Menu

Statystycznie głównie reportaże

Prawdopodobnie najdłużej działający i najbogatszy w recenzje polski blog literacki o reportażach i czasami innych książkach.

Nie hańbi

rbuciak

Nie hańbi - okładka Bardzo lubię moją pracę w urzędzie. Doceniam możliwości, jakie mi daje, bo w życiu zarabiałem pieniądze na różne sposoby – roznoszenie ulotek, budowa, stypendium naukowe, stanie za ladą w sklepie. Żadna praca „Nie hańbi”. Książkę o tym tytule napisała Olga Gitkiewicz. O pracy w Polsce oczywiście. Czy przynosi ona nowe perspektywy?

Nie sposób w jednej książce przedstawić wszystkich twarzy pracy. Autorka musiała dokonać wyboru. Prawie połowę miejsca zajmuje historia jej rodzinnego Żyrardowa. Napisała o powstaniu fabryki, strajkach robotników, budowie przedszkola i domu kultury, grabieży majątku przez zachodni kapitał oraz upaństwowieniu po II wojnie światowej. Nakreślenie historii przez jeden przykład to znakomity wybór, choć niewiele w nim wątków, które zaskakują.

Obraz dzisiejszych stosunków pracy reporterka oparła na wielu przypadkach. Wybrała wątki, które przychodzą do głowy od samego początku myślenia o temacie. Korporacyjna nowomowa, mobbing, Szydłowiec jako stolica polskiego bezrobocia, absurdy działania powiatowych urzędów pracy, umowy śmieciowe w gastronomii, przygody kierowcy ciężarówki, wypadki na budowach. Jeśli ktoś z czytelników liczy na poszerzenie spojrzenia na Polskę, to w „Nie hańbi” nowych widoków za wiele nie znajdzie. Autorka przegapiła ważne dzisiaj zagadnienie pracy młodych lekarzy. Pomija też pracę w rolnictwie i napływ obcokrajowców do Polski w celu zarobkowym. Dlatego ujęcie tematu uważam za wyrywkowe.

Do mocnych stron książki należy jej literackość. Olga Gitkiewicz używa języka bardzo oszczędnie. Stosuje bogate słownictwo, precyzyjnie dobiera słowa do opisywanych historii. Czuć różnice socjologiczne w wypowiedziach kierowcy ciężarówki, robotnic z Wronek, urzędników i samej autorki. W książce mieszają się perspektywy relacji dziennikarskiej z osobistą. Większość książki napisana jest w trzeciej osobie, ale niektóre fragmenty w pierwszej. Autorka stawia siebie pośród bohaterów, bo rejestruje się w urzędzie pracy jako bezrobotna, ale też odkrywa rodzinne historie. Widać w tym cechy reportażu wcieleniowego i pamiętnika. Ich wplecenie w typowy reportaż to trudna sztuka, ale „Nie hańbi” pokazuje, że jest to możliwe ze znakomitym skutkiem.

Staram się znaleźć jakiś głębszy sens napisania tej książki niż tylko pokazanie, jak wyglądała kiedyś i jak wygląda dzisiaj praca w Polsce. Różnorodność jest banalna i oczywista. Nieprzystosowanie powiatowych urzędów pracy do dzisiejszych potrzeb pracodawców znana od lat. Nawet wizyta w Szydłowcu nie zawiera konkluzji, jak rzeczywiście wygląda bezrobocie w powiecie. „Nie hańbi” nie zawiera żadnej nowej i ważnej myśli, która wzbogaca wyobrażenie o kraju. Rozrzucone puzzle nie układają się w widok, który kieruje spojrzenie w jeden lub kilka wyraźnych kierunków. To jest kłopot, bo mam poczucie, że szybko o książce zapomnę.

Dla powodzenia dzieła literackiego potrzeba kilku czynników. Z pewnością Olga Gitkieiwcz pokazała talent. Jednak wybrany temat musi mieć właściwe rozmiary, aby nie rozpłynął się. Tego ostatniego w „Nie hańbi” zabrakło. Dlatego polecam przeczytać książkę bez nastawiania się na odkrycia. Moja ocena: 3,5/5.

 

© Statystycznie głównie reportaże
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci