Menu

Statystycznie głównie reportaże

Prawdopodobnie najdłużej działający i najbogatszy w recenzje polski blog literacki o reportażach i czasami innych książkach.

Kultura miejska w Polsce

rbuciak

źródło: Narodowe Centrum KulturyOprócz czytania reportaży i literatury specjalistycznej sięgam także po pozycje mniej codzienne. Moje zainteresowanie Polską lokalną wypatrzyło w jednym z dokumentów, który trafił na moje biurko, dwa raporty o stanie kultury w Polsce na podstawie badań socjologicznych. Pierwszy dotyczy dużych i średnich miast, zaś drugi wsi i małych miast. Najpierw zrecenzuję raport, który powstał jako pierwszy.

Raport o kulturze miejskiej składa się z 7 artykułów napisanych przez 9 naukowców oraz uwag końcowych i aneksu metodycznego. Książka ma 200 stron i przedstawia stan instytucji kultury oraz nastawienie mieszkańców do otaczającej oferty kulturalnej. Poszczególne artykuły prezentują: tożsamość kulturową, świadomość kulturową, gust estetyczny, aktywność kulturalną oraz działalność i wizerunek instytucji kultury. Nie studiowałem nauk społecznych, więc nie oceniam doboru tematów. Odniosę się za to do stosowanego przez naukowców języka, metodyki, ilustracji i wyników.

Stosowany przez socjologów język jest bardzo ogólnie mówiąc różny. Najlepiej pod tym względem wypada dr Tomasz Szlendak z UMK opisujący aktywność kulturalną. Stosowany przez niego język nie stroni ani od zabaw językowych wywołujących rozbawienie ani od pojęć naukowych. Tekst naukowca z Torunia czyta się bardzo płynnie i przyjemnie, pozostaje po nim w głowie dużo ciekawych spostrzeżeń, np. efekt "Amelii". Najgorzej czyta się rozdział "Świadomość kulturalna jako świadomość kulturowa" oraz uwagi końcowe. Niektóre zdania sprawiają dużą trudność w zrozumieniu, a zdanie z uwag końcowych, które ma pięć linijek tekstu i dwa dwukropki w środku wprowadziło mnie w konfuzję. Pozostałe rozdziały trzymają dobry poziom i są zrozumiałe.

Przyzwyczajony jestem do badań przyrodniczych, gdzie nie ma miejsca na szerokie rozważania na podstawie niewielkiej próby. Na podstawie przeprowadzonych przez socjologów badań bałbym się wyciągać jakiekolwiek wnioski poza bardzo ogólnymi, a już podawanie danych liczbowych uważam za wyraźne przekroczenie granic. Tak małe próby w silnie zróżnicowanej populacji cechują się przedziałami błędów przekraczającymi ich wartość i należy je traktować bardzo umownie. Dobrana próba rozmówców nie jest reprezentatywna, czego najlepszym przykładem jest często omawiane w badaniach zjawisko odcinania się od telewizji. Badania (str. 15) pokazują, że "heretycy" stanowią zaledwie 2-3% dorosłych mieszkańców Polski. Jak słusznie zauważa Jacek Nowiński w istniejących badaniach statystycznych instytucji kultury brakuje pewnych podziałów, które zaczęły być istotne w ostatnich latach (np. na działania artystyczne, rozrywkowe i edukacyjne). Brakuje także szerokich badań stosunku mieszkańców kraju do kultury. Oczywiście takie badania są bardzo drogie, stąd zanim się je przeprowadzi, to trzeba je dobrze przemyśleć, aby otrzymać istotne poznawczo rezultaty.

Książka zawiera kilkadziesiąt ilustracji najczęściej nie najlepiej dobranych, o czym we wstępnie jest powiedziane. Jedynie w artykule na temat "Gustu estetycznego" mają one znaczenie wykraczające poza dodanie walorów estetycznych samej publikacji. Artykuł na temat  świadomości kulturowej zawiera sporo wykresów, tabel a nawet grafy. Niestety są one mało czytelne, a przez to niezrozumiałe. Nie wiadomo czemu mają służyć zastosowane podziały, a o podawaniu wartości liczbowych pisałem powyżej.

Najważniejsze są uzyskane wyniki. Instytucje kultury jak to opisuje Jacek Nowiński stoją obecnie na rozdrożu - iść w stronę specjalizacji czy uniwersalizmu? Moim zdaniem za kilkanaście lat najlepiej będą sobie radzić te instytucje, które wybiorą drugą drogę i upodobnią się do centrów kultury w Niderlandach czy Szwecji. Mój czas odbiorcy jest ograniczony pracą, rodziną, zakupami itd., dlatego udając się do instytucji kultury chciałbym mieć możliwość skorzystania z szerokiej oferty w stosunkowo krótkim, dobrze zaplanowanym czasie. Powiedzmy, że mam dwie godziny, co odpowiada średniemu czasowi przebywania w centrum handlowym. W tym czasie współczesny młody człowiek może obejrzeć koncert jazzowy, wystawę ikon, slajdy z podróży do Patagonii, ulepić stroik świąteczny, posłuchać wierszy i wypić herbatę. Kwestia odpowiedniego urządzenia centrum kultury. Jeśli za każdą z aktywności zapłaci kilka złotych, to będzie w pełni usatysfakcjonowany. Uważam, że w dużych miastach kultura powinna być płatna, ale jeśli chce się przyciągnąć tłumy, to nie może ona kosztować np. 120 zł vide koncerty podczas trwającego Festiwalu Ludwiga van Beethovena. W największych miastach możliwa jest specjalizacja centrów kultury, ale z pewnością nie ograniczająca się do jednej czy dwóch dziedzin.

Autorzy opracowania przedstawili kilka interesujących zjawisk występujących we współczesnej polskiej kulturze miast, które chciałbym krótko skomentować.
1. Zestawienie "tradycyjna treść - nowoczesna forma" uważam na kreatywne, bo czyż nie zachwycamy się płytą "OjDADAna" Grzegorza Ciechowskiego lub polskim pawilonem - wycinanką na wystawę światową w Szanghaju?
2. Podział na kulturę wysoką i niską w miastach nadal widać i nie jestem przekonany, czy zamiera. Szkoda czasu na słabe produkty, czyli kulturę niską.
3. Powstały dzięki Internetowi liczne małe grupy miłośników, od latawców do Star Wars. Instytucje kultury powinny się starać przygarnąć je pod swoje skrzydła, choćby miało to odebrać im część blichtru i powagi.
4. Duża część kultury przenosi się do Internetu. Najczęściej odwiedzanym domem kultury jest YouTube, co w procesie ucieczki od kultury opartej na instytucjach nie zostało w raporcie wystarczająco dostrzeżone.
5. Imprezy, jako wydarzenia jednorazowe są z pewnością działaniami, od których należy odchodzić w kierunku pracy stałej. Bardzo w tym pomocne mogą być miniśrodowiska.
6. Problem aktywności wymuszonej dzieci i małej oferty dla osób starszych jest poza moimi wyobrażeniami, bo trudno mi się wcielić w osobę starszą a dla dzieci w Warszawie tak dużo się dzieje, że raczej trzeba pracować nad rodzicami, którzy przyprowadzą młodych uczestników na spotkania.
7. Edukacja to efekt zaniedbań sprzed lat. Wszystkie moje nauczycielki plastyki były stare, wredne i nierozumiejące młodzieży. Wraz ze wzrostem płac w oświacie mam nadzieję, że do szkół trafią lepsi nauczyciele przedmiotów artystycznych.
8. Sport to moim zdaniem kultura fizyczna i nie należy z nią walczyć, ale współdziałać. Orlik jako centrum kultury? Jestem za!
9. Pieniędzy zawsze jest za mało. Ważniejsze jest, jak są wydawane niż ile się ich na działalność dostaje. Zachęcałbym raczej do przekształceń instytucjonalnych i polepszenia oferty, gdyż tą drogą można pokazać, że kultura jest ważna. Ciągle biadolenie, że jest źle zniechęca odbiorców.

Podsumowując, nie ma sensu czytać całego opracowania. Lepiej przejrzeć poszczególne rozdziały i przeczytać z nich bardziej interesujące zagadnienia oraz podsumowania. Moja ocena: 3/5.

Cesarz Ameryki

rbuciak

źródło: Wydawnictwo CzarnePisanie reportaży historycznych jest trudniejsze niż zagłębianie się w detale współczesności. Nie da się porozmawiać z bohaterem, który żył w XIX wieku. Skromnie, w porównaniu z dzisiejszą mnogością, wyglądają przekazy pisane i fotograficzne. Jeśli na dodatek pragnie się opisać ludzi biednych, których dobytek ogranicza się do tego, co mają na sobie lub skromnej drewnianej chaty, to dochodzi kolejna trudna do przezwyciężenia trudność.

Martin Pollack, porwał się na niebanalne zadanie opowiedzenia kilku historii, o tym jak biedni galicyjscy chłopi starali się uciec przed brakiem życiowych perspektyw do wymarzonej krainy za oceanem. Austriak, z którym można bez problemów porozmawiać po polsku, jest pisarzem wybitnym, stąd i "Cesarz Ameryki" jest książką zachwycającą pod wieloma względami.

Rzadko zdarza mi się polubić książki, które nie zachowują ciągłości narracji. Rzadko mi się zdarza odczuwać silną potrzebę przeczytania ciągu dalszego opowieści. Oba te rzadkie dla mnie przeżycia wywołał Martin Pollack już po pierwszym rozdziale. Książka składa się z 26 rozdziałów, choć opowieści można policzyć na palcach obu rąk. Przetkane są jedne drugimi, więc skaczemy od procesu o nielegalne przekroczenie granicy austriacko-niemieckiej, który odbywa się w Oświęcimiu przez epidemię tyfusu w Bremie i Hamburgu do robotniczych dzielnic w Pensylwanii i tak w kółko. Zachwycił mnie dobór tematów. Mamy historie kryminalne, wyszukane w gazetach sprzed 130 lat, zwykłe opowieści emigrantów odkryte dzięki żyjącym w Ameryce potomkom, a także przytoczone są dane statystyczne z XIX-wiecznych publikacji urzędów. Opisywana na wielu stronach bieda wieloetnicznych Karpat Północnych uzmysławia postęp jaki miał miejsce w ciągu wieku wojen światowych. Jednakże dopiero sucha informacja, że średnia długość życia mężczyzny w Galicji wynosiła 27 lat odebrała mi głos. Dla porównania podam, że ta sama wartość dla Polski w 2010 roku wyniosła 72 lata. Wielka śmiertelność dzieci z powodu chorób i głodu, wysoka umieralność podczas licznych klęsk żywiołowych powodowały, że już 50-latków uważano za starców. Z drugiej strony dzietność też należała do bardzo wysokich.

Potrzeba wyżywienia rodziny u tych niemal w 100% niepiśmiennych chłopów skłaniała ich do podjęcia ryzykownej wyprawy do lepszego świata i oddania się w rynek handlarzy ludźmi wynajętymi przez armatorów statków transatlantyckich. Martin Pollack bez żadnej autocenzury wyraźnie podkreśla, że wśród obracających żywym towarem byli głównie żydzi. Niemoralne i sprzeczne z prawem usługi pozwoliły jednak wielu ludziom dostać się do innego świata. Skutki wyprawy były różne i wielka w tym zasługa autora, że pokazał przykłady zarówno poddania się niewolnictwu, trafienia w podobnie trudne warunki życiowe robotników fabrycznych, jak i sukcesu uwieńczonego niemal anarchiczną wolnością.

Pozycja Martina Pollacka zawiera liczne zdjęcia, przez co obraz najbiedniejszych regionów XIX-wiecznej Europy nabiera realnych kształtów. Na koniec łyżka dziegdziu dla wydawcy - w książkach opisujących wiele miejsc powinny być dobre mapy pod okładką, bo jak ich nie ma, to ograniczają mi możliwość czytania do domu. W "Cesarzu Ameryki" jest tylko mapa kolejowa Austro-Węgier, co zdecydowanie nie wystarcza.

"Cesarz Ameryki" to pierwsza książka autorstwa Martina Pollacka, którą przeczytałem. Zachęciła mnie na tyle, że mam ochotę na przeczytanie innych pozycji napisanych przez Austriaka.  Gorąco polecam książkę, bo znacznie rozszerza horyzonty i pokazuje, że żyjemy w bardzo przyjaznych samorealizowaniu się czasach. Moja ocena: 4,5/5.

Tournee Jacka Hugo-Badera po Polsce

rbuciak

Hugo-Bader 03.2012

 

Hugo-Bader 04.2012

Jak podaje Instytut Reportażu trwa właśnie tournee jednego z najchętniej czytanych polskich autorów reportaży. W ciągu miesiąca Jacek Hugo-Bader odwiedzi dziesięć województw i trzy miasta na Ukrainie, w których odbędzie prawie 50 spotkań autorskich. Brakowało mi mapy, która przedstawi podróż pisarza do miejsc spotkań z czytelnikami. Ów brak jak widać powyżej zapełniłem. Serdecznie polecam wszystkim udział w tych spotkaniach. Autor "Białej gorączki" lubi opowiadać o swoich podróżach i spotkaniach z nietypowymi, napotkanymi przez siebie osobami. Chętnie rozmawia też z czytelnikami.

Lalki w ogniu

rbuciak

źródło: Wydawnictwo Carta BlancaW październiku ubiegłego roku ukazała się debiutancka książka Pauliny Wilk, dziennikarki Rzeczpospolitej. Ta 250-stronnicowa opowieść o Indiach została dobrze przyjęta przez czytelników i z pewnością można ją uznać za sukces wydawniczy. Sama autorka czytała fragmenty książki na antenie Trójki, ale wcale mnie do przeczytania nie zachęciła. "Lalki w ogniu" pożyczyłem od przyjaciół i moje osobiste zdanie na temat tej pozycji odbiega od większości. Dlaczego? Wyjaśniam poniżej.

Mam problem z opisaniem, czym ta książka jest. Trudno ją nazwać literaturą podróżniczą, bo nie przedstawia podróży, zaś narrator przenosi się w czasie i przestrzeni co stronę lub dwie. Trudno też określić jako reportaż, bo zawiera wiele krótko tylko zarysowanych tematów. Chyba najtrafniej będzie powiedzieć, że "Lalki w ogniu" są przewodnikiem kulturowym po Indiach.

Zaletą książki jest jej uporządkowana struktura. Omówionych zostało 16 bardzo ogólnych tematów, takich jak jedzenie, handel, religia, literatura, miłość itd. Każdy z rozdziałów zawiera wiele przykładów opisujących specyfikę danego elementu kultury, wrażenia autorki i czasami także różnice regionalne. O ile pomysł na strukturę książki widać, to dużo gorzej przedstawia się treść. Każdy z przykładów, których w całym przewodniku doliczyć można się ponad stu, liczy sobie stronę lub dwie. Czytając miałem wrażenie, że ślizgam się po powierzchni, a autorka nie zabiera mnie w głąb opisywanych historii. Wiele interesujących miejsc czy zjawisk zostało jedynie zasygnalizowanych. Ze smutkiem nie przeczytałem opisu indyjskiej kuźni kadr intelektualnych, czyli uniwersytetu Śanti Niketam w Bengalu Zachodnim. Treść sprawia wrażenie zbioru ogólnikowej wiedzy o Indiach, którą każdy może posiąść jeśli tylko spędzi tam odpowiednio dużo czasu. Z 16 tematów najlepiej opisanym, i zajmującym najwięcej stron, jest "Najpierw ślub, miłość rośnie z czasem" o miłości oczywiście. Indyjskie mity miłosne, które zostały skrótowo przedstawione, rzeczywiście są czymś, co mnie zaciekawiło i zostało przez autorkę interesująco opisane. Inne zjawiska, np. transport publiczny, choć mają swój rozdział, to niewiele w mej pamięci pozostawiły poza opisami spoconych konduktorów. Dla czytelnika, który nie potrzebuje przygody intelektualnej i mało wie o drugim z najludniejszych krajów świata, "Lalki w ogniu" mogą być przyjemną lekturą. Jeśli jednak wasza wiedza wykracza ponad przeciętną, to z książki Pauliny Wilk niewiele się nowego, zaskakującego, odkrywczego dowiecie.

Od strony literackiej też nie można posądzać książki o bycie dziełem wybitnym. Trudno mi było uwierzyć, gdy przyjaciele pożyczając mi "Lalki w ogniu" mówili, że styl przypomina Krystynę Czubównę czytającą komentarze do filmów przyrodniczych. Ta niecodzienna, jakże negatywna opinia przy całym szacunku do pani Krystyny, najbardziej skłoniła mnie do pożyczenia i przeczytania książki. Im bardziej brnąłem w lekturę, tym dobitniej przekonywałem się, że opinia przyjaciół mieści w sobie sporo prawdy. Wpływa na to niezbyt bogate słownictwo i krótkie zdania, łączące się często w dłuższe przecinkami, spójnikami i myślnikami. Jeśli słyszeliście kiedyś o tabloidyzacji literatury, to ze względu na skrótowe omawianie tematów i krótkie zdania o niewyszukanym słownictwie, debiutancka książka Pauliny Wilk jest bardzo dobrym przykładem tego zjawiska.

"Lalki w ogniu" nie porwały mnie, choć czyta się je szybko. Łatwo przyszło, łatwo poszło. Do autobusu czy na wakacje się nadaje, ale zaczerpnąć przyjemność intelektualną trudno. Moja ocena: 2,5/5.

20 lat nowej Polski w reportażach

rbuciak

źródło: Wydawnictwo CzarnePierwszą recenzję wypada mi napisać o książce, która zapoczątkowała moją pasję. Wydany dwa i pół roku temu przez Wydawnictwo Czarne zbiór "20 lat nowej Polski w reportażach" jest moim zdaniem doskonałym wprowadzeniem do tematu naszej współczesności, choć może lepiej byłoby napisać wczoraj. Mariusz Szczygieł wybrał 27 wybitnych bądź bardzo dobrych utworów napisanych przez 24 autorów, które wcześniej ukazały się głównie w Dużym Formacie i Wysokich Obcasach.

Po co recenzować książkę, której kilkanaście, jak nie kilkadziesiąt recenzji można bez trudu znaleźć w Internecie, zaś wydawnictwo uznaje za niedostępną? Świat się zmienia, a Polska wraz nim. Niektóre tematy ostygły i wydają się historyczne, niektóre nie straciły nic z aktualności, inne pojawiły się po wydaniu książki. Opowieść o rodzeniu się kapitalizmu w "Jak Jadźka miała wstawić zęby" Mariusza Szczygła niewiele ma już wspólnego z tym, co widzimy za oknem. Za to problemy z kościołem i skrajną prawicą łączące się w "Lęku sprawiedliwych" Pawła Piotra Reszki wypłynęły na plan pierwszy w dzisiejszej debacie. Ze względu na czas powstania książki mało jest tematów omawiających środowiska istniejące dzięki Internetowi, bo ograniczenie się do omówienia skrajnego zjawiska pedofilii to jednak rzecz obecnie niewystarczająca.

Zebrane reportaże pokazują większość głośnych tematów społecznych, jakie pojawiły się w debacie publicznej. Niektóre z tematów, jeśli mnie pamięć nie myli, były wywołane przez zamieszczone w tomie reportaże. Mają więc one wymiar historyczny. Większość tekstów, co nie powinno dziwić, opisuje sprawy problemowe, smutne, kryminalne. Możemy przeczytać o kulisach słynnego morderstwa "Luiza wdowa idzie na Dług" Ireny Morawskiej, podziemiu aborcyjnym "Bolało jeszcze bardziej" Lidii Ostałowskiej, czy zaniedbanych dzieciach "Wal się, szkoło" Anny Fostakowskiej. Z drugiej strony znajdziemy w zbiorze opisy tematów radosnych, doprowadzających do śmiechu, np. opis początków działalności giełdy "Pamiętnik znaleziony na parkiecie" Karola Podgórskiego czy pasjonatów siłowni "Mistrz rozkroku i przykucania" Włodzimierza Nowaka.

Na podstawie zamieszczonych utworów można wyróżnić trzy etapy rozwoju polskiego reportażu w opisywanym dwudziestoleciu. Teksty z lat 90-tych pokazują głównie radość z uzyskanej wolności. Zmiana następuje około 2000 roku wraz nagłośnieniem negatywnych problemów wolnej gospodarki w Długu. Przez kilka lat dominowały tematy głośne, polaryzujące stanowiska, kontrowersyjne, których ukoronowaniem jest "Wściekły pies" Wojciecha Tochmana z 2007 roku. Ostatnie lata przyniosły stopniową zmianę i pokazują większy dystans autorów do tematów. Wybrane reportaże z ostatnich lat z jednej strony dają do myślenia, zaś z drugiej pozwalają na uśmiech. Takie są np. opis polaków pracujących w Wielkiej Brytanii "Fajną masz, córciu, pracę" Witolda Szabłowskiego czy lesbijek wychowujących dziecko "Dwie mamy Jasia" Tomasza Kwaśniewskiego.

Klika reportaży tak wbiło mi się w pamięć dzięki doborowi tematów, obranemu stylowi pisania i emocji, którymi są przepełnione, że pomimo przeczytania ich kilka razy nadal otwieram książkę na spisie treści i znów mam ochotę przeczytać zbiór po raz kolejny. Chęć obcowania z genialnymi twórcami i ich wybitnymi dziełami stale we mnie siedzi i nic nie wskazuje, aby zapragnęło kiedyś odpuścić. Podsumowując, uważam, że "20 lat nowej Polski w reportażach" powinno stać się lekturą szkolną. Zamieszczone reportaże z pewnością bardziej uporządkują współczesnym licealistom obraz świata niż "Nad Niemnem". Dlatego, mam nadzieję, że Wydawnictwo Czarne wznowi publikację i tom będzie stale dostępny w księgarniach. Moja ocena: 5/5.

Początek

rbuciak

Książki czytam odkąd pamiętam. W kręgu moich zainteresowań od dzieciństwa są pozycje popularnonaukowe, a od liceum także naukowe. Literatura piękna nie pociągała mnie dopóki nie przeczytałem, mając lat osiemnaście, "Heban" Ryszarda Kapuścińskiego i "Zdążyć przed Panem Bogiem" Hanny Krall. W czasie studiów poznawałem kolejne utwory cesarza reportażu, choć naukowo zajmowałem się zupełnie innymi sprawami.

Radykalna zmiana nastąpiła pewnego jesiennego poranka 2009 roku. Były to te piękne czasy, kiedy jeszcze mogłem w piątek rano spać do ósmej. Leżałem w łóżku w stanie półsnu. Oczy i poczucie przestrzeni pozostawały w fazie REM. Według tych zmysłów przebywałem w sklepie wielkopowierzchniowym, konkretnym sklepie wielkopowierzchniowym, ale nie będę go reklamował. Słuch tymczasem przestawił się już do rzeczywistości i słyszał w radiu, albo sklepowym megafonie jak mi to podpowiadały inne zmysły, rozmowę redaktorów Michała Nogasia i Wojciecha Manna na temat zbioru "20 lat nowej Polski w reportażach" pod redakcją Mariusza Szczygła.

Nie wiem, co mnie bardziej zachęciło do przeczytania omawianej książki. Niezwykłe doznanie półsnu czy bardzo pozytywna rekomendacja w radiu. Książkę znalazłem pod poduszką 6 grudnia 2009 roku i te prawie 500 stron przeczytałem w tydzień, co jak na mnie jest dość szybko. Od tego czasu nie było miesiąca, abym nie przeczytał przynajmniej kilku pozycji z zakresu reportażu. Czytam także inne książki i ich recenzje także pojawią się na tym blogu, ale obiecują, że będą stanowiły mniejszość.

Zapraszam wszystkich do czytania i komentowania. Zastrzegam sobie jednak prawo do usuwania komentarzy, które nie mieszczą się w granicach kultury.

© Statystycznie głównie reportaże
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci