Menu

Statystycznie głównie reportaże

Prawdopodobnie najdłużej działający i najbogatszy w recenzje polski blog literacki o reportażach i czasami innych książkach.

Ludzie z Placu Słońca

rbuciak

Ludzie z Placu Słońca - okładka

Hiszpania fascynuje wielu ludzi na całym świecie. Niegdyś potęga, a obecnie duży kraj europejski, który przechodzi burzliwe przemiany. Czy można zarysować najważniejsze jego cechy w jednym zbiorze reportaży? Tą próbę podjęła Aleksandra Lipczak, a efekt jej pracy nosi tytuł „Ludzie z Placu Słońca”.

Autorka wybrała tematy według czytelnego klucza. Reportaże dotyczą spraw polityki historycznej i społecznej. Wojnę domową i dyktaturę generała Franco opowiada przez pryzmat roli kobiet, ukrywającego się przez 30 lat przedwojennego socjalistycznego burmistrza oraz grupy archeologów szukających nieoznaczonych grobów. Z bardziej współczesnych zagadnień Aleksandra Lipczak wybrała wyzwolenie obyczajowe końca lat 70-tych, wieś, która zasłynęła z udzielania ślubów parom tej samej płci, wzlot i upadek dewelopera, powstanie i zwycięstwo ruchu miejskiego w Barcelonie oraz kryzys migracyjny w Melilli. Teksty skupiają się na ludzkich wyborach. Koncentrację uwagi potęgują lakoniczne opisy przestrzeni. Barwy, zapachy, czy faktury pojawiają się sporadycznie i trudno zbudować w głowie obrazy miejsc.

Wybrane temat nie są lekkie, ale swobodnie napisane. Kto szuka opisów słonecznych plaż, ten musi poszukać innej książki. Reportaż ma za zadanie przybliżyć ludzkie problemy i to się autorce udało. Dobór tematów uważam jednak za dość banalny. Jest tu niewiele historii, o których człowiek zainteresowany światem wcześniej nie słyszał. „Ludzie z Placu Słońca” nadają się więc na przewodnik po Hiszpanii dla młodych czytelników. Osoby szukające czegoś nowego i świeżego, wyciągną niewiele przydatnych dla siebie wiadomości.

Może to wrażenie wynika też ze stylu, w jakim napisana jest książka. Od strony językowej napisana została bardzo dobrze. Zdania są poprawnie zbudowane. Nie ma wielokrotnie złożonych sentencji, które trudno zrozumieć. Niestety, zdania postawione obok siebie często dotyczą różnych aspektów. W wielu momentach czułem zagubienie, utratę narracji. Ważnym elementem każdego reportażu jest początek. W „Ludziach z Placu Słońca” z pierwszych zdań wynika niewiele, bo drugi akapit potrafi być o czymś zupełnie innym niż wyjściowy. Przeskoki z jednego wątku do innego i z powrotem występują po kilka razy w jednym tekście. Przez to trudno mi było wyłapać myśli, które są sednem reportaży.

Aleksandra Lipczak użyła kilku różnych form budowy reportażu. Pokusiła się nawet o opowiadanie przez liczby. Wygląda to na wyuczone w niedzielnej szkółce motywy. Odnoszę wrażenie dobrej rzemieślniczej pracy literackiej, ale przy niedostatku własnej pomysłowości autorki.

W książce nie ma zdjęć ani mapy Hiszpanii. Jedno i drugie uważam za błąd. Portrety archeologów czekających na odnalezienie kości czy obraz kuchni przed obozem dla uchodźców w Melilli byłyby doskonałym uzupełnieniem słów. Brak mapy powoduje zaś ukrycie wielu miejsc w mgle Półwyspu Iberyjskiego, a chyba nie o to chodzi.

Napisanie książki o dużym kraju jest trudne. Z tym zadaniem Aleksandra Lipczak poradziła sobie nieźle, bo wybrała kilka znanych tematów. Niestety od strony literackiej „Ludziom z Placu Słońca” brak polotu. Jest to książka dobra na początek zainteresowania Hiszpanią, ale nie do zgłębiania miłości do kraju. Moja ocena: 3,5/5.

© Statystycznie głównie reportaże
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci