Menu

Statystycznie głównie reportaże

Prawdopodobnie najdłużej działający i najbogatszy w recenzje polski blog literacki o reportażach i czasami innych książkach.

Cztery zachodnie staruchy

rbuciak

Cztery_zachodnie_staruchy_okladka_front_internet

W racjonalnej i sceptycznej Europie trudno znaleźć ludzi przeświadczonych o wchodzeniu w kontakt z duchami. Zafascynowani szamanizmem Bartosz Jastrzębski i Jędrzej Morawiecki pojechali więc do Buriacji. Rezultatem ich wyprawy jest książka o enigmatycznym tytule „Cztery zachodnie staruchy”.

Od czasu gdy upadł ZSRR szamanizm nad Bajkałem odżył niczym Feniks z popiołów. Nagle znaleźli się ludzie, którzy pomagają w odszukaniu zagubionej krowy, załatwiają pozytywne rozpatrzenie sprawy w urzędzie lub leczą z chorób poprzez odwołanie się do duchów przodków. Mają widzenia, słyszą głosy, chodzą po wodzie, a nawet latają. W jednym są spójni – przebrani w specyficzne stroje odprawiają modły polegające na piciu wódki, waleniu w bęben i śpiewaniu po staroburiacku. Przywracają do życia przedwieczną religię. W autorytarnej Rosji musi się to wiązać z pieniędzmi, sformalizowaniem prawnym i romansem z władzami. Tematyka książki jest dobrze zakrojona, choć mało interesująca dla osób o innych zainteresowaniach niż etnografia i duchowość. Jej wpływ na nasze życie będzie najczęściej znikomy.

Autorzy zapisali obrazy, które wynieśli z kontaktu z ludźmi, miejscami i wydarzeniami. Są to bardzo często pierwotne wrażenia empiryczne. Brzydota starego linoleum, otwarty widok na stepie, zmęczona twarz bohatera. W nienachalnym opowiadaniu własnych przeżyć wrocławianie są przekonujący. Do tego dołączają jednak przemyślenia nad drogami dotarcia do kolejnych postaci w układance oraz historie osobiste szamanów i szamanek. Przemyślenia niestety nie prowadzą w żadnym konkretnym kierunku. Historie ludzi też są dość powtarzalne w schemacie – powiedzieli mi, że mam dar, więc zacząłem odprawiać ludowe obrzędy. „Cztery zachodnie staruchy” wymagają od czytelnika dużo własnej chęci podążania za fascynacjami autorów. Mnie ta gorączka nie dopadła i przez większość czasu spędzonego nad lekturą walczyłem z sennością. Wynika to zapewne z częstego używania przez Bartosza Jastrzębskiego i Jędrzeja Morawieckiego specjalistycznego słownictwa w połączeniu z obcymi terminami i językiem szamanów opartym o doświadczenia dla większości z nas nieznane.

Jak na opowieść o odległej części świata, to zaskakuje w książce brak mapy regionu. Autorzy jeżdżą po Buriacji i przez chwilę po Mongolii, ale nie dają wodzić za sobą palcem. „Cztery zachodnie staruchy” zawierają kilka specyficznych czarno-białych zdjęć. Przedstawiają pejzaże lub miejsca kultu. Na jednym są szamani stojący tyłem. Żadnych portretów bohaterów, żadnych obrazów obrzędów. Potencjał fotografii do przekazania wiedzy nie został wykorzystany.

Na świecie dzieje się wiele fascynujących zjawisk. Zapewne współczesny buriacki szamanizm również do nich należy. Niestety sposób, w jaki został pokazany w książce, pociągnie głównie już zainteresowanych. Dla innych może być przydatny w walce z bezsennością. Moja ocena: 2,5/5.

© Statystycznie głównie reportaże
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci