Menu

Statystycznie głównie reportaże

Prawdopodobnie najdłużej działający i najbogatszy w recenzje polski blog literacki o reportażach i czasami innych książkach.

Brunatna kołysanka

rbuciak

Brunatna kołysanka - okładka

Wojny okrutnie obchodzą się z bezbronnymi dziećmi. Cierpią one z powodu głodu, ran, chorób, strachu, rozłąki z rodzicami, itd. W czasie II wojny światowej miał miejsce jeszcze jeden niemoralny proceder – wynarodowienie. O uprowadzaniu polskich dzieci w celu zniemczenia traktuje książka Anny Malinowskiej „Brunatna kołysanka”.

Publikacja składa się z licznych historii dzieci z mozaiką zakończeń. Jedne dzieci wróciły do rodziców, inne trafiły w Polsce do sierocińców lub rodzin zastępczych, zaś część pozostała w Niemczech. Niektóre cały czas znały swoją tożsamość, inne odzyskały po latach, a niektóre nigdy nie dowiedziały się kim są. Różne finały miały też spotkania z najbliższymi po latach. Od odbudowy więzi do całkowitego niezrozumienia. Jedna cecha łączy wszystkie dzieci – wygląd fizyczny, co dodaje wydarzeniom potworności.

Autorka nie ograniczyła się do historii dzieci, ale pokazała też szerszy obraz Lebensborn – organizacji, która prowadziła zbrodniczy proceder. Dziennikarka przywróciła także zbiorowej pamięci postać Romana Hrabara, prawnika, który w imieniu Polski zajmował się sprawą wynaradawiania dzieci i ich powrotem do ojczyzny. „Brunatna kołysanka” pozwala czytelnikowi nie tylko zrozumieć wojenne i powojenne wydarzenia. Prowokuje też pytaniem o to, czy nie lepiej było dzieciom pozostać w Niemczech lub Austrii. Za ten bogaty w smaki tort i wisienkę na nim należą się Annie Malinowskiej głębokie ukłony.

Książka jest napisana bardzo dobrą poprawną polszczyzną. Zdania są krótkie i treściwe. Historie pełne są niecodziennych zdarzeń i nagłych zwrotów akcji. Rozdziały kończą się głębszymi refleksjami o relacjach z najbliższymi w życiu ludźmi. „Brunatna kołysanka” zawiera mnóstwo gotowych scenariuszy na filmy sensacyjne. Niestety, pomiędzy odcinki kina akcji włożone są bezbarwne opowieści o mecenasie i ośrodku Lebensbornu w Połczynie-Zdroju. Przez zmianę napięcia książka traci swój jednoznaczny charakter. Szkoda, że autorce zabrakło konsekwencji.

Ważne miejsce w książce zajmują zdjęcia. Sama okładka robi ogromne wrażenie, a wewnątrz jest więcej fotografii o podobnej sile treści. Kadry zawierają niemal wyłącznie portrety ludzi. Patrzmy na bohaterów wydarzeń w czasach młodości i obecnie, prawdziwych i przybranych rodziców sprzed 70 lat, a także uczestników procesu zbrodniarzy wojennych w Norymberdze. Dobór materiału zdjęciowego jest bardzo udany. Za to ogromnie brakuje w książce map. Właściwie do każdego rozdziału potrzebny byłby osobny załącznik kartograficzny. W treści książki pojawia się mnóstwo toponimów i czasami trudno zrozumieć tekst bez ukazania w przestrzeni miejsc, w których toczy się akcja wydarzeń.

„Brunatna kołysanka” to pozycja wyjątkowa. W polskiej literaturze faktu widoczna jest ogromna luka w opisywaniu zachodniej Europy, a w szczególności Niemiec. Zapomniana jest historia Polaków wywiezionych na roboty przymusowe. Anna Kalinowska zapełniła wolną przestrzeń pozycją ważną i prowokującą. Książkę warto przeczytać, aby móc zrozumieć wiele faktów kulturowych i międzyludzkich. Moja ocena: 4/5.

© Statystycznie głównie reportaże
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci