Menu

Statystycznie głównie reportaże

Prawdopodobnie najdłużej działający i najbogatszy w recenzje polski blog literacki o reportażach i czasami innych książkach.

1968. Czasy nadchodzą nowe

rbuciak

1968. Czasy nadchodzą nowe - okładka

Wiele razy pisałem, że trudno jest w jednej książce opisać całe państwo, wycinek przestrzeni. Równie ryzykowna wydaje się próba reportażu o konkretnym roku, fragmencie czasu. Jednak Wydawnictwo Agora zdecydowało się rozpocząć serię „lata”. Jej kolejną odsłoną jest „1968. Czasy nadchodzą nowe” cenionych autorów Ewy Winnickiej i Cezarego Łazarewicza. Czy posiada on podobne wady, co wiele książek o państwach?

W ciągu jednego roku na świecie dzieje się mnóstwo wydarzeń. Rok 1968 został zapamiętany jako szczególny przez masowe protesty młodzieży w różnych częściach świata. Nieuniknione było ich opisanie, co oddaje podtytuł książki. Autorzy opisują protesty w Londynie, Paryżu i Warszawie. Istotne jest, co znalazło się w pozostałych z 11 rozdziałów, wycinkach z prasy i kalendarium. Miejsce znalazło się dla pierwszych w Polsce hippisów, emigracji Żydów z Sosnowca, zwycięzcach konkursu „mistrz gospodarności” dla władz miast, polskiej okupacji Czechosłowacji, aż dwa reportaże o filmie, a także o ucieczkach Polaków przez Bałtyk do Danii. Spis pokazuje dużo spraw krajowych – od bardzo lokalnych do mających znaczenie dla kultury euroamerykańskiej.

O ile tematy lokalne są pokazane całkiem dobrze, to brakuje spojrzenia w twarz innego. Olimpiada i zamieszki w Meksyku wspomniane są w ledwie kilku słowach. O Afryce jest mowa raz. Najbardziej brakuje jednak wspomnień z wojny w Wietnamie. Reporterom byłoby je bardzo łatwo zdobyć. Wystarczyłby wyjazd do Wólki Kosowskiej i wypytanie o relacje z bicia Amerykanów.

Równie krytycznie patrzę na zakres tematyczny. Ogranicza się właściwie do polityki, spraw społecznych i kultury. O gospodarce ani słowa, o sporcie kilka wzmianek, o nauce akapit dotyczący wyścigu na Księżyc. Nic o pierwszych przeszczepach serca, ani eksploracji oceanów, ani budowaniu komputerów. Czuję się zawiedziony, bo pojemny podtytuł nie został wypełniony.

Znacznie lepiej myślę o stylu książki. Ewa Winnicka i Cezary Łazarewicz pokazali swoje znakomite zdolności pisarskie. „1968. Czasy nadchodzą nowe” czyta się z przyjemnością, w napięciu i oczekiwaniu na kolejne wciągające historie. Każdy z reportaży to ułożona mniej więcej chronologicznie zamknięta całość. Taka konstrukcja zapewnia łatwy odbiór treści. Napięcie budują krótkie oznajmujące zdania i częste zwroty akcji. W trakcie czytania czuć dynamikę wydarzeń i to bardzo dobrze świadczy o książce.

Obok treści między okładkami znalazło się miejsce na liczne zdjęcia. Właściwie można książkę nie tylko czytać, ale też oglądać, bo wybrano dużo fotografii pełnych znaczących szczegółów. Obrazy współgrają ze słowami. Znakomite ujęcia udało się znaleźć zarówno w Drezdenku i Jičinie, jak i Paryżu oraz Los Angeles. Dzięki fotografiom wartość książki jest dużo większa.

„1968. Czasy nadchodzą nowe” to dopracowana literacko i wizualnie pozycja. Jednak przełomowy dla świata rok pokazuje w mocno niepełnym kadrze. Warto książkę Ewy Winnickiej i Cezarego Łazarewicza przeczytać, ale pamiętając o tym, co się w niej nie zmieściło. Moja ocena: 4/5.

Komentarze (2)

Dodaj komentarz
  • jardian

    Z pewnością będę poszukiwał tej książki :)

  • najlepszy-katolik

    Nowe czasy bez Boga i bez wiary. Do czasu.

© Statystycznie głównie reportaże
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci