Menu

Statystycznie głównie reportaże

Prawdopodobnie najdłużej działający i najbogatszy w recenzje polski blog literacki o reportażach i czasami innych książkach.

Ogłoszono nominacje do nagród literackich

rbuciak

źródło: Agora SAFizycznie jestem na konferencji w Timisoarze, ale po prelekcjach uciekam myślami do Warszawy, gdzie odbywają się III Warszawskie Targi Książki. Dziś na targach ogłoszono nominacje do Nagrody Literackiej Nike oraz Nagrody Literackiej Gdynia. W obu konkursach doceniono reportaże, więc pozwolę sobie zaprezentować kandydatów do nagród wraz z własnym komentarzem.

Wśród 20 książek nominowanych do Nagrody Literackiej Nike znalazły się cztery reportaże:
1. Dom żółwia. Zanzibar, Małgorzata Szejnert, Wydawnictwo Znak.
2. Farby wodne, Lidia Ostałowska, Wydawnictwo Czarne.
3. Lalki w ogniu, Paulina Wilk, Wydawnictwo Carta Blanca.
4. Miedzianka. Historia znikania, Filip Springer, Wydawnictwo Czarne.

Ostatnia z wymienionych książek została nominowana także do Nagrody Literackiej Gdynia w kategorii eseistyka.

Spośród wymienionych pozycji przeczytałem trzy. Do "Domu żółwia" zniechęciła mnie reklama w Gazecie Wyborczej. Jak przeczytałem o wątku polskim na Zanzibarze, to pomyślałem sobie, że mamy kolejną wspaniałą historię z cyklu "słoń a sprawa polska". Choć wiele dobrego przeczytałem i usłyszałem o dziele Małgorzaty Szejnert, którą niezmiernie cenię jako autorkę reportaży, to jednak jej książka nadal znajduje się na dalekim miejscyu na mojej liście lektur.

Recenzje "Farb wodnych" i "Lalek w ogniu" napisałem na początku kwietnia. Bardzo chciałbym zobaczyć reportaż Lidii Ostałowskiej w gronie 7 finałowych książek, bo choć temat rozdzierania wspomnień do zagładzie jest trudny, to został znakomicie opisany. Z kolei opowieść o Indiach mnie rozczarowała i z dużym dystansem podchodzę do przyznanego wyróżnienia.

"Miedzianka" zbiera wszystkie możliwe nominacje, co mnie zaskakuje. Planuję napisać recenzję debiutanckiej książki Filipa Springera już od marca, ale mój egzemplarz krąży po kraju. Zaległości nadrobię w przyszłym tygodniu.

Głubinka

rbuciak

źródło: Wydawnictwo sic!Jutro we Wrzeniu Świata odbędzie się spotkanie autorskie z Bartoszem Jastrzębskim i Jędrzejem Morawieckim na temat ich najnowszej książki o Rosji pt "Krasnojarsk zero". Tymczasem przeczytałem zeszłoroczne dzieło drugiego z autorów. Wrocławianin napisał książkę o prowincjonalnej Polsce i nadał jej tytuł zrozumiały przede wszystkim przez Rosjan. "Głubinka" to po ichniemu właśnie prowincja.

Zbiór reportaży składa się z 16 tekstów, choć w rzeczywistości jest 12 opowieści. Cykl o Nieszawie składa się trzech części, osobnych rozdziałów, a o kaowcach z dwóch. Publikację uzupełnia ogólnikowy wstęp. Cała książka ma 230 stron i zawiera kilkanaście czarno-białych zdjęć ilustrujących niektóre z reportaży. Zaraz za spisem treści znajduje się schematyczny, nieco ironiczny rysunek pokazujący położenie "Głubinki" na tle Dolnego Śląska. Cała publikacja sprawia wrażenie pospiesznego, tradycyjnego sposobu wydawania i odbiega in minus od poziomu prezentowanego przez dominujące oficyny.

Wiele z reportaży opisuje akcje prowadzone przez kościół katolicki, gdyż pierwotnie były publikowane w Tygodniku Powszechnym. Poza tym autor opisuje między innymi sprawę morderstwa 7-letniej Grażynki z Wałbrzycha, młodzieży ze Szprotawy, Barda czy podwrocławskich wsi. Reportaże zostały napisane pod koniec XX wieku i na początku XXI wieku. Dziwi trochę ich wydanie dopiero w 2011 roku, gdyż część z nich zdążyła się zdezaktualizować. Obecnie żyjemy w nieco innych realiach i na prowincji, szczególnie na Dolnym Śląsku, bieda nie ciśnie się tak mocno w oczy. W małych miastach powstały na nowo małe fabryki, powstało sporo lokali gastronomicznych, rolnicy dostają dopłaty z Unii Europejskiej, a wielu młodych ludzi wyjechało za granicę do pracy. Nie jest już tak ciężko i przygnębiająco, jak to zostało opisane.

Jędrzej Morawiecki bardzo dobrze dobiera tematy swoich reportaży. Bursa katolicka w Szczecinku czy akcja Adopcja Serca to przykłady trafnie sformułowanych celów pisania. Nie za wąskie, nie za szerokie, z widocznymi bohaterami głównymi i drugoplanowymi. Niestety dużo gorzej wypada realizacja tematów. Autor ma problemy z odrzucaniem informacji, które są mało potrzebne dla ogólnego obrazu przedstawianego tematu. W konsekwencji w reportażach pojawia się zbyt duża liczba bohaterów. Opowieści o nich są krótkie, często zaledwie na pół strony, bez wyraźnie zarysowanej głębi. Zamiast czytać o kilkunastu mieszkańcach Barki, wolałbym poznać historię trzech, ale za to dokładniej, wyraźniej, bliżej. Niestety Jędrzej Morawiecki ma spore problemy z dobraniem właściwych tytułów swoich reportaży. Jedne są zbyt banalne np. "Wałbrzych", inne nie mówią nic, np. "Jest sympatycznie" i aby dowiedzieć się czego dotyczą, to trzeba przewertować tomik i przeczytać początek opowieści.

Chciałbym już zakończyć żale nad książką, ale nie mogę. Widzę spore niedociągnięcia w zakresie tworzenia opisów miejsc i sytuacji. Autor nie skupia się na szczegółach, nie podaje rysów twarzy, kolorów włosów czy ubrania swoich bohaterów. Trudno sobie wyobrazić, jak wyglądają opisywane osoby. Niestety przez nie najlepsze ujęcie tematów trudno się "Głubinkę" czyta bez plastycznego wyobrażenia postaci i choć byłem wyspany w trakcie czytania, to zasypiałem nad tekstem.

Nie wiem komu polecić tę książkę. Miłośnikom Dolnego Śląska, potrzebującym znaleźć powód do depresji, zagorzałym katolikom? Może każdej z tych grup po trochu. Każdy może znaleźć w "Głubince" coś dla siebie, ale to jeszcze nie powód, aby spędzić nad lekturą kilka godzin. Moja ocena: 2,5/5.

Taxi - opowieści z kursów po Kairze

rbuciak

źródło: Wydawnictwo KarakterOd wydania "Taxi" po polsku minął ponad rok. Wtedy był okres gorących wydarzeń politycznych i społecznych w Egipcie i innych krajach arabskich. Wrzawa medialna nad rewolucją ucichła a zwykłe życie kairskiej stolicy trwa dalej. Z tej przyczyny, pomimo powoli wprowadzanych zmian, ogólne przesłanie wywiadów z taksówkarzami pozostanie prawdziwe jeszcze przez wiele lat.

Chalid Al-Chamisi spisał swoje rozmowy z wykonawcami jednej profesji w latach 2005-2006, czyli kilka lat przed arabską rewolucją. Cała książką mająca 250 stron składa się z 58 krótkich rozmów wraz z szerokimi komentarzami autora. Niektóre zapisy zajmują zaledwie jedną stronę tekstu, najdłuższe mają ich dziesięć. Rzadko się zdarza, aby książka napisana została w dwóch językach, a tu dialogi prowadzone są po egipsku, zaś komentarze w literackim arabskim. Oczywiście przekład jest całkowicie po polsku, choć wprawny tłumacz zachował różnice w stylu pomiędzy oboma częściami tekstu. Podział książki na krótkie fragmenty ułatwia czytanie w środkach komunikacji. Nie ma problemu, aby przerwać poznawanie Kairu po dowolnym fragmencie, bo każda z opowieści jest osobną cegłą w murze.

Taksówkarze ze stolicy Egiptu mówią o najróżniejszych sprawach. Dowiadujemy się o realiach sceny politycznej krajów arabskich, problemach osobistych natury ekonomicznej, zdrowotnej czy obyczajowej, poznajemy tamtejsze podejście do dzieci i wiele innych tematów. Przekrojowy charakter sprawia, że można poznać Egipt z wielu różnych stron, choć informacje przekazują osoby trudniące się jednym zawodem. Niektóre wypowiedzi w "Taxi" można śmiało uznać za głupie czy radykalne. Inne bywają prorocze, bo w końcu do rewolucji doszło, a są też wypowiedzi rozbrajająco skłaniające do myślenia. Warto przeczytać książkę egipskiego dziennikarza choćby dla wywiadu z osobą, która dzieli amerykanów na grupy tak, jak to oni mają w zwyczaju robić z innymi.

Nie wszystko mi się w książce podoba. Zdarza się autorowi oceniać wypowiedzi swoich rozmówców w sposób przekraczający granicę bezstronności. Poza tym trudno doszukać się klucza w kolejności tekstów. Niestety te najlepsze są na początku, przez co ma się odczucie lotu opadającego. Trudno też zrozumieć treść książki bez głębszej znajomości miasta. Licznie występujące toponimy to nie wszystko. Brak szerszych opisów, poza pojawiającą się stale zakorkowaną główną arterią, utrudnia wyobrażenie sobie Kairu, jeśli się tam nigdy nie było.

Nie dziwię się, że "Taxi" sprzedało się w kraju autora w gigantycznym nakładzie. Trudno trafić na książkę, która tak trafnie oddałaby nastroje ulicy i narastający gniew przeciw aroganckiej władzy w przededniu rewolucji. Nie jest to szczyt literatury faktu, ale na pewno książka warta polecenia i przeczytania, jeśli chce się zrozumieć współczesny świat. Moja ocena: 4/5.

Cygan to cygan - czytanie przedwznowieniowe

rbuciak

źródło: Wydawnictwo CzarneMajowy program spotkań we Wrzeniu Świata kłuje w oczy bogactwem. Chciałoby się przyjść na większość zapowiadanych wydarzeń, ale z powodu wyjazdów się nie da. Zaplanowałem sobie w tym miesiącu trzy wizyty w ulubionej kawiarni-księgarni. Pierwsza miała miejsce dziś, w czasie której Danuta Stenka czytała fragment książki "Cygan to Cygan".

Tym razem sala była pełna. Słów czytanych przez aktorkę słuchało około 50 osób, co uważam za pozytywny przejaw zainteresowania kulturą. Na sali obecna była też autorka reportaży Lidia Ostałowska. Spotkanie prowadził współzałożyciel księgarni Wojciech Tochman. Zapytał on na wstępie koleżankę po fachu, której dzieło było czytane, o różnice pomiędzy wydaniem sprzed lat a obecnym. Lidia Ostałowska dodała posłowie, gdyż w ostatnim czasie nastąpiły ważne dla bohaterów zmiany na politycznych szczytach. Po otwarciu granic w Europie znaczna liczba Romów wyemigrowała do Włoch i Francji, przez co problem ich biedy się umiędzynarodowił.

Podczas spotkania wybitna aktorka przeczytała wzruszającą i wielowątkową opowieść o węgierskich Romach. Początkowo poznajemy składającą się z rozwalających bud wioskę nieopodal Pecsu zamieszkałą przez Romów z różnych klanów i rozgrywającą się tamże romantyczną historię. W dalszej części tekstu przeskakujemy z wątku w wątek, od miasta do miasta, aby na koniec trafić z powrotem do tej samej wsi po latach. Bogatą, przekazywaną ustnie kulturę ostatnich nomadów Europy poznajemy, gdyż autorka książki nie skupia się na ocenianiu faktów, ale opisuje wydarzenia. Zastosowanie tego zabiegu literackiego, jakże istotnego w reportażu, powoduje, że nie da się odczuć niechęci do mniejszości etnicznej, pomimo kradzieży, pijaństwa, niezdolności do otaczania się wytworami materialnymi. Opisy tradycyjnych zawodów, czy ceremoniału pogrzebowego mieszają się w treści z brutalnym traktowaniem przez policję i niechęcią urzędników. Bardzo się cieszę, że Lidii Ostałowskiej udało się nie popaść w żadną ze skrajności. Nie ma ani zachwytu nad Romami ani pogardy dla nich. Po prostu toczy się życie, obok nas i reporterka je opisała. Opisała barwnie, przejmująco, realistycznie, zachęcająco, prawdziwie. Bardzo sobie cenię styl pisania dziennikarki, oszczędny w słowa, ale niezmiernie bogaty w treść. Niestety muszę przyznać, że autorka nie weryfikuje niektórych faktów. Trzeba uważać podczas czytania, bo występujące w treści liczby potrafią się znacznie różnić od oficjalnie podawanych.

Ponad godzinna przyjemność słuchania znakomitego reportażu zakończyła się długimi na minutę brawami, co nieczęsto się zdarza. Myślę, że wznowienie wspaniałej lektury trafi w moje ręce i szybko się z nim uporam, do czego zachęcam też innych.

Prowadzący umarłych

rbuciak

źródło: Wydawnictwo CzarneNie przypuszczałem, że dzisiaj opublikuję kolejną recenzję książki nominowanej do Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego. Myślałem, że przeczytanie "Prowadzącego umarłych" zajmie mi prawie tydzień. Jednak te 370 stron było tak wciągające, że skończyłem przygodę z Chinami po niecałych dwóch dniach.

Książka Yiwu (imię) Liao (nazwisko) składa się z 27 wywiadów przeprowadzonych na przestrzeni ostatnich 20 lat z najczęściej biednymi, pogardzanymi, niewygodnymi dla władz mieszkańcami Państwa Środka, a dokładniej prowincji Syczuan. Należą oni do kilku grup ludzi - przedstawiciele mało prestiżowych zawodów (np. kierownik szaletu publicznego, uliczni grajkowie), pospolici przestępcy (np. handlarz kobietami), szeregowi komuniści (np. były czerwonogwardzista), dysydenci polityczni (np. opat buddyjskiego klasztoru). Szkoda, że cały zbiór nie jest poszeregowany takimi grupami. Mam wątpliwości, czy aby wszystkie historie są do końca prawdziwe. Szczególnie opowieści przestępców wydają się mitomańskie. Nie do końca też wszyscy reprezentują niziny społeczne. Kilku miało w rękach realną władzę lub otrzymywało nagrody od władz. Przez to obraz jest nawet pełniejszy niż zawarty w tytule.

Chiny przedstawione w książce mają jedno dominujące oblicze. Panuje wszechwładna, totalitarna, skorumpowana, mafijna władza uciskająca obywateli. Stworzone zostało państwo terroru, w którym więcej wart jest wizerunek u przełożonego niż ludzkie życie. Aparatczycy torturują zatrzymanych w celu wymuszenia obciążających, choć niekoniecznie prawdziwych, zeznań. Opowieści z więzień są dramatyczne. Liczne, wymyślne sposoby katowania pokazują prawdziwe oblicze nie tylko Chin, ale także systemów totalitarnych w ogóle. Warto przeczytać reportaże dla tych ogólnych prawd, ale także odmienności chińskiego myślenia, która wcale nie jest tak duża jak niektórzy wskazują. Jest w Państwie Środka miejsce na indywidualizm i rockową muzykę.

Większość rozmówców dysydenckiego dziennikarza to osoby w podeszłym wieku, które nie boją się mówić prawdy prosto w oczy. Opowiadają bez ogródek co myślą i czują, bo blisko im do śmierci. Cały tekst jest utrzymany w formie dialogu, luźnej opowieści z licznymi dygresjami, w której autor książki nie boi się wypowiedzieć swojego zdania. Szczególnie cenne wydają się opowieści intelektualistów, którzy nękani są przez władzę za samodzielne myślenie i domaganie się praw człowieka. Liao Yiwu pokazał też przemiany, jakie zaszły przez ostatnie 60 lat w najludniejszym kraju świata. Brutalny prawicowy porządek istniał przed komunistyczną rewolucją. Idiotyczne pomysły Przewodniczącego Mao realizowane przez zniewolone tłumy zaprowadziły kraj do masowego głodu oraz zniszczenia kultury. Wreszcie upragnione zluzowane pęt pod koniec lat 70-tych i zatracenie się ludzi we współczesnym konsumpcjonizmie. Opowieści o Chinach są fascynujące i wciągające, aż chce się odwiedzić ocalone buddyjskie zabytki i wysłuchać miejscowej muzyki ludowej.

W książce widzę jeszcze dwa niewielkie problemy edycyjne. Brakowało mi mapy kraju, więc czytałem "Prowadzącego umarłych" nad atlasem, czego nie byłbym w stanie zrobić w autobusie. Po drugie, niezrozumiałe jest dla mnie podawanie w polskim wydaniu cen w juanach i dolarach. Można było spokojnie podać ceny w złotych zamiast w walucie amerykańskiej. Przeliczenia są proste: dwa juany to jeden złoty. Pomimo tych drobnych zarzutów uważam książkę Liao Yiwu za bardzo ważną, pokazującą z innej, prawdziwszej strony najludniejszy i przez to jeden z najważniejszych krajów świata. To mój faworyt do Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego. Moja ocena: 4,5/5.

Po Syberii

rbuciak

źródło: Wydawnictwo CzarneZabrałem się intensywnie za czytanie książek nominowanych w tym roku do Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego. Mam nadzieję, że w maju napiszę recenzję trzech reportaży, które znalazły się w gronie finalistów. Zacznę od podróży Anglika na wschód.

Colin Thubron odbył swoją podróż "Po Syberii" w latach 90-tych XX wieku, w czasach swobody okresu Jelcyna. Z jednej strony pozwoliło to autorowi na dotarcie do wielu miejsc wcześniej niedostępnych, z drugiej zaś zobaczył obraz rozpadu państwa i systemu. Cała podróż zajęła autorowi około pół roku. Rozpoczął ją latem w Jekaterynburgu, zaś skończył zimą w Magadanie. Trzeba przyznać, że przygotował się do wyprawy porządnie, bo odwiedził wiele miejsc, o których czytał wcześniej. Jednakże dysponując znacznymi środkami finansowymi pozwalał sobie na odstępstwa od wcześniej założonych planów. Panujący ogólny porządek jest mocną stroną książki. Ponadto już na początku czytelnik widzi trasę wyprawy na mapie, przez co trudno się zgubić podczas czytania, będąc w pociągu czy w autobusie.

Dobór miejsc, które postanowił odwiedzić Anglik wygląda dość sztampowo. Mamy całą serię spotkań z wyznawcami różnych religii, od szamanizmu Jakutów i Tuwińców przez buddystów w Buriacji i żydów z Birobidżanu do muzeum Lenina i cerkwi prawosławnych. Colin Thubron stara się spędzić trochę czasu w miastach i wsiach. Pożyć chwilę z miejscowymi ludźmi. Poza tym odwiedza miejsca kaźni - rodziny carskiej czy kopalnię uranu na Kołymie oraz ekscentrycznych naukowców. Spośród tej swoistej, syberyjskiej normalności wybija się podróż statkiem w dół Jeniseju, która sama w sobie mogłaby być osobną książką.

Niestety autor wyróżniał się na tle miejscowej ludności wyglądem, zachowaniem i językiem. Kokietując rozmówców kontaktem ze zgniłym zachodem zamknął sobie możliwość rozmowy jak równy z równym. Przed dystans mentalny i kulturowy jaki dzieli Anglika od mieszkańców Syberii mocno tracą dialogi. Przed dziennikarzem otwierają się jedynie ludzie wykształceni, religijni oraz przedstawiciele samych nizin społecznych, np. bezdomni. Trudno w książce znaleźć bohaterów z klasy niższych i średnich, bo ci głównie wyciągają pieniądze po wódkę lub popisują się przed gościem z zagranicy. Z tekstu wynika, że autor czasami się boi takich spotkań. W konsekwencji spora część społeczeństwa pozostaje dla niego tajemnicą.

Colin Thubron nadrabia niedosyt dialogów przez liczne, często długie opisy przyrody, miast, odwiedzanych muzeów i świątyń. Nie wszyscy lubią taki styl pisania, choć ja mam do opisów stosunek wymagający. Jeśli opisywać miejsca, to tylko dobrze. Książka "Po Syberii" pozwala czytelnikowi przenieść się w wyobraźni w inną część świata. Opowieści o padającym śniegu czy rozwalających się drewnianych chatach należą do najbardziej udanych. Reportaż zawiera także sporo wątków historycznych, związanych z podbojem regionu przez carską Rosję. To skupienie sporej części uwagi na przeszłości jest cechą, która może zachęcić do czytania lub odrzucić od pragnienia poznania zawartości publikacji. Przyznam, że wolę czytać o współczesności niż o ruinach nadgranicznego fortu nad Amurem.

Cenię sobie wysoko styl autora, ale nie wiem na ile nie został on zmarnowany przez tłumaczkę. Niestety jakość przekładu nie jest najlepsza. Zdarzają się (rzadko) zdania niezrozumiałe, jakby pozostawione w czystym przekładzie bez poprawienia gramatyki, płynności słów lub sensu zdania.

Jeśli interesuje was dziki wschód, to na pewno warto książkę przeczytać. Pozostali też nie powinni się przy niej nudzić. Spojrzenie Colina Thubrona na Syberię jest interesujące i warte poznania, jednak do wielkich dzieł literatury trochę "Po Syberii" brakuje. Moja ocena: 3,5/5.

III Warszawskie Targi Książki

rbuciak

Warszawskie Targi Książki - logoJuż za tydzień, w dniach od 10 do 13 maja odbędą się w Pałacu Kultury i Nauki III Warszawskie Targi Książki. Zachęcam do wybrania się po dostępne w przyjaznych dla kieszeni cenach publikacje. Obecnych na imprezie będzie kilkaset wydawnictw krajowych i zagranicznych. Na targach będzie można porozmawiać z autorami i otrzymać od nich autografy.

Dla miłośników reportażu najbardziej interesująco wygląda piątkowe popołudnie 11 maja.  O godzinie 16:00 w Sali Mikołajskiej odbędzie się dyskusja panelowa pt. "Potrzeba nieustannego dziwienia się" z udziałem wszystkich finalistów Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego. Przyjadą zatem: Francisco Goldman, Yiwu Liao, Colin Thubron, Raja Shehadeh i Filip Springer. Tego dnia ogłoszony zostanie tegoroczny laureat nagrody, ale nie wiem, czy odbędzie się to w trakcie dyskusji.

Z kolei w sobotę 12 lutego przez cały dzień w Sali Goethego będą się odbywać spotkania z wyróżnionymi autorami oraz panel dyskusyjny tłumaczy. Pozwalam sobie przekopiować program spotkań ze strony targów:

10.00-11:30 - Filip Springer - spotkanie prowadzi Michał Nogaś
11:30-13:00 - Panel pt. „Potęga i niemoc - tłumacz wobec tekstu i rynku". W dyskusji, którą poprowadzi Justyna Czechowska ze Stowarzyszenia Tłumaczy Literatury, udział wezmą: Marta Bręgiel-Benedyk, Dorota Kozińska, Agnieszka Nowakowska, Anna Sak, Agnieszka Pokojska i Anders Bodegård.
13:00-14:30 - Raja Shehadeh - spotkanie prowadzi Paulina Wilk
14:30-16:00 - Colin Thubron - spotkanie prowadzi Bartosz Węglarczyk
16:00-17:30 - Liao Yiwu - spotkanie otworzy Adam Michnik, prowadzenie Iwona Smolka
17:30-19:00 - Francisco Goldman - spotkanie prowadzi Roman Kurkiewicz
– zaprasza organizator Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego za reportaż literacki – Miasto Stołeczne Warszawa i „Gazeta Wyborcza”

Autorów reportaży będzie można spotkać także na stoiskach wydawców, gdzie będą podpisywać swoje dzieła. Wraz z Wydawnictwem Czarne będą przebywać:

11 maja (piątek)
16:00-16:45 - Jerzy Haszczyński, Mój brat obalił dyktatora
17:00-18:00 - Filip Springer, Miedzianka. Historia znikania i Źle urodzone. Reportaże o architekturze PRL
12 maja (sobota)
11:00-11:45 - Stanisław Łubieński, Pirat stepowy
12:00-13:00 - Katarzyna Surmiak-Domańska, Mokradełko
14:00-15:30 - Jacek Hugo-Bader, Dzienniki kołymskie i inne książki
16:00-16:45 - Ewa Winnicka, Londyńczycy
17:00-17:45 - Lidia Ostałowska, Farby wodne
13 maja (niedziela)
10:00-10:45 - Henryk Grynberg, Monolog polsko-żydowski
12:00-13:15 - Andrzej Stasiuk, Grochów i inne książki
13:30-14:30 - Krzysztof Varga, Trociny i inne książki
14:30-15:15 - Aleksander Kaczorowski, Ballada o kapciach

Na stoisku Wydawnictwa Agora spotkacie:

12 maja (sobota)
11:30-12:00 - Filip Springer, Miedzianka. Historia znikania
13:00-14:00 - Colin Thubron i Dorota Kozińska, Po Syberii
15:00-16:00 - Liao Yiwu i Agnieszka Pokojska, Prowadzący umarłych.
Opowieści prawdziwe. Chiny z perspektywy nizin społecznych

16:00-17:00 - Francisco Goldman, Sztuka politycznego morderstwa, czyli kto
zabił biskupa

13 maja (niedziela)
14:00 - Mariusz Szczygieł, Laska Nebeska i inne książki

Na stoisku Wydawnictwa Świat Książki będzie gościć:

12 maja (sobota)
12:00 - Hanna Krall, Biała Maria i inne książki

Z kolei na stoisku Wydawnictwa Carta Blanca książki będzie podpisywać:

13 maja (niedziela)
12:00-13:00 - Paulina Wilk, Lalki w ogniu

Niestety mnie na targach nie będzie, bo w tym czasie uczestniczę w konferencji za granicą. Jednakże pilnie będę śledził doniesienia z targów.

Wojna nie ma w sobie nic z kobiety

rbuciak

źródło: Wydawnictwo CzarneWielkimi krokami zbliżają się Warszawskie Targi Książki, podczas których zostanie ogłoszony laureat tegorocznej edycji Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego. Tymczasem zapraszam do przeczytania o zeszłorocznej zwyciężczyni.

"Wojna nie ma w sobie nic z kobiety" to lektura niezwykła. Sam pomysł, aby opowiedzieć o wojnie za pośrednictwem kobiet walczących i pomagających na froncie, jest niezwykły. Płeć piękna nie patrzy na wojnę z punktu widzenia historyka, ale zwykłego, pojedynczego, indywidualnego człowieka. Jeszcze większy budzi podziw, że książkę udało się napisać w ZSRR, państwie totalitarnym. Z drugiej strony, to właśnie w Armii Czerwonej służyło milion kobiet.

Bardzo szeroki temat, jakim są kobiety w Armii Czerwonej podczas II wojny światowej, Swietłana Aleksijewicz opracowało niezwykle dokładnie i wyczerpująco. Z setek rozmów wybrała te najważniejsze ich fragmenty, przez co książka nie posiada fragmentów słabych ani średnich. Cały czas czytelnik trzymany jest w napięciu, stanie najwyższej gotowości. Można po latach nie czytania otworzyć "Wojnę..." w dowolnym miejscu i znów zanurzyć się w głębi frontowego życia, a także zapłakać nad losem bohaterek.

Układ książki został przez autorkę dobrze przemyślany i uporządkowany z ogromnego zbioru posiadanych materiałów. Każdy rozdział to inna sfera życia - powołanie na front, walka, śmierć, sen, miłość. Czytelnik przechodzi przez wszystkie obszary po kolei i zastanawia się, co będzie w następnej części. Dzięki temu trudno się od lektury oderwać.

Prawie cała książka składa się z opowieści kobiet, które przy kuchennym stole opowiadają młodej wówczas słuchaczce swoje losy. Bohaterkami wywiadów są nie tylko kucharki i sanitariuszki, ale także czołgistki czy pilotki myśliwców. Opowieści są zazwyczaj krótkie, na pół strony, jedną stronę, czasem dłuższe. Opisują czas wojny widziany oczami człowieka. Wiele jest w książce miejsca na krew, brud, wszy, rannych i wielką chęć normalnego życia, które nie może się realizować. Znaczną część opisów można określić jako naturalistyczną, związaną z brutalnym realizmem wojny. Wydawać by się mogło, że dominować będą historie smutne i bolesne. Jednakże odniosłem głównie wrażenia wzruszenia, a niektóre fragmenty są wręcz śmieszne lub romantyczne. Jednym z ważniejszych opisanych wątków jest powojenny stosunek do kobiet, które walczyły w szeregach Armii Czerwonej. Tragizm ich sytuacji wzmaga tylko ważność książki Swietłany Aleksijewicz.

Te 350 stron napisanych przez białoruską dziennikarkę powinien przeczytać każdy. Nie dziwi mnie wcale, że autorkę zgłoszono do Literackiej Nagrody Nobla, że otrzymuje stale wyróżnienia za swoją twórczość na całym świecie. "Wojna..." zmusza do refleksji, czy naprawdę sami chcemy, aby to się kiedykolwiek jeszcze raz powtórzyło? Widząc wojnę z bliska zmieniamy swoje na nią poglądy na bardziej pacyfistyczne. Moja ocena: 5/5.

Zaginione białe plemiona

rbuciak

źródło: Wydawnictwo CzarneEuropejczycy wybierali się za ocean w poszukiwaniu szczęścia od czasów Eryka Rudego, a może i wcześniej. Wielu z podróżujących nie wracało z braku ochoty, pieniędzy, potrzeby, możliwości. Zostawali na obcej ziemi, gdzie gromadzili fortuny bądź po prostu walczyli o życie. Do tych, co nie wygrali lepszego losu postanowił dotrzeć Riccardo Orizio.

Temat książki jest bardzo szeroki. "Zaginionych białych plemion" żyje na świecie dziesiątki, o ile nie setki. Publikacja nie mogła objąć wszystkich potomków białych kolonizatorów. Autor opisał sześć plemion na czterech kontynentach. Ich wybór nie należy do przypadkowych, raczej rozwinięte zostały wątki sygnalizowane na lekcjach historii, jak choćby Polacy na Haiti czy Konfederaci w Brazylii. Szkoda, że Riccardo Orizio nie pokusił się o zaprezentowanie czytelnikom większej liczby zaginionych plemion, aby wyczerpać możliwe typy przypadków ginięcia.

Co w takim razie znajduje się na ponad 300 stronach książki? Oprócz sedna w postaci rozwikływania historii docierania do miejsc osiedlenia i współczesnych sposobów życia członków plemion, czytelnik znajdzie nie związane z tematem przekomarzania się kombinujących przewodników z dającym się oskubać z gotówki dziennikarzem. Jeśli z jednej strony przyjemnie czyta się wywiady z przywódcami Basterów z Namibii lub dialogi autora z Tony Wedemeyerem z Jamajki, to czytanie wynurzeń haitańskiego pseudo-pilota denerwuje. Jeśli chcesz się dowiedzieć czegoś na temat Polaków z Haiti, to najlepiej od razu przekartkuj pół rozdziału.

Nie lubię nie chronologicznego układu tekstu. Reporterzy go nadużywają, przez co zamiast opowieść trafiać do prosto do głowy, to trzeba najpierw pozbierać wiadomości w logiczną całość. "Zaginione białe plemiona" także wyglądają jakby autorowi przez pokój przeszedł huragan i pisarz pozbierał nieponumerowane kartki w całość z przypadkową kolejnością.

Mimo wszystko książka posiada dwie istotne dla mnie cechy ułatwiające poruszanie się po omawianym temacie. Każdy rozdział poprzedza mapa z zaznaczonymi miejscami opisywanymi w tekście. Bez problemów czytałem książkę w autobusie. Po drugie, niektóre podrozdziały zawierają tabele z interesującymi informacjami, jak na przykład XVII-wieczny spis głównych żywicieli rodzin na Cejlonie według narodowości. Z drugiej strony o Matignonach z Gwadelupy dowiedziałem się niewiele więcej niż to, że istnieją. Pomimo poważnych wad kilku interesujących historii, poszerzających horyzont widzenia, można się z książki włoskiego pisarza dowiedzieć. Szkoda, że esencja nie została wyciśnięta, dlatego polecam przeczytać jedynie fragmenty, jedynie zainteresowanym historią odkryć geograficznych. Moja ocena: 2,5/5.

Gulasz z turula

rbuciak

źródło: Wydawnictwo CzarneKilka dni temu ukazała się najnowsza książką Krzysztofa Vargi nosząca tytuł "Trociny". Tymczasem postanowiłem zrecenzować najczęściej nagradzaną pozycję mokotowskiego autora. Zapraszam do podróży kulinarno-kulturalnej po Węgrzech zapisanej w "Gulaszu z turula".

Już tytuły rozdziałów wzbudzają wesołość. Zestawienie potraw narodowych z bohaterami w formie składników uważam za genialny zabieg stylistyczny i artystyczny. Groteskowy humor przewija się od pierwszej do ostatniej strony. Krzysztof Varga z dobrodusznością, ale równocześnie bez skrupułów rozprawia się z mitami budującymi narodowość Węgrów. Pokazuje odmienność narodu w sposób prawdziwy. Tam gdzie wypada zganić nie unika słów krytyki, choć zamienia je w żart lub nie komentuje. Pochwał wydaje się z pozoru mniej, ale trudno przeoczyć opowieści o winie, puszcie czy szachach. Wyważenie powoduje, że obraz kraju nad Dunajem wygląda prawdziwie. Z jednej strony lekko romantycznie, a z drugiej perwersyjnie przez uwielbienie autora dla barów z czasów komunistycznych.

Książki nie da się ściśle przypisać do gatunku reportażu, jest raczej przewodnikiem kulturowym. Taki styl pisania pasuje do założonego celu przybliżenia Polakom ich bratanków zza Karpat. Cała treść składa się z krótszych i dłuższych, bardziej osobistych i generalnych, współczesnych i historycznych anegdot. Krzysztof Varga zwraca uwagę na zwykłe sprawy, które rzadko trafiają na strony autorów ukształtowanych w polskich realiach edukacji kulturalnej. Czytelnik może poczytać o liniach tramwajowych i trolejbusowych jeżdżących po Budapeszcie, o zestawie ulic znajdujących się każdym mieście, gadżetach z mapą Królestwa Węgier. Nie ma tu nachalnego, przesadnego historycyzmu, choć wraz z autorem odwiedzamy muzea oraz miejsca pamięci. "Gulasz z turula" jest napisany językiem lekkim, kawiarnianym.

Moja największa uwaga do książki dotyczy, a jakże, braku mapy. W treści pojawia się tak dużo toponimów, że bez planu Budapesztu i schematu Basenu Panońskiego trudno się poruszać mentalnie za autorem. Dla mnie nie jest problemem umiejscowienie Komarom, Pecsu czy Aradu, ale mniejsze miejscowości chciałbym zlokalizować bez pomocy atlasu. Co do innych krytycznych spostrzeżeń, to mogę jeszcze wymienić nie do końca zrozumiały podział na rozdziały. Jest ich tyle, ile śmiesznych potraw udało się wymyślić, czy podział ma głębszy sens?

Przed wyjazdem na Węgry "Gularz z turula" to lektura niemal obowiązkowa. Podróżowanie bez przewodnika Krzysztofa Vargi może wyglądać jak błądzenie we mgle. Nawet jak nie jedziemy zwiedzać Budapesztu i okolic, to warto przeczytać książkę, aby poznać inną, choć nie tak odległą geograficznie i mentalnie kulturę. Moja ocena: 4,5/5.

© Statystycznie głównie reportaże
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci