Menu

Statystycznie głównie reportaże

Prawdopodobnie najdłużej działający i najbogatszy w recenzje polski blog literacki o reportażach i czasami innych książkach.

Milczący lama

rbuciak

milczący lama - okładkaCzłowiek ciekawy świata trafi kiedyś w swoich poszukiwaniach na buddyzm. Znajdzie też chwilę, gdy zafascynuje go Syberia. Okazuje się, że ta religia i ten region mają ze sobą obszar wspólny – Buriację. Albert Jawłowski napisał reportaż o Buriatach pod tytułem „Milczący lama”. Na ile jest on ważny dla poszerzenia wiedzy o świecie?

Autor porusza w książce liczne wątki związane z krajem, który wielokrotnie odwiedził w ciągu ostatnich kilku lat. Po pierwsze, przedstawia historię Buriacji. Niewiele pisze o czasach przedhistorycznych. Najwięcej miejsca poświęca na ostatnie dwa stulecia. Po drugie, pisarza w szczególności interesuje buddyzm i przywódcy religijni, w tym tytułowy „Milczący lama”, który stał się religijną atrakcją turystyczną regionu. Po trzecie, autor zagłębia się w związki przywódców religijnych i politycznych oraz budowanie tożsamości narodowej na bazie buddyzmu. Po czwarte, opisuje wydarzenia religijne, w których uczestniczy i opowiada swoje wrażenia ze spotkań z duchownymi i zwykłymi wyznawcami. Niby książka ma konkretny tytuł i konkretny temat, ale mam wrażenie, że jest wszystkiego po trochę. Wątek tytułowy gubi się w licznych i długich dygresjach pobocznych. W sumie nie wiadomo, jaką główną, ważną lub uniwersalną myśl Albert Jawłowski chce nam przekazać.

Próbuję zebrać strzępy narracji, które wyrażają coś ważnego. Takim urywkiem może być polityka narodowościowa Lenina, która pozwoliła utrwalić totalitarną władzę komunistyczną w ogarniętym chaosem państwie po upadku caratu. Przydatna może być wiedza o współczesnej polityce religijnej w Rosji na przykładzie odradzającego się buddyzmu w Buriacji. Pociągające mogą być zjawiska etnograficzne, sakralne i turystyczne, które uległy globalizacji dzięki produkowaniu wszelkiej bazarowej tandety w Chinach. Wartościowych fragmentów jest dla mnie za mało.

Przyznam więc szczerze, że z trudem przeczytałem książkę. Zasnąłem nad nią kilka razy. Wiele rozdziałów jest tak mało pociągających, że odliczałem strony do ich końca. Nie pociągały mnie opisy zawodów sportowych i wydarzeń religijnych pisane z kronikarskim dystansem. Nie popłynęła we mnie szybciej krew, gdy autor opowiadał swoje poszukiwania ludzi z niezwykłą wiedzą. Opisy miejsc z trudem kleiłem w wyobrażalne obrazy. Mało fascynujące były dla mnie życiorysy lamów i przymilanie się duchownych do poszczególnych władców. „Milczący lama” jest napisany poprawną polszczyzną, ale beznamiętnym stylem. Albert Jawłowski nie zastosował żadnych zabiegów przyciągających uwagę czytelnika. Nie sposób znaleźć porażających wstępów, doskonałych puent, czy dialogów zapadających na długo w pamięć.

Książka nie zawiera zdjęć. Szkoda, bo doskonałe obrazy można zapewne uchwycić w Ułan Ude, w klasztorach i na falującym stepie na granicy z tajgą. Wiele mogłyby powiedzieć także twarze rozmówców i wnętrza ich domów. Niestety. Za to „Milczący lama” zawiera mapę Buriacji i najbliższych okolic, dzięki czemu nie zaglądałem podczas czytania do atlasu.

Temat „buddyzm w Buriacji” jest dobry do tłumaczenia się kolegom, o czym się pisze, ale nie czytelnikom szukającym wiedzy. Brak konkretnych zagadnień dominuje w „Milczącym lamie” i dlatego polecam książkę wyłącznie mocno zainteresowanym Syberią lub buddyzmem. Moja ocena: 3/5.

© Statystycznie głównie reportaże
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci