Menu

Statystycznie głównie reportaże

Prawdopodobnie najdłużej działający i najbogatszy w recenzje polski blog literacki o reportażach i czasami innych książkach.

Podkrzywdzie

rbuciak

Podkrzywdzie - okładka

Pęd życia i złożoność spraw miejskich czynią trudnym wnikanie w magię zwykłego życia. Na wsi jest inaczej. Głębię pozornie nudnej codzienności odkrywa dla nas Andrzej Muszyński. Na jego „Podkrzywdzie” można patrzeć jednocześnie jak na potwierdzenie i zaprzeczenie podróży.

Fabułę powieści da się wyrazić bardzo płytko i lakonicznie. Narratorem jest chłopiec, który żyje na wsi w jednej chałupie z dziadkiem i babcią. Główny bohater poznaje i pokazuje nam otaczający świat przez okrągły rok. Zmieniają się pory roku i zajęcia, ale z każdą stroną rzeczywistość się coraz bardziej gmatwa. Przez to można zajrzeć pod jej poszewkę. Nie wiadomo, ile lat ma chłopiec, bo raz może się wydawać, że pięć, a czasami kilkanaście. Nie wiadomo, kiedy rozgrywa się akcja książki. Choć narrator nie wspomina o samochodach, to w oddali widać światła miasta. Wiadomo, że akcja dzieje się gdzieś w okolicach Pustyni Błędowskiej, ale trudno wskazać konkretną wieś. Psychika dziadka nosi w sobie skomplikowany i tajemniczy układ zwyczajów oraz wartości. Jeszcze mniej realną postacią wydaje się Stójkowy. Niby uczony archeolog, ale też naczelnik i sędzia w jednej osobie. „Podkrzywdzie” przypomina baśniowy świat dzieciństwa, gdzie nie liczy się precyzja, ale wyobraźnia. To sprawia, że książkę czyta się ze spokojem i przyjemnością.

Język dzieła to wyżyny możliwości polszczyzny. W zwyczajnym życiu pojawia się mnóstwo przedmiotów, których nazw trzeba szukać w słownikach. Nie chodzi tylko o elementy konstrukcji chaty, nazwy ziół, czy części ciała gęsi. Pojawia się też np. fulguryt. Bogactwu słów dorównuje bogactwo konstrukcji zdań. Opisy przedmiotów i wydarzeń tworzą precyzyjny, ale pełen niedomówień i sprzeczności obraz. Może dlatego, że występuje w nim wiele nawiązań do różnych dzieł artystycznych – literackich, malarskich i zapewne też innych. Próba nadążenia za śladami autora to detektywistyczna zabawa wymagająca obeznania z szeregiem dzieł kultury.

Kolejne rozbudowane myśli pogłębiają i komplikują prosty dziecinny świat. To wytrącanie czytelnika z utartych ścieżek powoduje, że szuka się rozwiązania tajemnicy, choć może wcale jej nie ma. Dlatego warto delektować się pięknem języka bez nadmiernego wnikania w niepoznawalny sens. To prawdziwy kunszt, który rozbudzi smaki jedynie wybranych.

Andrzej Muszyński chce nam pokazać, że tuż obok istnieją tysiące małych kosmosów. Dla ich mieszkańców mają znaczenie wyłącznie zdarzenia w zasięgu własnych nóg. To, co poza może być jakiekolwiek. Najważniejsze by najbliższe otoczenie dało się rozumieć po swojemu i dawało satysfakcję z wyłącznego poznawania i nazywania. Najczęściej wchodzimy do tych mikrospołeczności z zewnątrz i meblujemy je po swojemu na Stójkowy, przez co budzimy jednocześnie dobre i złe emocje. Warto to wiedzieć niezależnie od własnych potrzeb.

„Podkrzywdzie” to książka warta uwagi. Pozwala dostrzec złożoność i odrębność społeczności istniejących całkiem blisko nas. Moja ocena: 4/5.

© Statystycznie głównie reportaże
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci