Menu

Statystycznie głównie reportaże

Prawdopodobnie najdłużej działający i najbogatszy w recenzje polski blog literacki o reportażach i czasami innych książkach.

Wpisy otagowane : Kwartalnik-Kontynenty

Kontynenty 1/2016

rbuciak

Kontynenty 1/2016 - okładkaPierwszy w tym roku numer kwartalnika „Kontynenty” zaskoczył mnie kilka razy.

Jerzy Bralczyk zaskoczył tematem. Do tej pory rozgryzał słowa związane z podróżowaniem. Tym razem odniósł się do małpy – widocznej na okładce i w galerii fotografii w środku. Nie zaskoczył za to poziomem felietonu. Jak zawsze na najwyższym poziomie. Same fotografie małp Pawła Bogumiła są piękne. Widać w nich głębię stanów ducha, równie bogatych, co ludzie.

Szymon Hołownia broni imigrantów i prawa Afrykanów do własnego pomysłu na samorozwój. W czasach, gdy to niemodne zachęca do wspierania edukacji dzieci w odległych zakątkach świata. Dobre intencje mieszają się z żebraniną o wpłaty dla własnej fundacji.

Wywiad Jarosława Mikołajewskiego z Moniką Bułaj zaskakuje oderwaniem pisarki od rzeczywistości i licznymi mało mówiącymi zdjęciami. Zacząłem wątpić, czy warto przeczytać jej książkę o Afganistanie.

Potem jest druga część słownika islamu. Warto zgłębiać.

Marcin Kydryński napisał o Etiopii, czyli znów dużo zdjęć i mało tekstu. Jestem zaskoczony, że dziennikarzowi radiowemu w końcu udało się opisać świat nie wstawiając w niego siebie samego. Zawarł za to dużo ciekawostek. Może powinien napisać całą książkę o Etiopii?

Kolejne zaskoczenie, czyli będzie dużo o rowerach. Najpierw Piotr Strzyżesz jedzie przez Peru. Lekka tematyka spotkań z dziwnymi ludźmi. Podoba mi się.

Kwartalnik przypomina, że kilka dekad temu też podróżowano. Annamarie Schwarzenbach jechała w 1933 roku pociągiem przez Turcję. Zaskakuje, jak tamten świat był podobny do współczesnego.

Zaskakuje fragment wybrany z książki Martina Caparrosa o głodzie. To chyba wstęp, który bardzo zachęca do przeczytania całości.

Inka Wrońska przytacza zaskakującą legendę wyjaśniającą, dlaczego Dolomity są czerwone o świcie i zmierzchu. Bardzo pomysłowy tekst.

Nie rozumiem za to publikacji komentarzy Wojciecha Albińskiego do zdjęć Pawła Pierścińskiego. Nie znajduję w nich nic wartościowego.

Aleksandra i Jacek Pawliccy dotarli na Wyspy Bijagos należące do Gwinei-Bissau. Zaskakujące miejsce, ale małżeństwo jak zawsze napisali wspaniale o ludziach i przyrodzie. Mogliby mieć stałą rubrykę w kwartalniku.

Kolejna seria fotografii zawiera przemieszane zdjęcia Ryszarda Kapuścińskiego z Angoli oraz animacje z filmu, który powstaje na podstawie jego książki „Jeszcze dzień życia”. Zdjęcia są wspaniałe nawet dla osoby, które je wielokrotnie już widziała. Gorzej z animacją. Dlaczego zniekształcono twarz pisarza z już wtedy okrągłej na bardziej kanciastą i przez to mniej sympatyczną? Mimo wszystko czekam na film.

Mariusz Wilk w końcu dotarł na Capri. No i obcuje z całym panteonem sławnych imion i nazwisk. Chodźmy jednak dalej.

Paulina Wilk pojechała bowiem do Kopenhagi. Bardzo miło, że próbuje pokazać co to znaczy żyjące miasto. Test zawiera wiele błędów. To nie badania szeregują miasta na skali najlepszych do życia, ale rankingi prywatnych firm konsultingowych, w których stolica Danii rzadko jest na pierwszym miejscu. Kopenhaga nie jest miastem z największym udziałem ruchu rowerowego na świecie. Wyprzedzają ją np. Groningen i Mannheim. Nieprawdą jest też, że cała starówka jest zamknięta dla samochodów od lat 60-tych, bo pierwszą ulicę zamknięto w 1968 roku. Generalnie – coś dzwoni, ale nie w tym kościele.

Tomasz Grzywaczewki pojechał do Abchazji. Nic w nim nowego dla osób, które czytały o tym nieuznawanym kraju.

Lucyna Szaniawska opisała mapę Azji południowo-wschodniej z końca XVI wieku. Zaskakuje dokładność niektórych szczegółów przy jednoczesnych znacznych błędach w innych miejscach oraz siatka linii kardynalnych łączące róże wiatrów.

Marek Tomalik dotarł na wyspę Flores w poszukiwaniu pamięci o innym gatunku ludzi. Zamiast tego znalazł polskich misjonarzy, którzy mieszkają tam od pół wieku. Zaskakujący tekst.

Robert Maciąg zaskoczył pomysłem na podróż. Jeździł po Indiach i pokazywał w szkołach polskie kreskówki. Wspaniały pomysł na poznanie wyzwań edukacji w tym kraju.

Maria Pomianowska napisała o indyjskich instrumentach muzycznych. Znów głównie o sobie i dla siebie, bo kto nie zna się na muzykologii, ten niewiele z tych dwóch stron wyniesie.

Na koniec Piotr Tomza jedzie przez Chiny. Zaskoczyło go, że są tam miasta wielkości Krakowa, o których mało kto w Polsce słyszał. Cóż, świat się zmienia.

Ten numer „Kontynentów” zawiera chyba najmniej tekstu ze wszystkich dotychczasowych numerów. Za to najwięcej zdjęć. Mało jest głębszych spojrzeń reporterskich, które dominowały w pierwszych numerach. Teraz jest więcej przeciętnego opisywania podróży. Mam nadzieję, że kwartalnik nie wejdzie w konkurencję z innymi kolorowymi pismami podróżniczymi i pozostanie pismem głębiej pokazującym świat niż tylko przez fotografie. Znów mam wrażenie, że teksty są nierówne. Wiele jest bardzo dobrych, ale między nimi są też słabe. Moja ocena: 3/5.

 

Kontynenty 4/2015

rbuciak

kontynenty 4/2015 - okładkaGrudzień to miesiąc Świąt Bożego Narodzenia i termin ukazywania się ostatniego w roku numeru kwartalnika Kontynenty. Połączenie jednego z drugim to dobry pomysł.

Dariusz Fedor we stępie pisze o powracaniu do chwil minionych. Zobaczmy, na ile ten cel przyświecał autorom tekstów?

Czasopismo zaczyna się od wywiadu Macieja Zaremby Bielawskiego ze Swietłaną Aleksijewicz. Rozmowa dotyczy wyciągania emocjonalnych wspomnień ze zwykłych ludzi. Zawiera kilka spostrzeżeń wartych zapamiętania i jak najbardziej realizuje myśl przewodnią numeru.

Tymczasem Andrzej Stasiuk siedzi na lotnisku w Moskwie i widzi psa podobnego do tego, którego widział kiedyś w Berlinie. Tekst na pół strony dołożony chyba dla zapchania wolnego miejsca.

Do tej pory nie było w Kontynentach map. Teraz cały artykuł o jednej sprzed 550 lat napisała Lucyna Szaniawska. Więcej w nim nauki niż popularyzacji kartografii, więc nie pasuje do całego pisma. Wspomnienia w nim są, ale nie chwil tylko dawnych toponimów.

Z kolei Jan Kwapisz wspomina wyprawę Wacława Rzewuskiego do Palmyry. Artykuł warty uwagi i niestety brutalnie aktualny.

Temat Bliskiego Wschodu kontynuuje Robb Maciąg, który wspomina Polaków dopływających do Persji w 1942 roku. Idzie na polski cmentarz nieopodal brzegu Morza Kaspijskiego i znów jest to memento mori dla obecnej sytuacji geopolitycznej.

W tym samym duchu pisze Michał Olszewski z Katalonii. Spotyka na plaży migrantów z Afryki i wspomina, jak sam był w podobnej sytuacji 20 lat temu.

Paweł Cywiński wspomina ekumeniczny klasztor Mar Musa w Syrii, który przestał działać kilka lat temu. To kolejny bolesny reportaż na temat toczących się wojen.

O muzyce arabskiej napisała Maria Pomianowska. W zasadzie to napisała głównie o sobie, więc przejdźmy dalej.

Paulina Wilk opowiada o Abu Zabi, stolicy Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Jest to interesujący i świetnie napisany tekst na rzadko omawiany temat. Wspomina w nim szejka, który zbudował na ropie w pustynnym kraju oazę przepychu.

Cykl o Bliskim Wschodzie kończy pierwsza część słownika islamu. Ciekawi mnie, czy czytelnicy przyjmą skierowanie pisma na tory bardziej popularnonaukowe?

Wspomnienia znad Dniepru napisał Dmytro Antoniuk. Sielska wieś, dawne klasztory na dnie zalewu, dacze nowobogackich i wykopaliska archeologiczne. Ukrainiec pokazuje, że niedaleko domu też można z sukcesem wspominać bogatą przeszłość.

Wywiad Anny Janowskiej z Reinholdem Messnerem jest dość oczywisty, więc przejdźmy dalej.

Interesujący wątek podjęła Anna Arno. Napisała o podróżowaniu samotnie. Wiążą się z tym liczne możliwości i niedogodności, np. nikt nie strofuje, ale trzeba płacić więcej. Warto się wczytać.

O samotnej podróży przez Gruzję napisała Dorota Chojnowska. Zmaga się tam z podrywającymi ją mężczyznami. Ten reportaż jest ciężki od stereotypów.

Mariusza Wilka poniosło do Neapolu. Miłośnicy pisarza będą zachwyceni.

W tym numerze Kontynentów jest zbiór fotografii Sebastião Salgado. To z okładki przyciąga niczym silny magnes. Pozostałe już mniej.

Z fragmentów książek, które niedawno się ukazały pojawiają się rozdział z „Krymu” Macieja Jastrzębskiego. Podoba mi się jego styl. Dużo szczegółów i konkretnych wywiadów. Recenzja całej książki w styczniu.

Ewa Bieńkowska napisała książkę o Florencji. Do kwartalnika wybrano fragment o powodzi z 1966 roku. Niesamowita historia o rodzeniu się współczesnej konserwacji zabytków. Dla miłośników Włoch pozycja obowiązkowa, bo pozwala lepiej zrozumieć to miasto.

Niedługo ukaże się kolejna książka Paula Theroux. Sam autor pisze, że ostatnia. Oby nie. Pojechał do Namibii, aby spotkać ludzi, którzy żyją tak samo jak ich przodkowie tysiące lat temu. A jednak, cywilizacja zawitała też do nich. Znakomity temat.

Jerzy Antoni Mrożek przekazuje nam mit o stworzeniu świata, którego słuchał przy ognisku w Meksyku. Czy to też jeden z rodzajów wspomnień? Zderzenie z inną kulturą poszerza spojrzenie na świat.

Jeśli jesteśmy w Tokio, to na pewno trzeba pójść na targ rybny. Tym razem przewodzi nam Piotr Milewski. Oklepany temat. Dla osób, które czytają o targu po raz pierwszy, to z tego reportażu dowiedzą się sporo.

Równie oklepanym tematem są Indie. Jednak Aleksandrze Gumowskiej udało się napisać o ich nietypowo i interesująco. Jej medium jest Arundhati Roy, która walczy o prawa biednych. Warto znać tą stronę Indii, a rozmowa i opis dziennikarki to dobre wprowadzenie do tematu.

Kolejny debiutant w kwartalniku to Jakub Ciećkiewicz, który opowiada o Marakeszu. Spojrzenie na Maroko od strony prowadzenia tam pensjonatu to rzadka perspektywa, więc warta poznania.

Podobny biznes, ale na Zanzibarze prowadzi następna debiutantka - Gabriela Kotkowska. Dużo pisze o zapachach, rzemiośle, różnicach kulturowych. Interesujące, choć w ciężkim stylu.

Na koniec Monika Bułaj ubrana w hidżab chodzi po Kabulu i spotyka szahidkę. Mocny tekst, który zapowiada jej książkę. Już nie mogę się doczekać.

Choć w tym numerze Kontynentów nie ma porywających tekstów, to nie ma też ewidentnie słabych elementów. Jest równo i na wysokim poziomie. Zawiera świetne zestawienia i wiele reportaży odnoszących się do słowa wstępnego. Warto przeczytać, bo każdy znajdzie coś dla siebie. Moja ocena: 4/5.

Kontynenty 3/2015

rbuciak

Kwartalnik Kontynenty 2015/3 - okładka

Od kilku tygodni na rynku jest kolejny, już jedenasty, numer kwartalnika Kontynenty. Okładka zachwyca stylem i kolorami. Czy wnętrze jest równie godne polecenia?

Zacznijmy od przystawki. Do numeru dołączono liczącą 80 stron reklamę Szwajcarii. Nie zachęciła mnie, bo jest skierowana do kierowców samochodów. Jesteśmy dla Szwajcarów dzikusami zakutymi w tony blachy. Chyba jedyny sposób, aby napisać o szwajcarskiej krajowej sieci dróg rowerowych, to zrobić to samemu. Czekam na taką propozycję, szczerze.

W słowie wstępnym Dariusz Fedor wskazuje, że ten numer jest o drodze, chodzeniu, w przeciwieństwie do osiąganiu celów. Klasyczna perspektywa. Podążmy za nią.

Andrzej Stasiuk reklamuje samochód. Po drodze do Mongolii rozmawia z rosyjskimi tirowcami. Znowu. Nuda.

Dużo ciekawszą drogę obrała Olga Stanisławska. Wędruje z Tuaregami na zachód od Timbuktu. Jest w tej historii smutek, współczucie, braterstwo, piękne zdjęcia. Chętnie bym przeczytał całą książkę o współczesnym Azawadzie.

Słowem i obrazem Artur Gutowski zabiera nas w podróż po kenijskich egzorcystach. Autor przyzwyczaił do wysokiej jakości materiałów na ekstremalne tematy i trzyma poziom.

Piotr Ibrahim Kalwas kroczy przez Egipt od A do Z. Kto choć raz czytał reportaż Polaka mieszkającego w Aleksandrii ten wie, o czym jest tekst. Kto nie zna, ten dostaje kompendium o religii i kulturze nad Nilem.

Mozambik rzadko pojawia się w naszym polu widzenia. Pojechała tam Iza Klementowska. Szykuje książkę o tym kraju. Fragment z kwartalnika jest o miejscach i zjawiskach, które zniknęły. Sprawił, że czekam na całą książkę.

Marek Pernal wybrał się w podróż na Sal, jedną z Wysp Zielonego Przylądka. Pozbawiona źródeł wody pitnej wyspa przyciąga miłośników surfowania. Interesujące miejsce, interesujący tekst.

Po opisie Dominikany autorstwa Mirosława Wlekłego spodziewałem się więcej. Nie wiadomo, czy te kilka stron jest o rasizmie, seksie czy relacjach z Haiti.

Kolejne rzadko odwiedzane miejsce to Pireneje. Chodzi po nich Katarzyna Nizinkiewicz. Historia tamtejszych opuszczonych kopalni pociąga. Niestety górę wzięły przekonania autorki na temat ochrony środowiska.

Marcin Jamkowski pokazuje, że Turcja to nie tylko plaże i meczety, ale też miejsce do wspinaczki skałkowej i pokazywania umięśnionych męskich torsów. Na szczęście artykuł ma przesłanie i do tego pozytywne.

Fotografii Adama Pańczuka nie rozumiem.

Za to doskonale rozumiem zainteresowanie Piotra Jagielskiego drogą, jaką przeszedł stadion Arsenalu. Przebudowa świątyni sportu na mieszkania to wyjątkowy przypadek, który warto znać.

Droga Michała Książka wzdłuż wschodniej granicy Polski to niby nic nowatorskiego. Jednak sposób, w jaki pisarz opisuje świat wytrąca z utartych dróg myślenia. Zestawienia słów u pisarza są nowatorskie i niezwykłe. Czekam na całą książkę.

Wojciech Jagielski przybliża postać mułły Omara, talibskiego emira Afganistanu. U mistrza standardowo, rzetelnie i po męsku.

Kontrastuje z nim tekst Anny Różańskiej o indyjskich mniszkach. Niby jedna część świata, a zupełnie inna historia drogi i styl tekstu. Podoba mi się.

Piotr Lipiński wybrał drogę pieszo w Nepalu z podłączeniem do Internetu. To smutne, że chodzenie po górach zamienia się w sport. Dobrze, że autor ma do tego odrobinę dystansu.

Więcej dystansu na Andrzej Meller, którzy regularnie odwiedza góry Wietnamu. Kurort u podnóży Fansipana (nazwa najwyższego szczytu Wietnamu zawsze mi się podobała) przechodzi typową drogę dla tego typu miejsc. Na szczęśliwe zakończenie liczyć nie można, ale na dobre dziennikarstwo tak.

Paulina Wilk obala mit nowoczesności Seulu. Temat znakomity, choć nie przepadam za stylem autorki. Na plus warto zauważyć genialny zabieg nazwania śródtytułów.

Tekst Marii Pomianowskiej oceniam nisko. Takie skakanie z tematu na temat, z jednej części świata do drugiej i chwalenie się, jak dobrze zna się muzykę świata.

Na koniec najlepszy tekst numeru. Julianna Jonek opowiada fikcyjną historię reportera wojennego. Zadaje tym samym pytanie o dalszy sens tego zawodu. Może w dobie powszechnego dostępu do Internetu relacje ze świata będą pisać zwykli ludzie obecni na miejscu? Może nie trzeba będzie nikogo wysyłać w ryzykowną podróż po świecie, a wystarczy znaleźć w swoim kraju imigranta, który przetłumaczy zdjęcia i słowa?

Okładka jednak lepsza niż wnętrze. Moja ocena: 3,5/5.

Kontynenty 2/2015

rbuciak

kontynenty 2/2015

Mija już prawie miesiąc od ukazania się drugiego w tym roku numeru kwartalnika Kontynenty. Czas przedstawić zawartość.

Tematem numeru jest enigmatyczny rytm wsteczny lub mówiąc prościej wspominanie. Profesor Jerzy Bralczyk znalazł dalekie nawiązanie i napisał o słowach mgła i tuman. Jak zwykle dociekania językowa stoją na najwyższym poziomie.

W rozmowie Kontynentów Mariusz Zawadzki przepytuje Hoomana Majda z jego wizyty w kraju przodków, czyli Iranie. Dialog zawiera trudne pytania i rzeczowe racjonalne odpowiedzi. Dlatego warto go dokładnie przeczytać.

Druga rozmowa w numerze znacznie odbiega powagą, ale nie poziomem od pierwszej. Marek Tomalik rozmawia z Danem Přibáňem, założycielem Żółtej Floty, czyli trabantów objeżdżających świat. Miło się czyta o ludziach, którzy mają lekkie podejście do życia i zarazem potrafią dokonać niecodziennych wyczynów.

Andrzej Stasiuk jedzie do Pamiru. Na razie męczy siebie i czytelników przejazdem przez Ukrainę.

Z kolei Paweł Cywiński wspomina swoje dociekania znaczenia słowa egzotyka. Wniosek, poparty spojrzeniem z Indonezji, może być dla wielu zaskakujący.

Marcin Kydryński wspomina Zanzibar, gdy nie był jeszcze turystycznym zagłębiem. Przedstawiona historia jest interesująca, ale zdjęcia raczej poniżej poziomu, do którego przyzwyczaił nas dziennikarz.

Maroko wspomina Anna Arno. I nie są to miłe wspomnienia. To dobrze, że na łamach czasopisma jest miejsce na przestrogi przed podróżowaniem.

Zupełnie nie rozumiem po co Adam Wajrak opisał w skrócie dzieje żubra. Mniej więcej to samo można przeczytać na Wikipedii.

Z trybu wspominania wyrwał się Michał Książek. Z typową dla siebie szczegółowością i inteligentnym dowcipem opisuje Petersburg. Sąsiedni Pietrozawodsk prezentuje Mariusz Wilk. Bardziej poważnie i z licznymi nawiązaniami, ale równie wartościowo.

Dmytro Antoniuk wspomina Krym. Ten tekst boli, ale tego bólu warto doświadczyć.

Bartek Sabela wspomina swoje szpiegowanie w Uzbekistanie. Myślę, że jego film o pustynnej satrapii będzie bardzo interesujący.

Z kolei Dariusz Rosiak pojechał w mało typowy dla siebie kierunek, czyli do Szwecji. Rozmawia tan z Asyryjczykami, którzy wspominają swój rodzinny kraj i drogę na emigrację. Historie wdzierania się do obmurowanej Europy budzą podziw dla bohaterstwa.

Trzeci wywiad w tym numerze Kontynentów jest autorstwa Agnieszki Wójcińskiej. Jej rozmówcą jest Mark Danner, który wspomina masakrę w El Mozote. Słowa zostały zestawione ze zdjęciami Krzysztofa Millera z wojen. Interesujący pomysł, choć trudny intelektualnie.

Witold Repetowicz pojechał do Kurdystanu. Opisał cytadele w Kirkuku i Irbilu. Rzadko trafiają się teksty z tej części świata, więc warto poznać wspaniałość budowli i ich niepewną przyszłość.

Stałym elementem kwartalnika jest galeria fotografii. Zdjęcia Anity Andrzejewskiej z Birmy nie robią na mnie wrażenia. Brakuje im polotu. Wyróżnia się właściwie tylko to wybrane na okładkę.

Kolejnym trwałym punktem jest fragment książki. Tym razem wybrano zapiski Paula Theroux z przejazdu przez Polskę 30 lat temu. Tym razem czytelnicy mogą powspominać.

Drugi fragment książki został napisany ponad pół wieku temu przez Patricka Leigh Fermora i dotyczy tysiącletnich klasztorów w Kapadocji. Już mam ochotę kupić i przeczytać całą książkę „Czas milczenia”.

Piotr Tomza wspomina człowieka – nurka jaskiniowego Artura Kozłowskiego. Ten tekst jest interesujący, gdyż rozważa granicę między pasją a brawurą.

Z wodą związany jest też drugi tekst. Mateusz Janiszewski opisuje Morze Labradorskie. Tekst raczej o niczym.

Za to Magdalena Rittenhouse napisała o kimś konkretnym – miłośnikach ptaków z Central Parku w Nowym Jorku. Tekst trafił mi do serca, bo sam w tym roku zająłem się ptasią fotografią. Szkoda, że pozytywny tekst kończy się podważającym całą pasję akapitem.

Najlepszy tekst numeru znajduje się na samym końcu. Agnieszka Wójcińska odcyfrowuje pamiętnik Aleksandra Kobzdeja (autor plakatu „Podaj cegłę”) z jego podróży do Wietnamu z 1953 i 1954 roku. Rysunki autora są wspaniałe, zaś historia to prawdziwy biały kruk.

Ten numer Kontynentów stoi na wysokim poziomie. Dobre teksty przeważają nad tymi mniej udanymi. Nadal szkoda, że mało promuje się młodych, nowych autorów. Moja ocena: 4/5.

Kontynenty 1/2015

rbuciak

kontynenty - 1/2015

Długo czekaliśmy na nowe Kontynenty. Może i dobrze, że tak długo, gdyż po najnowszy numer warto sięgnąć.

Dariusz Fedor w słowie wstępnym napisał o szukaniu. Profesor Jerzy Bralczyk dwie strony dalej także. Temat przewodni, który czuć w numerze. Od samego początku jest nieźle.

Felieton Jarosława Mikołajewskiego dotyczy rozróżnienia na krótkie podróże w konkretnym celu i długie, czasochłonne podróżowanie. Życzy czytelnikom tego drugiego. Interesujące rozróżnienie, pociągające życzenia.

Andrzeja Stasiuka nie rozumiem. Tym razem jego trzy strony noszą tytuł Pamir i dotyczą grzebania pod maską samochodu.

Rozmowa Małgorzaty Rejmer z Guru Parsadem, który od kilku lat jest nieustannie w podróży nawiązuje zarówno do tematu przewodniego, jak i felietonu Mikołajewskiego. Oj, chciałoby się tak jeździć bez celu po świecie.

Anna Arno napisała po przydrożnych kapliczkach. Zachwyca się ich różnorodnością. Warto tego doświadczyć samemu włócząc się po Polsce.

Fotoreportaż Filipa Springera, który pojechał do Konina śladami zdjęć Ryszarda Kapuścińskiego wykonanymi 55 lat wcześniej, wzbudza kontrowersje. Czy dzisiejszy Konin jest brzydki? Czy IPhone robi mało atrakcyjne zdjęcia? Są tezy, nie ma odpowiedzi. Może trzeba poszukać samemu?

Na Zakarpacie zabiera nas Dmytro Antoniuk. Szuka tam mieszanki różnych stylów Europy. Warto poznać ten region bliżej.

Dawid Iwaniec szuka w Dalmacji śladów wojny bałkańskiej. Odwiedza cztery hotele w Kupari. Krótki reportaż zaskakuje błyskotliwą formą. Świetna reklama młodego reportera.

Nareszcie ktoś napisał o Holandii! Justyna Pobiedzińska pływa po kanałach i zachwyca się spokojem i dobrobytem mieszkańców. Jakże to inne od większości reportaży. Jak bardzo chciałoby się tam żyć.

Nareszcie ktoś napisał o Norwegii! Paulina Wilk jedzie pociągiem turystycznym i ogląda cudowne widoki wraz z Japońskimi i Amerykańskimi emerytami. Życzyłbym sobie takiej przyszłości.

No i wracamy do klasyki. Anna Różańska szuka sensu życia Indyjskich hermafrodytów. Warto wiedzieć, że istnieją, tworzą własne społeczności i walczą o swoje prawa.

Tomasz Fedor słucha w tym samym kraju, w pociągu, żali młodego kawalera – bramina. Nie ma pieniędzy na ślub. Nic nowego.

Natasza Goerke opisuje ludzi, którzy przyjechali do Nepalu i zostali tam na stałe. Amerykański hipis, tybetański uchodźca, przypadkowy naukowiec. Takiej różnorodności można się było spodziewać od pierwszej linijki, ale i tak warto przeczytać.

Galeria zdjęć Tomasza i Melody Gudzowatych z Namibii nie zachwyca. Jedyne, co mnie do nich przyciąga, to wyraz twarzy modelki. No każdym zdjęciu inny!

Kolejna interesująca premiera, to reportaż Katarzyny Górskiej z Peru. Porządne opisanie lokalnego festynu, który odbywa się wysoko w górach, to nie lada wyczyn.

Z kolei Marek Pernal szukał śladów Arthura Rimbaud w Etiopii. Co zostało z młodego poety, który zerwał z nałogami i wyjechał do Afryki? Odpowiedzi są niezwykle ciekawe.

Nowakomania trwa. Niedawno ukazały się listy podróżnika do żony pisane z Afryki. Wysiadam z pociągu odcinania kuponów od nie swoich sukcesów.

Druga fragment „dobrej książki” też nie pociąga. Rzucenie na zachętę opisu, dlaczego Hooman Majd napisał książkę o Iranie, to nietrafiony pomysł.

Piotr Jagielski, jak zwykle ze swadą, opisuje Hotel Ritz w Paryżu i jego wykwintnych gości. Ledwie dwie strony, a tak dużo anegdot, że chce się zagłębić w każdą.

Bahrajn jest rzadko opisywany. Anna Alboth sprawdza jak wygląda tam współczesne życie. Nowoczesność miesza się z feudalizmem. Warto.

Wojciech Nowicki tymczasem patrzy na Europę od strony Afryki, a dokładniej Tangeru, gdzie Marokańczycy mogą przyjrzeć się światu po drugiej stronie Cieśniny Gibraltarskiej. Dobrze czasem obejrzeć świat z innej strony.

Najlepszy tekst numeru moim zdaniem to reportaż Artura Gutowskiego o albinosach z Tanzanii. Fenomenalne zdjęcia i poruszający tekst.

Na jednej fotografii skupił się za to Wojciech Jagielski. Jest to słynne zdjęcie umierającego z głodu dziecka w Sudanie i sępa w tle. Tekst jest o fotografie, którego to zdjęcie przerosło.

Na koniec Max Cegielski przybliża nam współczesny Ujgurstan. Przypomina nam, że nadal istnieją wielkie państwa pod zaborami. Jak zwykle u tego autora dużo konkretnej wiedzy o rzadko odwiedzanym zakątku świata.

Kwartalnik kontynenty zmienił wydawcę. Ten zmienił się redaktor naczelny. Nie zmieniła się szata graficzna. Samo pismo zmieniło się nieznacznie, ale moim zdaniem w dobrą stronę. Nowy numer, oznaczony jako 1/2015 stoi na wysokim poziomie, ma czytelną myśl przewodnią i przyciągającą, dyskusyjną okładkę. Zrezygnowano z kilku wielkich nazwisk, za to pojawiły się te mniej znane, a warte promowania. Oby tak dalej. Moja ocena: 4/5.

Kontynenty 3/2014

rbuciak

kontynenty 3/2014 - okładka

Kwartalnik Kontynenty mógłby świętować ukazania się dziesiątego numeru. Niestety nie ma za bardzo czego celebrować. Monotonia – to słowo chyba najbardziej oddaje charakter pisma.

Profesor Jerzy Bralczyk napisał jak zwykle wspaniale. Tym razem o ucieczce i uciekaniu.

Następnie 10 stron zajmuje reklama Szwajcarii. Po co ją komentować? Otóż, niedawno pojawił się film promujący Polskę, a w nim samochód na plaży, na chodniku, na górskiej ścieżce. Natomiast w reklamie alpejskiego kraju nie ma ani jednego samochodu. Są deptaki pełne ludzi, rowerzyści, pociąg, kolejka linowa. Polska pozostaje krajem rozwijającym się.

Rozmowa Anny Arno z Wojciechem Karpińskim o wznowieniu jego książki „Pamięć Włoch” jest tylko dla miłośników tego kraju. Dialog wchodzi na tak wysoki poziom szczegółowości i abstrakcji, że ktoś kto nie zna półwyspu Apenińskiego łatwo się zgubi.

Pisarstwo Andrzeja Stasiuka mnie zazwyczaj nudzi. Nie inaczej jest z fragmentem „Wschodu”. Tekst zaskakuje, gdyż głównie jest o Beskidach, a nie Azji Centralnej.

Wojtek Śmieja pojechał odwiedzić Mariusza Wilka na Zaonieże i próbuje pisać jak on. Wyszło mu to średnio. Tymczasem Mariusz Wilk wyciąga z mroków przeszłości kolejne słowiańskie słowo i stara się zastosować je do współczesności. Nic nowego.

Fotoreportaż Tomka Tomkowiaka z Zanzibaru nie porywa. Ot migawki z Afryki. Podobnie jest ze zdjęciami Elliotta Erwitta.

Za to Marcin Kydryński wszedł na nowy szczyt megalomanii. Do rangi osiągnięcia dodał wizytę w tej samej toalecie w Kamerunie, z której kiedyś skorzystał Ryszard Kapuściński.

Bartosz Sabela pojechał do Sahary Zachodniej. To jest coś nowego, gdyż podróżnicy najczęściej tamtędy tylko przejeżdżają. W sposób interesujący pisze o ludziach i okupacji. Warto czekać na jego nową książkę.

Jak zwykle bardzo interesująco pisze Wojciech Jagielski. Tym razem o zdjęciu 1976 roku, które stało się jednym z początków końca apartheidu.

Tropem Wojciecha idzie Piotr Jagielski i opowiada historię życia Hugh Masakeli, trębacza z RPA. Jak zwykle krótki, świetny artykuł.

Maciej Zaremba Bielawski pisze wspaniałe książki. Najnowszą, o wycinaniu lasów w Szwecji przeczytam na pewno. Mam jednak obawę, że zmiana tłumacza nie wyszła na dobre.

Bartosz Jastrzębski i Jędrzej Morawiecki opisują Ułan-Ude. Ot kolejna migawka z rosyjskiego miasta, jakich wiele w polskiej literaturze.

Dominikanin Tomasz Dostatni schodzi do pieczar pod Ławrą Peczerską. Niestety nie porwał mnie. Za to Dmytro Antoniuk opisuje nietypowych ludzi na ukraińskiej wsi. To jest coś nowego i wartego przeczytania.

Michał Książek snuje się po Siemiatyczach w poszukiwaniu noclegu pod chmurką. Mnóstwo fachowego biologicznego słownictwa i nietypowy temat osadzony w swojskim krajobrazie wybudziły mnie z letargu. Mam ochotę na tomik jego wierszy.

Witold Szabłowski wraca na Cypr. Tym razem pisze o granicy dzielącej wyspę i jej przekraczaniu przez Greka, siebie i Turka. Piękna miniaturowa forma.

Nurkowanie w Sierra Leone opisał Marcin Jamkowski. Szukał zatopionego statku i natrafił na miejscowych złomiarzy. Warto przeczytać.

Katarzyna Boni jest kolejną osobą z Polsk, która opisuje Kubę. Nuda.

Pozytywnie zaskoczył mnie Robert Maciąg. Niby Pamir to nic nowego, ale jego wrażliwy na ludzi sposób opisu dalekiej krainy różni się od melancholijnego spojrzenia Andrzeja Stasiuka i historycznego Max Cegielskiego. Takie pisarstwo mam ochotę poznać szerzej.

Marek Pernal udał się na małą wyspę Lan Yu należącą do Tajwanu, gdzie żyją miejscowi Aborygeni. Ich walkę z chińską dominacją o zachowanie własnej kultury i tożsamości opisuje prosto i elegancko. Mógłby napisać całą książkę o takich ludach. Chętnie bym przeczytał.

Na koniec Wojciech Tochaman z Grzegorzem Wełnickim poszukują jednego biednego chłopca w Phnom Penh. Przy okazji odganiają dziesiątki innych. Nie zgadzam się na taką formę pomagania i pisania.

Dziesiąty numer kwartalnika jest raczej słaby. Moja ocena: 3/5.

Kontynenty 2/2014

rbuciak

źródło: Agora SA

Kwartalnik Kontynenty wychodzi już od dwóch lat. Numer 2/2014 przygotowany na wakacje zaskakuje kilkoma tematami. Nie zabrakło też stałych elementów. Poniżej wszystko po kolei.

Profesor Jerzy Bralczyk to niewyczerpalne źródło językowe w sprawach słów związanych z podróżami. Tym razem zabawnie i głęboko przeanalizował słowa „koniec” i „kres”. Na samym początku czasopisma.

Zupełnie nie wiem, o co chodzi Tarasowi Prochaśko. Wynajduje jakieś trzy różne Europy i na podstawie jednostkowych faktów chce wysnuć wnioski. Można odpuścić sobie bez skrupułów te wywody i książkę Ukraińca.

Za to Michał Książek znów zaskakuje. Tym razem pokazuje absurd wykładania świata kostką brukową. Cały tekst w tradycyjnym dla niego sobie z zapomnianych dziś nazw przydrożnych ziół i na co dzień słyszanych ptaków.

Kilka numerów temu Andrzej Stasiuk napisał, że najwięcej widzi się jeżdżąc rowerem. Na własnej skórze przekonałem się, że to prawda. Po co więc wsiada do terenowego samochodu? We wrześniu znów dostaniemy książkę o autorze, a nie o świecie.

Piotr Tomza debiutuje w kontynentach skrótem relacji z podróży śladami Kazimierza Nowaka. Ta zapowiedź książki przepełniona jest negatywnymi emocjami, które zrodziły się między uczestnikami wyprawy, że nie chcę czytać o tym, jak Polacy się kłócą w Afryce.

Zupełnie inna opowieść o Afryce przysłała Monika Bułaj. Jej prosta relacja z wioski w Sudanie bije optymizmem pomimo chorób nękających mieszkańców czarnego lądu. Jeden z najlepszych tekstów numeru.

Barbara i Michał Rusinkowie pojechali na targi książki do Delhi. Napisali z Indii swoje impresje bez silenia się na ekspertów. Czy da się inaczej pisać o kraju, do którego jedzie się po raz pierwszy, a opisało go już setki innych osób?

Wojciech Jagielski napisał o Indiach w swoim stylu. Konkretnie, z konkretnym bohaterem, z hipisami, z życiem opartym na handlu i prawie bez dat. O tym będzie jego kolejna książka. Nie mogę się doczekać.

Ważny problem tresury zwierząt poruszył Artur Gutowski. Temat pokazał od niebanalnej strony. Opisał małpi teatr w Indonezji. Równie okrutny jak lwy i niedźwiedzie w cyrku, dlatego tępiony przez władze. Warto przeczytać i obejrzeć zdjęcia.

Nie wiem dlaczego drugi tekst o Ukrainie jest w zupełnie innym miejscu niż pierwszy. Dmytro Antoniuk zabiera nas w podróż po Bukowinie. Autor przesadził z liczbą toponimów, więc tekst szybko uleciał mi z głowy.

Kolejny debiutant na łamach Kwartalnika – Szymon Łucyk zabiera czytelników na Szwedzką wyspę Fårö, gdzie mieszkał Ingmar Bergman i obecnie odbywa się co roku festiwal filmowy. Miło jest poznać kolejny kawałek Europy, który dotąd z niczym się człowiekowi nie kojarzył.

Za to Praga kojarzy się bardzo dobrze, stąd nie rozumiem tekstu Magdaleny Skopek o stolicy Czech. Niemal wszystko, co napisała jest w książkach Mariusza Szczygła.

Anna Arno zwraca uwagę na gesty dzieci, handlarzy, fryzjerów. Gdy jesteśmy w zagranicznej podróży i nie rozumiemy języka, w którym mówią, to po gestach rozumiemy przekaz. Bardzo przyjemny tekst.

Dominikanin Tomasz Dostatni opowiada o życiu w zamkniętym klasztorze w Czechach. Są ludzie, którzy obok nas żyją zupełnie inaczej i nic więcej z tego tekstu nie wynika.

Przejście dla pieszych przez Abbey Road w Londynie opisuje Piotr Jagielski. Jak zwykle duża dawka historii muzyki na światowym poziomie i bardzo dobry tekst na dwie strony.

Fotografie Kacpra Kowalskiego urzekają odmiennością. Zdjęcia osadników poeksploatacyjnych mają w sobie coś z tajemnic przemysłowych. Mi brakuje jednak ich opisu naukowego, ale to pewnie skutek napisania pracy magisterskiej z sedymentologii.

Pamiętnik Julii Hartwig z Nowego Jorku pachnie starością. Świat się zmienia, a metropolie szczególnie, więc do jej opisu miasta mam duży dystans.

Bardzo pozytywnie jestem zaskoczony tekstem Ilony Wiśniewskiej o Spitzbergenie, a właściwie Longyearbyen. Dużo tam życia, jak na dwa tysiące mieszkańców. Zachęcające opisy przyrody. Jej książkę kupię na pewno i już nawet wymyśliłem pytanie, jakie zadam pisarce na wieczorze autorskim.

Cykl tekstów o morzach pt. „Ósmy kontynent” otwierają zapiski Mateusza Janiszewskiego. Nie wiem, co autor chciał przekazać. Jego obrazy są tylko jego.

Za to Bill Johnston napisał konkretnie o swojej podróży statkiem handlowym przez Atlantyk. Życie marynarzy jest inne. Dlatego warto choć na chwilę się w nie zanurzyć.

Aleksandra Gumowska zmienia spojrzenie na nurkowanie. Zdradza kilka tajemnic, w tym źródło zachwytu nad rekinami. Bardzo interesujący tekst.

Dariusz Raczko i Zbigniew Bzdak przybliżają historię wyczynu, jakim był spływ kajakowy kanionem Rio Colca w 1981 roku dokonany przez Polaków. Całość jest w książce „Canoandes”, do której czuję się bardzo zachęcony.

Swoją historię z sąsiedniego Ekwadoru przedstawia Izabela Meyza. Spędzić kilka dni pod opieką indiańskiego szamana, któż by nie chciał?

Na końcu jest najbardziej smutny fragment czasopisma. Kuba Kamiński sfotografował tunele, którymi dowozi się wszystko do Strefy Gazy. Co z nich zostanie po aktualnie trwającej wojnie? Czy uwiecznione dzieci jeszcze żyją? Widok tych fotografii nasuwa same trudne pytania.

Kontynenty 2/2014 należą do tych nierównych. Rozumiem, że trzeba zadowolić różne grupy odbiorców, ale mam obawy, czy da się dalej łapać kilka srok za jeden ogon. Moja ocena: 3,5/5.

Kontynenty 1/2014

rbuciak

źródło: Agora SA

„100/XX” jest za duże, aby wozić antologię przez pół Polski. Czas więc zrobić sobie świąteczną przerwę. „Kontynenty na podróż są w sam raz. Zwłaszcza, że ostatni numer jest naprawdę bardzo dobry. Bardzo dobry, ale też cieńszy o 8 stron, za co na wstępie przeprosił... Mariusz Wilk. Są też inne zmiany. Pojawiły się w piśmie teksty na pół strony albo mniej. Takie pojedyncze myśli mnie nie przekonują, więc z góry przepraszam, ale o nich pisał nie będę.

Wiedza Jerzego Bralczyka o języku polskim nie ma dna. Za to o dnie umie napisać mądrze i zabawnie, do czego czytelników kwartalnika przyzwyczaił.

Na początek „Kontynenty” w osobie Pawła Felisa rozmawiają z Michaelem Obertem. Niemiecki dziennikarz opowiada o pisaniu i swoim debiutanckim filmie o białym, który zamieszkał wśród Pigmejów. Na film nie czekam, ale porównania Niemca do Ryszarda Kapuścińskiego sprawiają, że chętnie jakąś jego książkę przeczytam.

Następnie Renata Siuda-Ambroziak opisuje pacyfikację fawel w Rio de Janeiro przed świętami sportu. Temat interesujący, ale dla mnie zbyt płytko opisany, zaś zdjęcia zupełnie nie pasują do tekstu.

Rozmyślania Andrzeja Stasiuka noszą tytuł „Biszkek”, ale w 90% opisują Podlasie. Nigdy nie przepadałem za melancholijnym pisarstwem i tym razem również z trudem przebiłem się przez tekst o tym, co by było, gdyby pisarz urodził się bliżej Treblinki.

Piotr Jagielski tym razem zabrał dwie strony. Jego wspomnienia z festiwalu rockowego w Roskilde dużo mówią o młodzieńczych marzeniach, miłości, wolności, ale też skandynawskim porządku.

Po raz pierwszy Marcin Kydryński napisał więcej o innych niż o sobie. Afrykańskie wierzenia to niezwykły temat, a ich zestawienie z lokalnymi polskimi obrzędami zmusza do zastanowienia.

Na odpoczynek od wielkich problemów Krzysztof Środa zabiera czytelników do Maroka. Piękny styl, jakim pisze filozof, zachęca do wyjazdu do Margrebu i przyglądaniu się życiu tamtejszych mieszkańców.

Aleksandra i Jacek Pawliccy piszą wspaniale. Są stałym silnym punktem programu pisma. Ich opis życia kobiet z ludu Himba odkrywa sporo praktycznych porad dla chętnych na wyjazd do Namibii.

Galeria czarno-białych fotografii Henri Cartier-Bressona to przegląd różnorodności świata. Niestety, podzielenie ich grzbietem na pół zabiera sporo z piękna.

Wywiad Bożeny Dudko z Elą Sidi, autorką „Izraela oswojonego” to z kolei przewodnik dla jadących do Państwa Żydowskiego. W książce jest dużo statystyki, więc pozycja trafia na listę moich życzeń.

Fragment „Czardasza z mangalicą” jest tak pociągający, że książkę Krzysztofa Vargi już kupiłem. Węgierska prowincja, coś cudownego.

Całe czasopismo zachowuje pewien styl. Zdjęcia autorów tekstów są małe i pojawiają się na marginesach albo nie ma ich wcale. Zaś Paulina Wilk ma dwie fotografie, na środku stron i bardzo duże. Ta nietypowość jest kluczem do jej najnowszej książki.

Za myślałem o stanie Vermont, że to dziwne i swojskie miejskie zarazem. Magdalena Rittenhouse swoim wiele mówiącym opisem utwierdziła mnie w przekonaniu, że chcę tam kiedyś pojechać.

Z kolei Robert Makłowicz nakłania do wyjazdu do twierdzy Trebinje w Hercegowinie. Na przekór Emirowi Kusturicy. Mam nadzieję, że wielu przekona skutecznie.

Max Cegielski wraca do Stambułu i rozwikłuje historię śmierci Adama Mickiewicza na tle dzisiejszego wyglądu dzielnicy, w której zmarł. Nawet jeśli kogoś nie kręcą romantyczni poeci i sprawy narodowe, to warto przeczytać reportaż, bo puenta jest genialnie przewrotna.

Artur Gutowski pojechał do Bangladeszu, aby zobaczyć obozy uchodźców z Mjanmy. Dlaczego ten reportaż jest taki krótki? Szkoda tematu na tylko stronę tekstu.

Po tekście Moniki Bułaj już nigdy chusta muzułmańskiej kobiety nie będzie dla mnie tylko chustą. Okazuje się, że i kolor i sposób noszenia i wiele drobniejszych aspektów sporo mówi o kobiecie i sytuacji.

Żydzi są wszędzie. W Indiach też muszą być. Dzięki Annie Różańskiej wiemy, jak różnorodna i zanikająca to grupa. Dziękuję za rozszerzenie spojrzenia na świat.

To już prawie koniec numeru, ale dopiero teraz pojawia się tekst najlepszy. Na ledwie dwóch stronach Michał Książek opisał pobyt na kołymskim odludziu, że ciarki chodzą po plecach, choć nic się nie dzieje. Za to słowa i ich zestawienia są mistrzostwem polszczyzny.

Na koniec relacja Wojciecha Tochmana z Ha Noi. Mam nieodparte wrażenie, że początek tego tekstu pojawił się wcześniej w Dużym Formacie. Życie zbieraczy śmieci spod mostu jest warte opisywania gdziekolwiek reporter nie pojedzie.

Kontynenty 1/2014 stoją na wysokim poziomie. Już chcę następny numer. Moja ocena: 4/5.

Kontynenty 4/2013

rbuciak

źródło: publio.plOstatni zeszłoroczny numer kwartalnika Kontynenty pokazuje wyraźnie, jaką drogą pismo zmierza. Chodźmy więc za autorami poznawać świat spoza utartego szlaku przewodników.

Na początek prof. Jerzy Bralczyk prześledził geneza słów związanych ze śledzeniem. Nie muszę już chyba dodawać, że zrobił to świetnie.

Następny tekst ma rzadko spotykaną formę. Jest to zapis dyskusji, jaka odbyła się w Krakowie podczas V Festiwalu Literatury im. Josepha Conrada. W rozmowie o podróżowaniu wzięli udział Mariusz Wilk, Andrzej Meller i Michał Olszewski. Doszli do nietypowego dla podróżników wniosku, że najważniejszą podróżą życia jest budowanie domu i rodziny. Tekst na pewno godny uwagi.

Kolejne strony zajmuje felieton Pawła Cywińskiego, w którym odróżnia kategorie przemieszczających się po świecie ludzi. Dostrzega zmierz podróżników, wzrost liczby turystów, zaś osoby świadome strony etycznej swoich zachowań w obcych miejscach nazywa post-turystami. Nową nazwę uważam za mało trafną i nie sądzę, aby się przyjęła.

Michał Książek zabiera nas w podróż po polach nad Liwcem. Zachwyca się ptakami, drzewami, ludźmi we wsi. Ten piękny tekst pokazuje jak dużo można odkryć niedaleko własnego domu. Oby takich reportaży pojawiało się więcej.

Izabela Meyza jedzie tylko nieco dalej. Wybrała się na białoruską stronę Puszczy Białowieskiej w poszukiwaniu jej prawdziwego oblicza. Przywiozła stamtąd wiele wartych uwagi obserwacji.

Z kolei Małgorzata Rejmer przedstawia swoje wrażenia z Albanii. Bieda, bunkry, mercedesy, patriarchalizm. Nic nowego.

Dalsza część podróży Mariusza Wilka przez Szwajcarię prowadziła przez dom i grób Nicolasa Bouvera. Sentymentalna opowieść o poszukiwaniu sensu przez włóczenie się po świecie została przyćmiona przez komiczne zdjęcie na cmentarzu.

Jarosław Mikołajewski udał się na Lampedusę zobaczyć o co chodzi w problemie migrantów z Afryki do Europy. Ten interesujący tekst wyjaśnia wiele szumu związanego z warunkami, w jakich przetrzymuje się Afrykańczyków na wyspie.

Piotr Jagielski dalej włóczy się po Nowym Jorku. Tym razem zajrzał do Hotelu Chelsea. Kolejny punkt zaliczony?

Podczas czytania kolejnego tekstu przyszła mi do głowy myśl, że chyba czas skończyć z czytaniem Kontynentów. Na szczęście krótka opowieść o lalkach przywiezionych ze świata autorstwa Anny Alboth odwiodły mnie od tego zamiaru. Zabawki pokazują różnorodność kulturową w niezwykle interesujący sposób.

Czas na galerię fotografii. Tym razem autorstwa Jacoba Aue Sobola. Czarno-białe zdjęcia nie zrobiły na mnie specjalnego wrażenia.

Za to relacja z 80-lecia wymierającego miasteczka na Kołymie autorstwa Magdaleny Skopek całkiem spore. Depopulacja rosyjskiego dalekiego wschodu widziana z perspektywy konkretnego miejsca to nowe spojrzenie na problem.

Następnie Kontynenty prezentują fragment powstającej książki Adama Wodnickiego. Kilka zaprezentowanych stron traktuje o Barcelonie, śmierci i socjalizmie. Głębokie rozważania o sensie istnienia i aktywności społecznej sprawiają, że czekam na dalsze sygnały o tworzonym dziele.

W kwartalniku znalazł się także fragment książki Colina Thubrona o Tybecie, która ukaże się w marcu. Nie jestem miłośnikiem stylu Brytyjczyka i ten fragment utrwalił moje nastawienie.

Dwa najlepsze teksty numeru to opowieść Piotra Lipińskiego o Etiopii i Marcina Jamkowskiego o Sudanie. Ten pierwszy pokazuje nie zważając na poprawność polityczną, że dziś na Wyżynie Abisyńskiej panuje bieda, przesądy i państwowe monopole. Z kolei tam, gdzie Nil przecina Saharę są wspaniałe zabytki upadłych królestw, autentyczne ceremonie religijne i biurokratyczne, podejrzliwe władze utrudniające rozwój turystyki. Całość wieńczy zdjęcie, jakiego nie powstydziliby się scenarzyści Indiany Jonesa.

Andrzej Meller pokazuje codzienność Wietnamu. Nie potrafię z tej relacji wyciągnąć dla siebie niczego ważnego.

Za to Max Cegielski pojechał do Taszkientu, Osz i jeszcze głębiej w Pamir. Poczuł się tam jak swój chłop, bo mógł pogadać z miejscowymi o Annie German i „Czterech pancernych”. Już chyba nieco za dużo tych opowieści z XIX-wiecznej granicy stref wpływów.

Zacząłem tą recenzję od zadowolenia ze schodzenia z utartych szlaków. Z tej radości otrzeźwiła mnie Paulina Wilk. Adoracja dla handlu straganowego w Indiach i smutna konstatacja jego znikania to coś raczej z głównego nurtu turystyki.

Za to wyjazd na Galapagos jest marzeniem wielu. Zazdroszczę więc Markowi Pernalowi, że tam był i cieszę się, że napisał o niezwykłym archipelagu kilka stron. Dobrze wiedzieć, jak prowadzi się zmagania o uratowanie raju.

Na koniec Filip Černy odwiedza wyspę u brzegów Brazylii, gdzie przez ponad wiek istniał łagier w tropikach. Ten interesujący tekst pokazuje od innej strony krok do przodu, który wykonał największy kraj Ameryki Łacińskiej.

W sumie to jeden z lepszych numerów Kwartalnika, a następny zapowiada się jeszcze ciekawiej. Tylko mała zmienność autorów smuci. Moja ocena: 3,5/5.

Kontynenty 3/2013

rbuciak

źródło: Agora SAPodejrzewam, że z dwóch dostępnych okładek wybraliście tę widoczną obok. Ja wziąłem egzemplarz z wodospadem. Najważniejsze, aby mieć wybór. W najnowszym numerze kwartalnika jest w czym wybierać.

We wstępie Dariusz Fedor napisał, że tematem numeru są miasta i miejsca. Tak ogólnie dobrany temat można zapełnić wszystkim.

Pewnie dlatego już Jerzy Bralczyk odbiega od tematu i napisał bardziej o przestrzeni niż o miejscu. Jak zwykle słowa profesora pokazują bogactwo języka polskiego, które pozwalają na głębokie gry nawiązaniami.

Pierwszy większy tekst to rozmowa z pochodzącym z Reunionu muzykiem Danyelem Waro. Pytania zadane przez młodego dziennikarza są dość banalne. Muzyka artysty, która znalazłem przez internet ma moim zdaniem podobny poziom.

"Kontynenty" bez Andrzeja Stasiuka byłyby odmianą. Ten numer kontynuuje tradycje. Pisarz wybrał się do Kirgizji i w zwyczajowy dla siebie sposób przeżywa wyjazd.

Następnie Jarosław Mikołajewski opowiada o spotkaniu z sycylijskimi poetami. Ten niezwykle bogaty w teatralne sceny tekst oddaje chyba klimat wyspy - pełne dramatu szaleństwo.

Dalsze strony zajął polski muzyk, Jacek Kleyff, który opisuje wieś Mrozy, w której mieszka. Zastanawiam się, czy pismo powinno drukować coś, co ma posmak listu napisanego przez nastolatka.

Kolejny raz w kwartalniku pojawia się Paweł Smoleński. Tym razem interesująco opisuje współczesną Jerozolimę wraz z jej sprzecznościami przestrzennymi wynikającymi z mieszanki religijnej.

Tym razem pochwalę Paulinę Wilk. Nie bała się wyrazić rzadko prezentowanych na łamach prasy przekonań i swoją wędrówką po Bejrucie zniechęca do odwiedzenia miasta. A może to efekt pobieżnego poznawania miasta?

Marcin Kydryński obleciał samolotem Somalię. Żenująco smakuje chwalenie się poznawaniem kraju, gdy podróżowało się po nim wyglądając jak Rambo w klapkach z kilkunastoosobową uzbrojoną obstawą. Turystyka w najgorszym wydaniu.

Wywiad przeprowadzony kilka lat temu z nieżyjącym już Patrickiem Leigh Fermorem oraz jego relacja z wędrówek po Peloponezie przekonały mnie do zakupu książki autorstwa Anglika. Plastyczne obrazy przyrody i zanikającej w mrokach przeszłości kultury sprawiają, że mam ochotę powędrować jego szlakiem.

Za to do Ryszarda Kapuścińskiego nie muszę przekonywać. Jego opis hotelu w Akrze pokazuje piękno literackie pisarstwa i niezwykłą umiejętność doboru tematów przez mistrza.

Opis kariery słowa "bujda" w Chinach w wykonaniu Yu Hua to interesujący tekst, ale ma niewiele wspólnego z tematyką nie tylko numeru, ale też "Kontynentów" jako pisma reportersko-podróżniczego.

Piotr Jagielski tradycyjnie zajął jedną stronę. Opisał nowojorski Greenwich Village, podróżując śladem muzyków sprzed pół wieku. Nie wiem dlaczego, ale tym razem nie odczułem emocji.

Za to Ludwika Włodek potrafi rozpalić moją wrażliwość czytelnika. Dziennikarka pokazała własnego ojca i nawet tak mało intrygujący temat jak chodzeniem z nim po górach pochłonął mnie bez reszty.

Temat z okładki, czyli krajobrazy wyobraźni Ryszarda Horowitza to według mnie duża pomyłka. Nie czuję w tych pracach sztuki.

Do tematu miejsca przewrotnie podeszli Aleksandra i Jacek Pawliccy. Zabierają czytelników do Świętego Nigdzie w Namibii na Wybrzeżu Szkieletowym. Łowienie ryb w oceanie, gdy na lądzie nie ma absolutnie nic do jedzenia musi sprawiać niesamowitą frajdę.

Dla kontrastu Monika Bułaj opisuje tłoczny, rozmodlony Kair. Nie przekonuje mnie jej styl pisania i dobór postaci do reportażu. Nad tekstem zasypiałem, choć czytałem go w zatłoczonym autobusie.

Oryginalnie temat miasta zaprezentował Maurycy Gomulicki. Współczesny, kolorowy Meksyk opisany w ramy wrażeń zmysłowych to znakomite połączenie formy i treści.

Z opisu wyprawa Katarzyny Boni do Japonii niewiele pamiętam. Odmienność wyspiarskiej kultury wydaje mi się tak oczywista, że ten tekst nie przyniósł nic nowego.

Jak zwykle wysokiej klasy tekst przedstawił Max Cegielski. Splótł ze sobą XIX-wieczną mistyczkę ze współczesnymi turystami. Różnica między Indiami a zachodnimi wyobrażeniami subkontynentu nabierają dzięki reporterowi wyraźnych kształtów.

Andrzej Meller z kolei pojechał do miasta bardzo rzadko odwiedzanego. Jego relacja z niebezpiecznych rejonów wyspy Mindanao może nie zasługuje na pochwały literackie, ale z pewnością rozszerza perspektywę o wcześniej nieznane miejsca.

Natasza Goerke napisała mocny tekst o turystyce. Bardzo lubię myślenie przez analogię i jej przybliżenie niestosowności zachowań wielu osób udających się do Nepalu warte jest dłuższego zastanowienia.

Na koniec Anna Różańska opisuje rytuały religijne południowych Indii. Ten sam temat występuje w "Dziewięciu żywotach". Szkocki pisarz ujął go przynajmniej o dwie klasy lepiej.

Ten numer "Kontynentów" wydaje mi się bardzo nierówny. Część tekstów warto przeczytać, a część można pominąć. Mam nadzieję, że pula autorów będzie rosnąć. Powtarzanie niektórych nazwisk w każdym wydaniu zaczyna coraz bardziej męczyć. Moja ocena: 3,5/5.

© Statystycznie głównie reportaże
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci