Menu

Statystycznie głównie reportaże

Prawdopodobnie najdłużej działający i najbogatszy w recenzje polski blog literacki o reportażach i czasami innych książkach.

Poznań. Miasto grzechu

rbuciak

Poznań - okładka

Miasta mają swoje mroczne tajemnice. „Poznań” także. Brudy stolicy Wielkopolski na widok publiczny wyrzucił Marcin Kącki.

Duże miasto, więc nieczystości w nim sporo. Dziennikarz opisał zabójstwo znanego geja, pedofilię w chórze Polskie Słowiki i pałacu arcybiskupim. Przedstawia katolicką rodzinę, która jest obrażana za spłodzenie dziecka metodą in-vitro 30 lat temu. Pokazuje ludzi odpychanych przez kościół za samodzielność myślenia. Przypomina o faszystowskiej historii miasta przed II wojną światową. To wszystko mieści się w pierwszej, ciężkiej z racji tematyki, połowie książki. Wielokrotnie czułem obrzydzenie czytając o dwulicowych postawach wpływowych mężczyzn. Odniosłem wrażenie raczej zaglądania pod kołdrę niż wymiatania kurzu spod dywanu. Marcin Kącki pisze wprost, co usłyszał, bez ubierania wypowiedzi nawet w delikatne woale. Jednym może się to podobać, a inni czytelnicy będą zniesmaczeni brakiem wrażliwości.

W drugiej połowie dzieła autor opisuje najpierw bardzo znanych pisarzy tworzących w Poznaniu (Stanisław Barańczak i jego siostra Małgorzata Musierowicz), a następnie tych zapomnianych. Teksty za półmetkiem czytałem z zaciekawieniem. Wyłania się z nich obraz złożonej zależności między twórczością a życiem osobistym. Pokazana jest również presja społeczna wywierana na literatów. Dla środowiska pisarzy to ważne tematy, ale dla osób niezwiązanych z literaturą dużo mniej.

„Poznań” nie należy do arcydzieł literackich. Nie zachwyciłem się żadnymi błyskotliwymi frazami. Jednak w pamięci utkwił mi jeden wyjątkowy zabieg formalny. Poszczególne teksty są bardzo długie. Przypominają one raczej reportaże z lat 80-tych XX wieku niż współczesną oszczędność słowa. Z racji obfitości materiału rozdziały podzielone są wyraźnie na podrozdziały. Często zaczynają się one od zupełnie innego źródła i dochodzą do wspólnych wątków z poprzednimi fragmentami po kilku stronach. W mojej wyobraźni układa się to w obraz strumieni spływających do jednej rzeki. To trudny zabieg, ale reproter wykonał go bardzo dobrze.

Książka napisana jest poprawnie językowo i stylistycznie. Jak na typowy reportaż przystało mieszają się w niej opisy, wywiady, cytaty i streszczenia dokumentów źródłowych. Siła książki tkwi zdecydowanie bardziej w treści niż formie. Mam poczucie nastawienia na burzę medialną i skandale wywołujące dyskusje. Jeśli ktoś ma ochotę na emocje, to proszę bardzo. Myślę, że wiele osób będzie wolało zachować dystans.

„Poznań” nie zawiera zdjęć, ani planu miasta. Jedno i drugie byłoby przydatne. Książka pomija też bardzo liczne tematy. Autora zajmują głównie jednostki stojące w świetle reflektorów, a nie zwykli ludzi i ich życiowe problemy. Szkoda, bo w mieście jest mnóstwo tematów, które warto opisać – od kontenerów dla biednych po masową ucieczkę na przedmieścia i sukcesy gospodarcze. Myślę, że Marcin Kącki chciał pokazać rozbieżność między upudrowanymi twarzami i obrzydliwymi praktykami tych samych ludzi z dala od kamer. To się udało, ale przez to tytuł uważam za mylący. Dużo więcej o treści mówi podtytuł „Miasto grzechu”.

Jeśli ktoś czekał na książkę o stolicy Wielkopolski, to „Poznań” mógł go rozczarować. Wyciąganie trupów z dębowej szafy, to podejście, które ma swoich zwolenników, ale wielu nie odpowiada. Warto się dobrze zastanowić, czego się chce, zanim się sięgnie po dzieło Marcina Kąckiego. Moja ocena: 3,5/5.

© Statystycznie głównie reportaże
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci