Menu

Statystycznie głównie reportaże

Prawdopodobnie najdłużej działający i najbogatszy w recenzje polski blog literacki o reportażach i czasami innych książkach.

Zakonnice odchodzą po cichu

rbuciak

Zakonnice odchodzą po cichu - okładka

Złożoność świata sprawia, że wiele młodych osób ma ochotę zamknąć się z grupą podobnych sobie ludzi za grubym murem. Jeśli do tego słyszą, że dzięki temu będą bliżej doskonałości, to nie dziwi istnienie klasztorów. Po latach wiele zakonnic rezygnuje z życia w izolacji. Milczą o swoich doświadczeniach. To zjawisko postanowiła opisać Marta Abramowicz w książce „Zakonnice odchodzą po cichu”.

Wyjściowe pytanie rozwija się w kilka wątków. Autorka dotarła do 20 byłych sióstr. Ich relacje o życiu w klasztorze i po nim są na tyle podobne, że książka zawiera jedynie wybrane. Byłe mniszki opowiadają głównie o udrękach psychicznych i fizycznych w klasztorach. Życie po klasztorze też okazuje się trudne przez brak przyjaciół, wykształcenia, pieniędzy i umiejętności, ale za to z wolnością myśli i czynów. Tym sprawom poświęcone jest pierwsze reporterskie pół książki. Druga połowa, bardziej eseistyczna, jest poszukiwaniem przyczyn istniejącego stanu. Marta Abramowicz opisuje odmienność klasztorów męskich i żeńskich zgromadzeń zagranicznych. Przedstawia też historię zakonów kobiecych i próby reformy kościoła. Niewątpliwą zaletą książki jest konkretny temat. Podoba mi się także zakres poszukiwań odpowiedzi na postawione pytania.

Struktura książki budzi jednak moje wątpliwości. Każda historia bohaterek jest rozbita na dwie części. Czytając drugą słabo pamięta się, co było w pierwszej. Po ich przeczytaniu miałem poczucie niedosytu. Mogłoby ich być więcej. Kolejność tekstów w drugiej części wydaje się przypadkowa. Domyślam się, że zamiarem było zgłębianie poszukiwań odpowiedzi, ale ostatnia rozmowa jest bliźniaczo podobna do pierwszej. W tym całym zamęcie jest dużo zalet. Wszystkie teksty są krótkie, nieprzegadane, konkretne. Nie ma zbędnych myśli, przez co te 200 stron wydaje się nawet zbyt syntetyczne.

Język książki uważam za jej bardzo mocną stronę. Marta Abramowicz używa prostych krótkich zdań. Niektóre mają po dwa lub trzy słowa. Tekst jest przystępny dla szerokiego grona czytelników. Ludzie, budynki klasztorne i wydarzenia są opisane bardzo plastycznie. Trudność książki polega na odmienności tematów rozmów od życia codziennego większości z nas. Harmonogram dnia klasztoru to suma dziwacznych zwyczajów o staroświeckich nazwach. Dyskusje teologiczne o relacji człowieka z Bogiem to nie jest stały motyw rozmów w domach, kawiarniach i na ulicach. Dla własnego samorozwoju warto poznać ten inny sposób uczestnictwa w świecie. „Zakonnice odchodzą po cichu” znakomicie to umożliwiają.

Książka składa się z samego tekstu. Nie ma w niej ani zdjęć, ani żadnych innych materiałów graficznych. To dobrze, bo nie rozpraszają uwagi. Zawarte w książce opisy pobudzają wyobraźnię. Współgra to z intelektualną przygodą, jaką jest próba odpowiedzi na postawione przez autorkę pytania.

Koszarowe życie zakonów spowija odgórnie nakazana zmowa milczenia. Warto ją przełamać, a „Zakonnice odchodzą po cichu” to świetna literacka droga do tego celu. Książka jest wybornym dyskursem nawet mimo nienajlepszej konstrukcji. Moja ocena: 4/5.

© Statystycznie głównie reportaże
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci