Menu

Statystycznie głównie reportaże

Prawdopodobnie najdłużej działający i najbogatszy w recenzje polski blog literacki o reportażach i czasami innych książkach.

Nic nie zdarza się przypadkiem

rbuciak

Nic nie zdarza się przypadkiem - okładkaCiekawość świata skłania ludzi do podróżowania w przestrzeni. Zwrotne momenty w życiu sprawiają, że szukamy odpowiedzi wewnątrz siebie. Dla podróżnika Ticiano Terzaniego takim wydarzeniem była informacja o zachorowaniu na raka. Odbył wtedy swoją ostatnią wyprawę, którą opisał w „Nic nie zdarza się przypadkiem”.

Jak sam autor zaznacza pod koniec wstępu książka posiada dwa główne tematy. Najpierw jeździł po świecie, aby znaleźć lekarstwa na trapiącą go chorobę. Później szukał pogodzenia z nieuchronnym końcem życia materialnego. Oba cele łączą się ze sobą. Wątpię jednak w łączenie ich w jedną książkę. Z jednej strony Tiziano Terzani opisuje procedurę leczenia w szpitalu w Nowym Jorku, zielarzy z Chin i Indii oraz uzdrowicieli z Filipin. Z drugiej strony spędza tygodnie na terapii grupowej w Kalifornii, miesiące w klasztorze na południu Indii i lata w pustelni w Himalajach. Wolałbym otrzymać obie części osobno, gdyż różnią się wyraźnie gatunkiem literackim.

Rozdziały opisujące medycynę zachodnią i alternatywną to typowe reportaże. Autor udaje się na wizytę lekarską, poddaje badaniu, wypytuje medyków o stosowane metody i wykupuje środki uzdrawiające. Pomimo fizycznego i umysłowego zaangażowania cały czas zachowuje duchowy dystans. Dla miłośników klasycznego reportażu to świetny przegląd mniej i bardziej udanych pomysłów na reperowanie zdrowia.

Zupełnie inaczej napisane są rozdziały o poszukiwaniach duchowych. Tu dominuje forma autobiograficznego eseju. Dużo jest pytań o sens życia, anegdot z poradami mędrców i doświadczeń pracy duchowej, szczególnie medytacji. Suma tych przemyśleń złożyłaby się na dobrze zbudowaną książkę skierowaną raczej do poszukujących prawdy o sobie niż o świecie.

Włoch był nieprzeciętnym gadułą. Jego książki to grube tomiszcza. „Nic nie zdarza się przypadkiem” ma ponad 700 stron. Nawet wstęp, a jednocześnie streszczenie, ma 20 stron. Książka, choć lekko napisana, to nie pociąga od początku do końca. Jedne fragmenty czyta się z zainteresowaniem, zaś inne z trudem. Tiziano Terzani znakomicie wplótł do tekstu ludowe mądrości. Zadał świetne pytania lekarzom. Plastycznie opisał przyrodę, budowle i ludzi w odwiedzanych miejscach. Jednak całość jest ze sobą mocno wymieszana. Gdy w połowie książki doszedłem do wniosku, że wolę czytać o doświadczeniach wewnętrznych pisarza, to rozdział o uzdrowicielach z Filipin wydał mi się całkowicie zbędny. Przeskoki i zwroty w mało ważne kierunki budziły we mnie znużenie. Autor zachował kolejność chronologiczną, a w tym przypadku wolałbym jednostajną drogę od medycznej diagnozy do odpowiedzi w głębi siebie.

Książka nie zawiera zdjęć i to dobrze. Jej celem nie jest pokazywać materię, ale przeżycia wewnętrzne. Za to żałuję, że nie ma mapy. Znowu czytałem z atlasem na kolanach.

„Nic nie zdarza się przypadkiem” zawiera za dużo tematów, jak na jeden mało mówiący tytuł. Dlatego dzieło Tiziano Terzaniego polecam tylko tym, których interesuje zarówno różnorodność medycyny, jak i poszukiwania pogodzenia siebie ze śmiercią. Moja ocena: 3/5.

© Statystycznie głównie reportaże
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci