Menu

Statystycznie głównie reportaże

Prawdopodobnie najdłużej działający i najbogatszy w recenzje polski blog literacki o reportażach i czasami innych książkach.

Skąd się biorą Holendrzy

rbuciak

Skąd się biorą Holendrzy - okładka

Powtórzmy to sobie – próba opisania całego kraju w jednym reportażu to zadanie karkołomne. Po raz kolejny spróbował to zrobić Ben Coates pisząc książkę „Skąd się biorą Holendrzy”. Wyszło jak zawsze czy nie?

Zacznijmy od tytułu. Literalne tłumaczenie z angielskiego powinno brzmieć „Dlaczego Holendrzy są inni?” i chyba lepiej oddaje zawartość niż pomysł wydawcy. Generalnie książka skupia się na pokazaniu odmienności mieszkańców Holandii od innych krajów Europy, a nie genezy ich narodu. Co prawda w pierwszej połowie dzieła autor opisuje warunki naturalne (walka z morzem) i historię kraju (złoty wiek XVII, Kompania Wschodnioindyjska, II wojna światowa), ale wplecione we własne małe przygody podróżnicze. Drugie pół książki to już sprawy współczesne. Większość tych zagadnień jest dość typowa, czyli imigranci, narkotyki, prostytucja, tolerancja i obecny odwrót od niej. Anglik ma rozeznanie w sprawach politycznych i te analizy są udane i wartościowe. Na tle spraw bieżących wyróżnia się cały rozdział o piłce nożnej i to on nadaje książce specyfikę. Szkoda, że Ben Coates nie poszedł szerzej w tą stronę.

W każdym z rozdziałów przeplatają się dwa wątki – podróżniczo-przygodowy i eseistyczny. Sam pomysł może nie jest zły, ale wykonanie mało pociągające. O ile wędrówka przez las, góry czy pustynię porusza wyobraźnię, to czytanie spaceru Anglika z piwem w ręku przebranego za tygrysa podczas karnawału nie wywołuje wypieków na twarzy. Fragmenty omawiające historię i współczesne wydarzenia też nie ekscytują. Autorowi wyraźnie brakuje zdolności ułożenia tekstu w sposób interesujący dla czytelnika. W efekcie książka jest po prostu nudna. Wielokrotnie zasypiałem podczas lektury. Nie miałem specjalnej ochoty jej kończyć, ale się przemęczyłem.

Strona językowa książki jest w porządku. Nie ma nadmiernie rozbudowanych zdań, ani niejasności w tekście, ani niewytłumaczonych trudnych słów. Opisy ludzi są całkiem udane. To jednak za mało, aby zachwalać książkę. Zwłaszcza, że z krajobrazem Ben Coates radzi sobie znacznie gorzej. Daje się wyczuć, że wzorem dla autora jest Patrick Leigh Fermor, ale daleko mu do plastycznych opisów nieżyjącego od kilku lat mistrza.

Książka „Skąd się biorą Holendrzy” nie zawiera zdjęć. To duża strata w powiązaniu z mało wnikliwymi opisami architektury i krajobrazu. Obrazy z pewnością dodałyby wartości. Na początku książki znajduje się bardzo schematyczny rysunek kraju i o dziwo jest on wystarczający. Zaznaczone są na nim wszystkie odwiedzone przez autora miejsca, więc nie trzeba sięgać specjalnie po atlas.

Dla osoby, która chce się wybrać na tydzień wakacji i zwiedzić holenderskie miasta, książka Bena Coatesa będzie dobrym wstępem. Jednak nie można oczekiwać od „Skąd się biorą Holendrzy” niczego więcej, a już na pewno nie wnikliwego spojrzenia na europejski kraj. Moja ocena: 3/5.

Komentarze (1)

Dodaj komentarz
  • jardian

    Zastanowię się nad książką, myślę, że jej znaczenie podnosi to, że wydało ja WUJ, recenzowałem trochę dla nich. Pozdrawiam.

© Statystycznie głównie reportaże
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci