Menu

Statystycznie głównie reportaże

Prawdopodobnie najdłużej działający i najbogatszy w recenzje polski blog literacki o reportażach i czasami innych książkach.

Upiór w bloku

rbuciak

Upiór w bloku - okładka

Miliony ludzi w Polsce wynajmuje mieszkania. Szukanie lokalu do wynajęcia bywa trudnym zadaniem. Przygody z właścicielami i agentami zebrała Marta Rysa w zbiorze „Upiór w bloku”.

Książka pokazuje wszelkie możliwe pułapki, na jakie może natrafić wynajmujący. Niektóre wyglądają na typowe przestrogi, inne należy zaliczyć do kuriozów. Osobne mieszkanie okazuje się pokojem w lokalu z babcią, ciche cztery kąty mieszczą się nad całodobowym monopolowym, „do odnowienia” oznacza zasrane przez gołębie, blisko do autobusu można przetłumaczyć na prawie kilometr itd. Pośrednicy robią wszystko, aby wcisnąć wybrakowany towar, a właściciele w słowotoku wyjawiają kompromitujące sekrety. Życie jednak potrafi zaskoczyć mieszkaniem na dziesiątym piętrze bez windy lub zamienionym w ogród botaniczny. „Upiór w bloku” to książka ku przestrodze i ku zabawie. Trudny temat zamienia na życiowy poradnik z przymrużeniem oka. W zalewie ciężkich pozycji o mieszkalnictwie taka odskocznia też jest potrzebna.

Warto przyjrzeć się stronie literackiej książki, bo autorka zastosowała kilka nietypowych zabiegów. Zapewne nie wszystkie historie są jej własnymi, ale Marta Rysa konsekwentnie napisała wszystkie opowiastki w pierwszej osobie. To odważny chwyt, który nie do końca się sprawdza, bo wprowadza monotonię wypowiedzi. Drugi środek literacki został użyty równie jednolicie. Wszystkie przygody mają formę anegdot. Krótkie teksty mają swoją zaletę, bo „Upiór w bloku” to idealny tytuł do czytania w codziennej podróży autobusem do pracy. Jednak próba wchłonięcia na raz większej dawki tekstu nie daje żadnej podniety. Czytając miałem ochotę na jakąś dłuższą opowieść, złożoną przygodę np. małżeństwa z małym dzieckiem lub pary gejów z menażerią. Niestety ciągle przewija się samotna młoda kobieta bez obciążeń. Do tego ma dość precyzyjne oczekiwania, więc buszuje w dziwnych ofertach. Ta monotonia stylu i głównej bohaterki przeszkadza, bo jest zbyt osobista, monotematyczna i niestety sprawia wrażenie wycinkowej.

Język książki zatrzymał się na ulicy i nie wszedł wraz z autorką na salony. Mowa potoczna obficie występuje w cytowanych, zasłyszanych słowach. Poprawność gramatyczna i kultura słowna traktowane są dużym dystansem. Zdrobnienia są powszechne. Narracja autorki niewiele się od różni od dialogów. Autorka stara się zachować luźny styl i poczucie humoru. Nie wszystkim jednak przypadnie do gustu żartowanie z ludzkich słabości fizjonomii, wyposażenia mieszkań czy naciągania w ofertach wynajmu. Czytanie „Upiora w bloku” do uczt literackich nie należy.

Książka Marty Rysy wpisuje się w nurt lekkich poradników o życiu. Z pewnością zawiera wiele prawdy o najemcach i agentach nieruchomości, ale też wykrzywia ich obraz poprzez pokazywanie sytuacji niestandardowych. „Upiór w bloku” można czytać w drodze do pracy, ale na szersze zainteresowanie nie zasługuje. Moja ocena: 3/5.

© Statystycznie głównie reportaże
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci