Menu

Statystycznie głównie reportaże

Prawdopodobnie najdłużej działający i najbogatszy w recenzje polski blog literacki o reportażach i czasami innych książkach.

Miasto na plus

rbuciak

Miasto na plus - okładka

Ta recenzja jest nietypowa, bo ponad połowa autorów i wydawca to moi znajomi. Rodzi to pokusę wybielania książki oraz dokładnie przeciwną nadmiernej szczerości. Omawiając „Miasto na plus” postaram się nie ulec żadnej z nich.

Jak głosi podtytuł książka zawiera eseje o przestrzeni polskich miast. Co do pierwszego słowa nie mam zastrzeżeń. Zbiór zawiera 12 bardzo różnych językowo i tematycznie esejów. Przestrzeń opisana jest w wielu różnych aspektach – społecznym, architektonicznym, środowiskowym, estetycznym, ale w największej części transportowym. Autorzy przyglądają się takim zagadnieniom jak np. rewitalizacja, rozwój ruchu rowerowego, tworzenie nowych parków i planowanie ulic. W całej książce pojedyncze słowa nie odnoszą się do miast. Jednak połowa książki dotyczy Krakowa. Obok tego są rozdziały napisane z perspektywy Warszawy, Łodzi i Zakopanego, zaś pozostałym ośrodkom poświęcono pojedyncze akapity. Co ciekawe autorzy wspominają trzy razy o Lublinie, przy czym dwukrotnie błędnie. I wreszcie – nie cała książka jest o Polsce. Dwa z esejów w połowie omawiają doświadczenia francuskie. Można by się zżymać, że książka ponawia tematy szeroko opisywane od kilku lat. Z drugiej strony podane przykłady w większości nigdy wcześniej nie trafiły do łamy książki. Są nadal świeże. Stąd bierze się znaczna wartość merytoryczna zbioru.

We wstępie do „Miasto na plus” Hubert Mazur napisał, że zabroniono autorom narzekać. Mają dawać dobre przykłady jak zmieniać miasta ku ich sprawniejszemu działaniu. Nastawiłem się na serię opowieści ze szczęśliwym zakończeniem. Większość z nich taka właśnie jest, co uważam za wartościowe i inspirujące. Większość, bo brak narzekania nie do końca się udał. Część autorów opisuje sporo złych przykładów. Inni piszą tylko pozytywnie, ale za to przemilczają niewygodne fakty. Na przykład Otwarta Ząbkowska w Warszawie rodzi się w bólach. Bój o park na Zakrzówku w Krakowie wspomniała autorka spoza stolicy Małopolski.

W książce znajduje się stwierdzenie, że ton dyskusji o miastach zaczęli nadawać społeczni aktywiści. Język „Miasta na plus” wyjaśnia dlaczego tak się stało. Połowa esejów jest napisana przez społeczników, zaś druga przez urzędników i naukowców. Te pierwsze zawierają prostsze słowa, mniej rozbudowane zdania, bardziej interesujące przykłady, narrację z początkiem, rozwinięciem i końcem. Taki przekaz ma szanse dotrzeć do znacznie szerszego grona odbiorców niż ścisłe fachowe słownictwo. Książka jest językowo bardzo nierówna.

Warto zwrócić uwagę na kolejność tekstów. Wydawnictwo zastosowało porządek alfabetyczny autorów. To nietypowe rozwiązanie, ale w tym przypadku lepsze niż inne, bo łatwe do zastosowania i wyjaśnienia. Podoba mi się ten prosty trik. Jednocześnie zamyka on niepotrzebne dyskusje o ustawianiu plejady tekstów i nie wywołuje wrażenia generalnej zmiany jakości.

Obok treści znajduje się w książce dużo czarno-białych zdjęć i schematów. Podnoszą one wartość przekazu i dobrze uzupełniają słowa. Szkoda, że fotografie nie są kolorowe, ale wówczas zapewne książka byłaby znacznie droższa, przez co mniej dostępna.

Polskie miasta cały czas stoją przed wyzwaniem zapewnienia swoim mieszkańcom jakości życia na wysokim europejskim poziomie. Warto wiedzieć, jakimi drogami kroczyć do tego celu. „Miasto na plus” zawiera polifonię odpowiedzi. Są one w większości przydatne zarówno dla władz, aktywistów, jak i zwykłych mieszkańców. Moja ocena: 3,5/5.

Komentarze (1)

Dodaj komentarz
  • orfeus82

    Mnie najbardziej by interesował Kraków. Jestem z pogranicza kielecko-małopolskiego, do grodu Kraka mam 30 km w prostej linii, ale do Kielc już 100. Taka zaszłość porozbiorowa. Jesteśmy sypialnią Krakowa. Pozdrawiam.

© Statystycznie głównie reportaże
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci