Menu

Statystycznie głównie reportaże

Prawdopodobnie najdłużej działający i najbogatszy w recenzje polski blog literacki o reportażach i czasami innych książkach.

Holandia. Presja depresji

rbuciak

Holandia. Presja depresji - okładka

Holandia niesie ze sobą wiele skojarzeń. Nie tylko wiatraki, kanały, tulipany i kolor pomarańczowy, ale też mnóstwo innych mniej powszechnie zauważanych. Marek Orzechowski opisuje nizinny kraj tropem wybranych przez siebie skojarzeń. Czy „Holandia. Presja depresji” zawiera strawny ich wybór?

Autor opisuje głównie kulturę niematerialną kraju – zwyczaje, poglądy, kluczowe wydarzenia historyczne. Z jednej stronie pisze o skąpstwie, zaś chwilę potem o przepychu materialnym. Dużo rozpisuje się o podziałach religijnych i kompleksach wobec Niemców, aby za chwilę doceniać tolerancję. Niemal pół książki dotyczy XVI i XVII wieku, ale głównie jako szerokie tło dla współczesnego obrazu kraju. Wspomina o kulturze mieszczańskiej, ale więcej rozpisuje się o rodzinie królewskiej. Książka zawiera znacznie mniej treści o materialnej stronie kraju. Co prawda są rozdziały o osuszaniu polderów, malarstwie i fragmenty o literaturze, ale praktycznie nieobecne są tematy architektury, urbanistyki i transportu.

Tu dochodzimy do największej sprzeczności książki. Na okładce są rowery, a w treści o rowerach jedynie to, że Niemcy je masowo kradli wycofując się w 1945 roku. W opowieści o kraju typowo miejskim tematy typowo miejskie znajdują się na uboczu jako oderwane od siebie historie.

Niniejszym ukazuje się podstawowy zarzut do „Holandii. Presji depresji”. Książka jest napisana z perspektywy zdziwionego szlachcica zagrodowego. Ważniejsze dla autora są podziały na katolików i kalwinistów, holendrów i obcych, rządzących i poddanych. Pociągają go burzące ład jednostkowe ekstrema, a nie jak uzgodniono, co jest najlepsze dla wszystkich. Dlatego styl i zakres książki oceniam jako nieodpowiadające tematowi i własnym potrzebom.

Na poziomie językowym najbardziej widoczna cecha to gadulstwo. Sporą część akapitów można by skrócić o połowę bez straty zawartości merytorycznej. Na szczęście to gadulstwo jest przynajmniej o czymś, napisane w miarę prostym językiem wraz z wyjaśnieniami mało znanych pojęć. Kilka razy podczas czytania byłem bliski zaśnięcia, ale dzięki lekkości jakoś dałem radę. Największe emocje obudził we mnie ostatnio rozdział. Nie swoją treścią, ale umiejscowieniem. O zgrozo, jest on o języku niderlandzkim.

Sporą zaletą książki są zdjęcia. Jest ich dużo, a większość została przypisana do odpowiedniego fragmentu tekstu. O osuszonych polderach, malarstwie sprzed wieków, rodzinie królewskiej, paradzie gejów i serach można nie tylko przeczytać, ale też je zobaczyć na swoim miejscu. Właściwie samo obejrzenie kilkudziesięciu fotografii i reprodukcji pozwala wejrzeć w większą część tekstu. Nieco gorzej jest z mapą, bo ta znajdujące się pod okładką to wersja administracyjna. Nie znajdziemy na niej Goudy i Edamu, więc warto jednak mieć przy sobie atlas podczas czytania.

Książkę Marka Orzechowskiego przeczytałem tuż przed wyjazdem na konferencję do Holandii. Nabyta wiedza przydała się w znikomym stopniu, bo nie dostrzegłem skąpstwa. „Holandia. Presja depresji” pomija wiele ważnych tematów, a te które są opisuje zbyt rozwlekle i przesadnie. Wolałbym inną książkę o tym kraju. Moja ocena: 2,5/5.

Komentarze (2)

Dodaj komentarz
  • jardian

    Jeśli ocena tak niska, to z pewnością nie sięgnę po tę książkę, pozdrawiam :)

  • jardian

    Jeśli ocena tak niska, to z pewnością nie sięgnę po tę książkę, pozdrawiam :)

© Statystycznie głównie reportaże
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci