzeczy. Po pierwsze, brak zdjęć, gdyż wyobraźnią nie sposób oddać wszystkich pejzaży. Po drugie, wielość bohaterów. Już po pierwszych kilkudziesięciu stronach dałem sobie spokój z próbą zapamiętania kto jest kim. Często też przeskoki od jednego do kolejnego rozmówcy przebiegają niczym casting. Po trzecie, Ed Vulliamy zbudował sobie teorię, że meksykańska wojna narkotykowa to pierwszy konflikt nowoczesnego świata, gdzie stronami nie są państwa, grupy etniczne, społeczne czy religijne, ale korporacje zaangażowane w nielegalne interesy. Cóż, podobnie wyglądały porachunki mafijne w Ameryce w latach 20-tych XX wieku, zaś Aleppo wygląda dzisiaj jak Warszawa pod koniec 1944 roku, a nie Ciudad Juarez pięć lat temu.

Nie dziwię się, że „Ameksyka” otrzymała Nagrodę za reportaż literacki im. Ryszarda Kapuścińskiego. Ed Vulliamy w błyskotliwy sposób opisał nie tylko egzotyczny region wyniszczany przemocą, ale też smutne skutki pazernego globalnego kapitalizmu. Moja ocena: 4,5/5.

© Statystycznie głównie reportaże
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci