Menu

Statystycznie głównie reportaże

Prawdopodobnie najdłużej działający i najbogatszy w recenzje polski blog literacki o reportażach i czasami innych książkach.

Najlepszy kraj na świecie

rbuciak

Najlepszy kraj na świecie - okładka

Kraje skandynawskie potrafią promować się poprzez literaturę. Ostatnio popularne stały się poradniki pokazujące jak cudownie żyje się na północy Europy. Jeśli spodziewacie się, że „Najlepszy kraj na świecie”, książka Niny Witoszek o Norwegii idzie w tym duchu, to błądzicie. Zapraszam na rekonesans po głębokiej intelektualnej impresji o państwie i ludziach.

Zima, fiordy, przytulność i kryminały pojawiają się w książce wyłącznie jako tło i produkty marketingowe. Tak samo jak ropa naftowa i broń, które Norwegia też eksportuje. Z wszystkich wyrobów na sprzedaż autorka najwięcej miejsca poświęca rozwiązywaniu konfliktów i procesom pokojowym. Zwyczaj uzgadniania spraw przy stole to niewątpliwy element miejscowej kultury. Jej podstawom i współczesnym dylematom poświęcona jest książka. Temat jest interesujący, ale bez wątpienia intelektualnie bardzo wymagający.

Z całej historii kraju Nina Witoszek przedstawia najważniejsze jest zdaniem okresy. Są to XIX wiek, druga połowa XX wieku i czasy obecne. Okres szwedzkiego panowania był dla Norwegów czasem rozkwitu i intelektualnej dyskusji o cechach narodowych. Autorka przedstawia ówczesny dylemat między zachowaniem lokalności a wsiąknięciem w spory całego kontynentu. O ile myśli są przedstawione klarownie, to polskiego czytelnika przytłoczyć może liczba wspominanych mało znanych nazwisk. Nieco inaczej przedstawiona jest dyskusja po II wojnie światowej. Tu również przewijają się same nieznane nazwiska. Ponadto opisana dysputa odbywała się wyłącznie na salonach akademickich. Autorka skąpo prezentuje postulaty zaangażowanych w nią osób. Pokazuje głównie własną krytykę komunistycznych pomysłów. Nie jest to obraz obiektywny.

Przedstawiony współczesny spór uważam za niezwykle istotny zarówno dla Norwegii, jak też całego zachodniego świata. Ten ciągle żywy dylemat dotyczy wyznaczenia nowych reguł granicy wolności wypowiedzi. Mieszają się w nim wątki otwartości na inne kultury i dostępu do nowych środków przekazu. Choć ta dyskusja nie ma zakończenia, to samo postawienie tematu i pokazanie prób rozwiązań znaczą bardzo wiele dla całego świata. Dla samej tej polemiki warto przeczytać „Najlepszy kraj na świecie”.

Język książki wywołał we mnie sporo sprzecznych wrażeń. Z jednej strony Nina Witoszek sprawnie posługuje się cytatami norweskich, polskich i europejskich pisarzy i myślicieli. Z drugiej pojawiają się lapsusy takie jak „chór z Titanica” zamiast „orkiestra z Titanica”. Nie wiem, czy to niedociągnięcie autorki, czy jednak tłumacza. Mam poczucie, że przekład wykonany został bardzo topornie, zbyt dosłownie, za mało kreatywnie. Przez szorstki styl książkę czyta się ciężko. Jedyny lżejsze fragmenty to anegdoty i gdyby z nich zbudowana była cała książka, a nie tylko wstępy rozdziałów, to byłaby znacznie ciekawsza.

„Najlepszy kraj na świecie” nie zawiera ani zdjęć, ani mapy kraju. Brakuje zwłaszcza portretów stale przywoływanych myślicieli.

Dostrzegam trochę pozytywnych stron książki. Poszerza wiedzę o kulturze Norwegii i wtłacza we współczesny globalny dylemat. Jednak obudowa tych zagadnień pozostawia spory niedosyt. Z przykrością polecam „Najlepszy kraj na świecie” jedynie mocno zainteresowanym, a pozostali niech się nie męczą. Moja ocena: 3/5.

Komentarze (1)

Dodaj komentarz
  • orfeus82

    Po tę pozycję obowiązkowo sięgnę :)

© Statystycznie głównie reportaże
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci