Menu

Statystycznie głównie reportaże

Prawdopodobnie najdłużej działający i najbogatszy w recenzje polski blog literacki o reportażach i czasami innych książkach.

Był sobie chłopczyk

rbuciak

Był sobie chłopczyk - okładka

Jak to możliwe, że przez ponad dwa lata nie można było ustalić tożsamości dziecka, którego zwłoki znaleziono w stawie? Na to pytanie w książce „Był sobie chłopczyk” stara się odpowiedzieć Ewa Winnicka.

Wielu z nas dobrze pamięta tą historię. Media donosiły o niej przez długi czas. Warto jednak krótko ją przypomnieć, bo to także fabuła książki. W marcu 2010 roku w Cieszynie znaleziono martwe ciało chłopca. Nikt go nie szukał. Dziecko pochowano jako NN, co zdarzyło się chyba po raz pierwszy od czasów wojny. Policja przez dwa lata szukała sprawców morderstwa i próbowała ustalić dane osobowe denata. W końcu znaleziono rodziców i skazano ich za zabójstwo.

Temat jest pozornie sensacyjny. Pozornie, bo kryje się za nim szereg poważnych pytań. Dzięki temu książka opisuje metody pracy policji, objaśnia działanie systemu opieki nad dzieckiem i pokazuje szokujące życie patologicznej rodziny. Zdecydowanie mniej jest o procesie. Ewa Winnicka nie napisała nawet czy był jawny czy nie. Jedni czytelnicy brak relacji z rozpraw mogą uznać za wadę, zaś inni zdać się na mądrość sędziów. Nie dowiadujemy się też, ile autorka wyczytała z akt sprawy. O ile samo przypomnienie i uporządkowane pokazanie tematu bardzo sobie cenię, to pozostaję w poczuciu niedopowiedzenia.

„Był sobie chłopczyk” odtwarza całą historię miesiąc po miesiącu, dzień po dniu, a w kluczowych momentach kwadrans po kwadransie. Części pierwsza i trzecia mają formę dziennika, co wbrew naturalnym możliwościom nie jest częste w reportażu. Część druga opisuje historię rodziny, życia i pośmiertnego ukrywania zabójstwa chłopca. Tu narracja splata się i rozdziela. Ma wersje i strony matki oraz ojca. Cała struktura książki jest bardzo przejrzysta i zrozumiała w odbiorze.

Styl koresponduje z formą i to też mi się podoba. „Był sobie chłopczyk” zawiera niemal same sucho przedstawione fakty. Autorskich interpretacji jest bardzo mało. Określenia są prawie wyłącznie albo obiektywne, np. kolor ubrania, albo zostały wyjęte ze słów bohaterów i prezentują ich opinie. Ta czystość formy jednym bardzo się spodoba, a innych znudzi. Należę do pierwszej z tych grup. Książkę przeczytałem z intelektualnym zaangażowaniem i wyjątkowo szybko, w dwa wieczory.

Książkę dopełniają zdjęcia. Nie ma na nich ludzi, ani żadnych rozpoznawalnych miejsc. Grobu chłopca na cieszyńskim cmentarzu też nie ma. Fotografie przedstawiają typowe biedne miejskie scenerie – stara zepsuta huśtawka, widok z okna kamienicy na ścianę z gołej cegły. Swym brakiem konkretu stoją w kontrze do tekstu i załamują spójność kompozycji. W książce nie ma też mapy województwa śląskiego, więc jeśli ktoś nie wie, gdzie leży Będzin, a gdzie Mysłowice, to musi zajrzeć do atlasu. To drobny mankament, ale jednak przeszkadza.

Ewa Winnicka napisała ważny reportaż, który pokazuje sposób działania służb państwa. Możemy jego jakość oceniać różnie, co pozwala na dyskusje zaradcze. Ułatwiają to klarowna narracja i niemal czysta faktografia. Dlatego warto książkę przeczytać. Moja ocena: 4/5.

© Statystycznie głównie reportaże
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci